Obserwatorzy

sobota, 27 czerwca 2009

Ktoś

Wczoraj, czyli gdzieś tak między wtorkiem rano, a późnym popołudniem w piątek, mężczyzna siedzący na ławce przystanku Pekaesu w Fujarkach Górnych, nie mógł oderwać wzroku od niebywałego w tym miejscu zjawiska. Na drugim końcu tej samej ławki pomalowanej farbą o jaskrawym, żółtym kolorze siedział KTOŚ. Był to człowiek w średnim wieku, z jasną, otoczoną aureolą siwych włosów twarzą. Już sama jasność bijąca z subtelnego oblicza i szarobłękitne oczy barwy wczesnowiosennych bławatków, była czymś niezwykłym. Ale to co szczególnie przyciągało wzrok, to były dłonie. Dłonie KTOSIA były wypielęgnowane, szczupłe i wąskie, o bardzo długich palcach .Takie ręce w Fujarkach? I do tego Skrajnych? Żeby jeszcze w Górnych, albo w Dolnych, ewentualnie, co najbardziej prawdopodobne w Fujarkach Mszalnych znanych ze znajdującej się tu na rozstajach kapliczki, w której jeszcze kilka lat temu siedział z fajeczką w garści nieznany z imienia święty. Być może siedziałby ten wyrzeźbiony przez stryjnę posterunkowego Cichosza święty w swoim przytulnym przytulisku do dziś, gdyby nie nowy proboszcz. Dopóki na coroczne nabożeństwo przy kapliczce przyjeżdżał stary ksiądz Michałowski, wszystko było dobrze. Ale nie był on nieśmiertelny, już kilka lat leży na górce Piszczałce, w poświęconej przez siebie ziemi, a brzózka, która obok jego mogiłki wyrosła, ściga się w rośnięciu z najmłodszym wnusiem kowala Santorka. Gdy więc w kolejnym roku zjawił się na plebani młody ksiądz Sykstus Kuśmierczyk, na którym jeszcze woda święcona, co to ją biskup Patalas nań wylał ze wszystkim nie obeschła, od razu figurce wytoczył wojnę. Ten ksiądz miał wzrok jak sokół i zerkając raz z lewa, raz z prawa dopatrzył się w naszym świątku podobieństwa do Zefiryna Ostachowicza. Cóż Zefiryn to całkiem niezłe chłopisko, gdy go kto o pomoc poprosi, to się jej i doczeka. Ma on nie tylko smykałkę do różnych robót jak mało kto, ale i grzeszki po kieszeniach chowa. Różowe. Bo ta fajeczka co to jej z ręki nie wypuszcza, to jedno, a drugie, trzecie i piąte, to baby , które w jego ręce same szły. Pewnie co druga mieszkanka wszystkich Fujarek razem i każdej z osobna, przez złote ręce i wąziutką leżankę Zefiryna przeszła, poczynając od nieśmiałej nauczycielki, a kończąc na ryżej sklepowej Róży Rychlik.

Brak komentarzy: