Obserwatorzy

poniedziałek, 8 listopada 2010

Marcinowe menu

We czwartek po wieczornej mszy odbyłyśmy spotkanie kółka różańcowego. Miało być w sprawie wyborów, ale ponieważ u nas mamy tylko jednego kandydata, a jest to kandydat dokładnie przez proboszcza i wikarego sprawdzony, więc rozmowa zeszła na inne tematy. A mianowicie na takie, że podsumowałyśmy naszą fujarecką jesień, no i nasze przygotowania do kolejnej zimy. Dotychczasowe oczywiście. A więc: kto zmarł i czy pogrzeb był godny, kto się urodził i jakie imię na chrzcie świętym dostał, kto się z kim pokłócił, a kto może pogodził (daj Boże!), komu trzeba pomóc przed zimą, no i oczywiście kto tę pomoc dać może. No i okazało się, że nikt na szczęście tego padołu nie opuścił, choć kilka naszych parafianek od jakiegoś czasu solennie to obiecuje. Nikt się też nie narodził, no ale kilka mężatek brzuszki dumnie do przodu wypina, więc nadzieja na chrzty jest. Ja tam plotek nie lubię , ale to wam powiem, że u nas to chyba więcej jest takich co pomoc ofiarować drugiemu może, niż takich co by o tę pomoc ręką wyciągali. No, a potem to żeśmy troszkę o naszych braciach mniejszych pogadały, a i o tym , że pies naszego wikarego marną budę ma, więc mu mąż Karpy przed zima ją naprawi i ogaci. A potem jak to u nas na temat jesiennej i zimowej diety rozmowa zeszła. U Pawłowskiej np. w święto będzie na obiad barszcz ukraiński, u Ciesielskiej krupnik z wkładką, u Dopierały zupa baniowa, a u Karpy rosół i sztuka mięs z chrzanem. Tylko nasza Kondejowa samo drugie zrobi, bo jej naszedł smak na sine kluski z sosem grzybowym. Zapomniałabym o Borgowej, ona się bowiem nakazów reklamy trzyma i jak mówi starą tradycję będzie pielęgnować. Tak więc u Borgowej na świątecznym stole będzie gęsina. A u mnie… kapuśniak na wieprzowym żeberku. I tyle.

Brak komentarzy: