Obserwatorzy

sobota, 6 listopada 2010

Zasmażka

We wtorek odbyłyśmy zebranie koła gospodyń. Miało być w sprawie wyborów, ale ponieważ u nas tylko mamy jednego kandydata, a jest to kandydat dokładnie sprawdzony, więc rozmowa zeszła na inny temat. A mianowicie na taki, że podsumowałyśmy nasze fu jareckie przygotowania do zimy. Dotychczasowe oczywiście. A więc: kapusta pokiszona, ogórki w stawkach zatopione, węgiel, jak kto potrzebował, to i ma. Nawet o psich budach pamiętalim i wszystkie zostały na zimę ogacone. Potem zeszło się na gadanie o chłopach, tzn. co na polach i w warzywnikach, w kopcach, komorach i w chłodniach. No, bo musicie wiedzieć, że u nas w Fujarkach są tacy co mają owoce w prawdziwych, elektrycznych przechowalniach. Ja tam plotek nie lubię , ale wam powiem, że kawał kasy na elektrykę trzeba mieć, żeby można było wiosna prawie świeżego championa zjeść. A jeśli o jedzeniu mówimy, to przypomniało mi się jak dzieckiem będąc lubiłam jak matula mi na śniadanie „zasmażkę” gotowała. Było to coś bardzo do budyniu podobnego, bo też na mleku, ale nie z torebki i nie z ziemniaczanej, a pszennej mąki, i albo się do tego dawało waniliowy cukier, albo łyżeczkę kakao. Bardzo to jedzenie lubiłam, tak bardzo, że już jako spora dziewczyna, jak mnie choroba zmuszała do leżenia w łóżku, to mamę o ugotowanie onej zasmażki prosiłam. A znowu z Ciesielską (mimo ze ona sporo ode mnie młodsza jest) to się zgadalim, że takie same jedzonko nam smakowało, a mianowicie zwykła bułka rwana na kawałki, mlekiem zalana i cukrem do smaku doprawiona. Dzieci moich sąsiadów jadały chleb polany herbacianą esencją i posypany cukrem, a mały braciszek mojej koleżanki jadł z apetytem białą bułkę ze smalcem i cukrem! Ja z wielkim sentymentem wspominam smak i zapach (!) żółtego cukru z buraków, którym lubiłam posypywać co tylko się dało. I wiecie co? Lat temu z dziesięć jeszcze można było taki żółtobrązowy, pachnący melasą buraczany cukier nabyć. Ale nie dziś. Dziś tylko z trzciny! Tak jakby u nas ta trzcina cukrowa wszystkie pola gęsto porastała. I jeszcze wam powiem , że ten trzcinowy cukier, to dla mnie zupełnie co innego i wcale mi nie smakuje. Może dlatego, że wspomnienia z dzieciństwa i wczesnej młodości zawsze najlepsze są i najpiękniejsze. No i najsmaczniejsze chyba? A wy co o tym myślicie?

Brak komentarzy: