Obserwatorzy

poniedziałek, 21 września 2009

Wrzos

Nazwa miesiąca wrzesień od wrzosu rzecz jasna pochodzi, to chyba nikomu nowina żadna, prawda? A wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy łażąc z Kordulą po lasku w poszukiwaniu rydzów i kań, spotkałyśmy Panią Jeżową już to do wsi wracającą, jak zamiast jakich
grzybów miała dwa pełne kosze rozkwitłego wrzosu. Najpierw to podejrzewałam, że zrobi z nich bukieciki , podmaluje kwiat i do miasta pojedzie. Żeby sprzedać. Ale nie. Zapytana powiedziała nam, że wysuszony kwiat do woreczków płóciennych, albo i papierowych kładzie, a jak ją potrzeba najdzie i przymusi to kwiat wrzosu zaparza i pije. Bo on podobno doskonały jest jako lek moczopędny, przeciwzapalny i dezynfekujący drogi moczowe w zapaleniu pęcherza. Jeżowa mówi , że działa prawie jak antybiotyk z apteki. O żurawinie to od wielu już lat wiedziałam, bo se moją miksturę rok w rok na jesieni przyrządzam, a kiedyś nawet i kamienia sporego dzięki niej właśnie
się pozbyłam. Ale żeby kwiat wrzosu? Ciekawe skąd ta Jeżowa wiadomości takie ma. Muszę ja ją kiedyś podpytać. A swoja drogą to wam powiem, żeby tak nie skłamać, że do naszych Fujarek to same nie najgorsze ludzie lgną. Nie ma mowy, rzecz jasna, żeby ich z miejscowymi porównywać, co to to nie. Ale może właśnie dlatego, że u nas najwięcej pracowitych i życzliwych światu się zebrało, to właśnie to jak magnes zadziałało? Kto to wie?
Ja tam plotek nie lubię, ale nie zawsze nam tak jak po atłasie wszystko idzie. Na ten przykład jak jedna z Ostachowiczówien zakochała się była w stolarzu z miasta i do nas tu go lat temu kilka ściągnęła. Na początku wszystko było dobrze, bo to i miłość kwitła i warsztat pełen wiórów i trocin był. Znaczy, że praca szła. Ale potem, jak się młodemu żonkosiowi zachciało interesy z miastem robić, to najpierw wymyślił se drewniane deski sedesowe, potem zszedł do budek lęgowych dla ptactwa dzikiego i domowego, a tak już pod koniec małżeństwa to się na łyżki i widelce drewniane do kiszonej kapusty przerzucił. Byłby może jeszcze coś dalej wymyślał i może na wykałaczkach swój pobyt we Fujarkach zakończył, ale stary Ostachowicz cierpliwość do końca stracił, chłopa z powrotem do miasta odesłał, a warsztat na wielką żelazną kłódkę zamknął. I tyle.
Maszyny tylko w nim zostały, co to w nie stary zainwestował pieniądze za sprzedana łąkę. Narzekał potem długie jeszcze lata, mimo, że po kilku miesiącach wynajął zakład i zyski całkiem niezłe zaczął z tego czerpać. Siostrzeniec Kołodziejskich Atanazy z bratem młodszym Alojzym trumny tam robić zaczęli. Bo ja wam powiem coś, co jest jasne jak czoło anioła:. nie każdy musi jeść schabowe i nie każdy we fraku chodzić musi. Ale umrzeć ...każdy. Kiedyś.
Więc ja , żeby nie przyspieszać niepotrzebnie tego co nieuniknione, podejdę dziś wieczorem do Jeżowej i o ten napar z leśnego wrzosu dokumentnie się ją rozpytam.

Brak komentarzy: