Czasami to mi się tak nic nie chce , że aż zęby bolą. I to nic, a nic się nie chce.Kompletnie!
Kiedyś tak nie było, no ale kiedyś to człowiek był młody, nawet brwi i usta se malował i perfumą się skropił. Moja świętej pamięci mamusia mówiła tak: „nie pomoże blansz i róż, kiedy baba stara już“. I miała rację.
W mieście to jakoś inaczej, ale u nas na wsi, a już szczególnie w Fujarkach to wiele rzeczy po prostu nie wypada i już.
Ja tu wam o starości gadam , bo to już listopad na tym bożym świecie nastał, a wiadomo ,że jak liście z drzew lecą, to człowiekowi całe życie przed oczami razem z tymi liśćmi leci. I jak te liście różne kolory mają, tak i wspomnienia raz kolorowe i wesołe, a znowu za chwilę ciemne i wilgotne ku ziemi lecą.
E, co byś człowieku nie robił plecy z tyłu, a na ich końcu jak wiadomo ...dupa.
Nazwa listopada jest oczywista, ale czy wszyscy wiedzą od czego nazwa października pochodzi? Dzieci to na pewno nie, bo i żadne już do książek Konopnickiej nie zagląda. A to właśnie w październiku len się z wody z moczenia wyjmowało i obijało jego włókna z całych sił, żeby mocne tkanki wydobyć na wierzch. A te wierzchnie i słabe wysoko i szeroko wiatr po okolicy roznosił. I to właśnie były paździerze.
Dziadek mój Józefat tkaczem był. Na drewnianym warsztacie płótno tkał. Mówiło się na ten warsztat „cikaty likaty“. A jak już płótna natkał , brał je w chustę, zarzucał na plecy i po wioskach je sprzedawał. I ani samochodu, ani nawet roweru nie miał, bo i skąd? Może jakiś wózek? Nie wiem. Tyle tylko wiem, że ojciec mój jako najstarszy syn, często musiał z dziadkiem chodzić, żeby pomóc rodzicom w utrzymaniu gromadki dzieci. I tak to biedakowi w krew weszło, że dlugo jeszcze, nawet jak już żonaty z mamusią był o rodzeństwo swe się troszczył. A ono stale chciało go wykorzystywać . No, ale mama była bystra , silna i w końcu mu wszystko wytłumaczyła. Pokazała gdzie rodzinę ma . I w końcu zrozumiał.
Wybaczcie, ale czy to pogoda, czy późna jesień takie spustoszenie na ludzkiej duszy robi, że człowiek jakby od środka sechł jak szczapy co przy kominie leżą. Aż strach bierze.
Pójdę więc do starej Ciesielskiej, wróżb i przepowiedni jej posłucham, no i kielonek dereniówki przechylę. Muszę. Bo jak nie, to mi się ta moja stara dusza do końca rozeschnie.
Kiedyś tak nie było, no ale kiedyś to człowiek był młody, nawet brwi i usta se malował i perfumą się skropił. Moja świętej pamięci mamusia mówiła tak: „nie pomoże blansz i róż, kiedy baba stara już“. I miała rację.
W mieście to jakoś inaczej, ale u nas na wsi, a już szczególnie w Fujarkach to wiele rzeczy po prostu nie wypada i już.
Ja tu wam o starości gadam , bo to już listopad na tym bożym świecie nastał, a wiadomo ,że jak liście z drzew lecą, to człowiekowi całe życie przed oczami razem z tymi liśćmi leci. I jak te liście różne kolory mają, tak i wspomnienia raz kolorowe i wesołe, a znowu za chwilę ciemne i wilgotne ku ziemi lecą.
E, co byś człowieku nie robił plecy z tyłu, a na ich końcu jak wiadomo ...dupa.
Nazwa listopada jest oczywista, ale czy wszyscy wiedzą od czego nazwa października pochodzi? Dzieci to na pewno nie, bo i żadne już do książek Konopnickiej nie zagląda. A to właśnie w październiku len się z wody z moczenia wyjmowało i obijało jego włókna z całych sił, żeby mocne tkanki wydobyć na wierzch. A te wierzchnie i słabe wysoko i szeroko wiatr po okolicy roznosił. I to właśnie były paździerze.
Dziadek mój Józefat tkaczem był. Na drewnianym warsztacie płótno tkał. Mówiło się na ten warsztat „cikaty likaty“. A jak już płótna natkał , brał je w chustę, zarzucał na plecy i po wioskach je sprzedawał. I ani samochodu, ani nawet roweru nie miał, bo i skąd? Może jakiś wózek? Nie wiem. Tyle tylko wiem, że ojciec mój jako najstarszy syn, często musiał z dziadkiem chodzić, żeby pomóc rodzicom w utrzymaniu gromadki dzieci. I tak to biedakowi w krew weszło, że dlugo jeszcze, nawet jak już żonaty z mamusią był o rodzeństwo swe się troszczył. A ono stale chciało go wykorzystywać . No, ale mama była bystra , silna i w końcu mu wszystko wytłumaczyła. Pokazała gdzie rodzinę ma . I w końcu zrozumiał.
Wybaczcie, ale czy to pogoda, czy późna jesień takie spustoszenie na ludzkiej duszy robi, że człowiek jakby od środka sechł jak szczapy co przy kominie leżą. Aż strach bierze.
Pójdę więc do starej Ciesielskiej, wróżb i przepowiedni jej posłucham, no i kielonek dereniówki przechylę. Muszę. Bo jak nie, to mi się ta moja stara dusza do końca rozeschnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz