Ja tam plotek nie lubię, ale wszystkim wiadomo, że Dopierała zawsze dbała o swoje dzieci, jak kwoka o kurczęta. A tu dziś rano, jak szłam na zebranie do szkoły w sprawie kamerowania, dowiedziałam się od Pawłowskiej, że to zebranie ma się odbyć właśnie z powodu Dopierałów. Otóż wyśredni syn starej Dopierałowej, ten co to szkołę kocha jak jeż żabę, oznajmił był swojej rodzicielce, że zaprzestaje nauk w naszym gimnazjum. A to mianowicie z powodu tych niezbyt dawno zainstalowanych w szkole kamer, które miały pomóc w zabezpieczeniu naszych dzieci i młodzieży przed ewentualnymi wybrykami i obcych i ich samych. Młodzian ów, stwierdził ni mniej ni więcej, że owe kamery zaburzają jego prywatność i zmuszają go do ciągłej, bezustannej samokontroli, a jest to jak powiedział niebezpieczne dla zdrowia psychicznego jego i jego szkolnych kolegów. Żaden z jego kolegów na zdrowie psychiczne na razie się nie skarżył. Ale Dalibor Dopierała? Jakie on ma prawo do narzekania, kiedy jak mówi dyrektor szkoły Kordek ostatni raz gościł w tej szkole pod koniec października? A wtedy jeszcze jak zauważył wychowawca klasy zaledwie planowano założenie kamer w szkole.
No i sprawa byłaby załatwiona. Byłaby owszem, ale może w innej rodzinie. Albowiem Dopierałowa pod koniec zebrania oznajmiła wszem i wobec, że nie odpuści i już. I że dziecka swojego krzywdzić nie da, bo nie po to go chowała i pielęgnowała przez prawie dwadzieścia jeden lat, żeby jakaś tam kamera mu życie złamała, albo przyszłość jasną zaciemniła. Zamierza pisać gdzie się da od rzecznika praw dziecka zaczynając, na rzeczniku praw obywatelskich kończąc. Na próżno Kondejowa usiłowała jej wytłumaczyć, że chłop już dawno wąsa podkręca i czas mu raczej do wojska dobrowolnie zaciągnąć się, a nie do szkoły z workiem na kapcie maszerować.
Borgowa wtrąciła, że widziała go wieczorem z jedną z córek Baranowej, za stara stajnią Kosowskiego. I że Dopierała, zamiast kupować synalkowi zeszyt do religii, powinna raczej myśleć za co mu kościół na wesele udekoruje. Bo, że on tę dziewuchę Baranów w końcu popsuje, to tego Borgowa jest pewna tak, jak tego, że cukier dojdzie przed wiosną do siedmiu złotych i dwudziestu groszy za kilogram.
Potem ludziska się pomału do domów rozeszli, zebranie zakończyło się bez wniosków na przyszłość.
Jedno jest prawie pewne: nikt w Fujarkach latoś konfitury własnego wyrobu w spiżarni na półce nie postawi i już.
No i sprawa byłaby załatwiona. Byłaby owszem, ale może w innej rodzinie. Albowiem Dopierałowa pod koniec zebrania oznajmiła wszem i wobec, że nie odpuści i już. I że dziecka swojego krzywdzić nie da, bo nie po to go chowała i pielęgnowała przez prawie dwadzieścia jeden lat, żeby jakaś tam kamera mu życie złamała, albo przyszłość jasną zaciemniła. Zamierza pisać gdzie się da od rzecznika praw dziecka zaczynając, na rzeczniku praw obywatelskich kończąc. Na próżno Kondejowa usiłowała jej wytłumaczyć, że chłop już dawno wąsa podkręca i czas mu raczej do wojska dobrowolnie zaciągnąć się, a nie do szkoły z workiem na kapcie maszerować.
Borgowa wtrąciła, że widziała go wieczorem z jedną z córek Baranowej, za stara stajnią Kosowskiego. I że Dopierała, zamiast kupować synalkowi zeszyt do religii, powinna raczej myśleć za co mu kościół na wesele udekoruje. Bo, że on tę dziewuchę Baranów w końcu popsuje, to tego Borgowa jest pewna tak, jak tego, że cukier dojdzie przed wiosną do siedmiu złotych i dwudziestu groszy za kilogram.
Potem ludziska się pomału do domów rozeszli, zebranie zakończyło się bez wniosków na przyszłość.
Jedno jest prawie pewne: nikt w Fujarkach latoś konfitury własnego wyrobu w spiżarni na półce nie postawi i już.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz