Zima latoś jak wiadomo mocno sroga była, a mimo to u Jandeczków dzieciątko się pojawiło. I to nawet nie rodzone chyba, bo po młodej Jandeczkowej ciąży , ani żadnego innego brzucha widać nie było. Chuda ta kobiecina jakby jej mąż na jedzenie pieniądze wydzielał. Na bociany za wcześnie, kapusta tylko europejska, więc ani chybi w mieście dzieciaka porwali i do nas, do Fujarek przywieźli. A znowuż Wojtasiakowa całą zimę uczyła Bezatową robótek ręcznych. I to nie tylko haftowania, szydełkowania i dziergania, ale nawet batikowania i filcowania! No i Bezatowa zamierza latem we wsi cepeliadę zorganizować, żeby na niej swoje dzieła wyeksponować. A może nawet nie daj Bóg na stałe jakiś sklep otworzyć u nas zechce? Kto ją tam wie? Choć wszystkim nam tu wiadomo, że Bezatowa to słomiany ogień. Onego czasu bardzo się zaangażowała w powstanie u nas fujareckiej telewizji. No i mimo, że sprawy całkiem daleko wtedy już zaszły, o małą przeszkodę wszystko się rypło i tyle. A poszło mianowicie o to, kto będzie w tej telewizji spikerował. Walka była ostra, ale jak się potem okazało... nierówna. Sołtys konkurs zarządził i mrowie ludzi sie na niego zgłosiło. Bo to i bliźniaczki Ciesielskiej i synowie Pawłowskiej, wnuk Wojtasiakowej, siostrzenica i kuzynka Kondejki. Nawet staremu Dopierale przed kamerą zasiąść się zachciało! Ale Bezatowa wtedy ze złości konkurs odwołała i zapowiedziała wszem i wobec, że tylko i wyłącznie ona „ godna jest być twarzą fujareckiej tiwi“. No to wówczas nasi ludzie zapowiedzieli, że nijakiego abonamentu jej płacić nie myślą. I byłoby może nawet na pyskówkach się nie skończyło, gdyby się nasz kochany proboszcz do sporu nie włączył i nie zapowiedział, że nie ma miejsca w naszej w gminie na aż dwie telewizje. Bo on, znaczy się nasz księżulo, od dawna zamiaruje telewizję parafialną otworzyć. I , że nawet nazwę już dla tej telewizji wymyślił.
TV Szczep Piastowy.
Aha, zapomniałam wam jeszcze donieść, że dziadek Sielczakowej żywota tej zimy dokonał . Tak po prawdzie mówiąc to i najwyższy czas mu było do przodków dołączyć. Dożył 112 urodzin i od wielu lat przy każdej okazji swoją śmierć wszystkim nam zapowiadał. Tylko, że nie wszystko po jego myśli poszło, bo zamknął oczy w najsilniejsze mrozy i z pogrzebem trzeba było do przesilenia czekać, a stary w trumnie za obórką na pochówek czekał. Sam. Tylko wierny pies Filip obok domowiny siedział i pilnował, żeby lisy się do ciała nie dobrały. A chytre te Sielczaki jak jakieś Szkoty! Z pogrzebem owszem czekali, ale z konselacją to już nie! Wiadomo, jak ludziska w mróz z chałup nosów nie wyściubiali, to i stypa taniej kosztowała. I chociaż ja jak wszystkim wiadomo plotek nie lubię, to jednak to wam powiem, że fujarecka społeczność tej durnowatej chytrości przez wiele lat Sielczakom nie zapomni. Oj, nie zapomni!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz