Zaczepiła mnie dziś Ciesielska.
No przeszła ona po prostu na ukos z jednej strony ulicy na drugą i woła już w połowie, że sprawa jest pilna wielce. No to ją zapytałam czy to sprawa na zebranie kobiet z koła gospodyń, czy może raczej na spotkanie pań z kółka różańcowego. Ale ona, że zdecydowanie ta sprawa to dla gospodyń jest i to sprawa raczej pilna, którą należałoby omówić jeszcze przed zaproponowaniem kandydatek na nowe radne. A, że akurat przechodziłyśmy koło mojej własnej chałupy to ja Ciesielską łaps za chabety i wciągnęłam do domu, żeby z niej wycisnąć o co dokładnie chodzi, nim jeszcze zdecyduję co konkretnie z oną sprawą zrobić. No i okazało się, ze Ciesielskiej ni mniej ni więcej, ale o bimber chodziło. I już. Przeczytała gdzieś, że ponoć na Podlasiu ludzie walczą o to, żeby bimber im przypisać jako ich dziedzictwo, do którego produkcji prawo niezbywalne i rzecz oczywista nigdzie, ale to nigdzie ( to znaczy w kronice !!!) niepisane mają.
Ja tam plotek nie lubię, i nie pamiętam, czy wam kiedyś mówiłam, czy też nie, że pięćdziesiąt lat temu z okładem odszedł był z tego padołu pradziad Ciesielskiej, który przez ponad sześćdziesiąt lat prowadził zapiski z tego co i gdzie się w naszej okolicy zdarzyło. No taki niby kronikarz, naszego fujarczańskiego skansenu i dlatego dzieciaki nazwały go Koszałek-Opałek. No i ponoć jest tam zapisane, że wielu naszych czcigodnych krajan trudniło się wyrobem najsmaczniejszego bimbru, jaki ktokolwiek kiedykolwiek próbował w naszej połowie kraju. No, a tradycja jak widomo rzecz święta. I jej się przeciwstawić, teraz jak ludziska wszędzie skłócone jak Kain z Ablem to wielki grzech. Tak oto tłumaczyła mi nasza jasnowidząca. No i Bogiem, a prawda kobiecina rację ma! Trzeba się sprawą zająć. Ciekawe tylko czemu Ciesielska ostatnio niczego w swojej kuli nie widzi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz