No i wreszcie wybraliśmy!
Trwało to, że ho, ho! Jak ruski miesiąc. Wiecie, że ja to plotek nie lubię? Wiecie. Ale żebym znowu miała w tej sprawie milczeć, no to tego to już ode mnie wymagać nie możecie i tyle. No bo pod sam koniec to już tak ciężko było, że się prawie opisać nie da! Ale ja wam opiszę, co mi tam. „Jak już kamień w dół się toczy, można trudom zajrzeć w oczy”, jak powiedziałaby nasza Kisielińska, gdyby nie to, że to ja tak tym razem mówię. No to wam opowiem.
Najpierw to było spotkanie kółka różańcowego, no i nawet nie tylko ksiądz wikary do nas zajrzał, ale i proboszcz wpadł tym razem na małe pół godzinki. No i jakoś tak , mimo, że temat spotkania związany był z nowymi ławkami do kościoła, to rozmowa nasza ślizgała się wokół innego, bardziej zasadniczego tematu. No bo moi drodzy nowe ławki maja być z oparciami. Ludność u nas co prawda wolno, może nawet wolniej niż gdzie indziej w świecie starzeje się. A wiadomo, że stary człowiek musi plecy oprzeć , żeby potem p zakończeniu mszy mógł w ogóle z takiej ławki wstać, prawda? No i wtedy właśnie proboszcz zaczął delikatnie kierować naszą rozmowę w stronę tego oparcia, ale już nie tylko od kościelnej ławy, ale i tak ogólnie, życiowo bardziej. No bo wiadomo jak to w życiu jest jeden człowiek, dla drugiego oparciem się staje, syn dla matki, babka dla wnuka, ksiądz dla parafian. No i właśnie do tego trzeba dążyć dodał proboszcz, że jak jeden człowiek tym oparciem dla wielu innych się zostaje, to oni muszą tego chcieć, ci ludzie. Nic na siłę , niestety. I muszą temu oparciu wierzyć, ufać i starać się odwzajemnić mu chociaż trochę swojego oparcia. I że to właśnie demokracja jest, żeby każdy mógł decydować co i jak. Wikary na samym początku nic nie mówił, bo może nie chciał się proboszczowi narażać, ale jak tamten poszedł na kolację, to i wikary swoje pięć groszy wtrącił. Jego zdaniem jest demokracja i każdy wybierający zrobi jak zechce, ale trzeba się kierować nauką kościoła. Naszego kościoła. I wikary też szybko poszedł na kolację, jakby się bał, że mu proboszcz zje co lepsze. A jak zostałyśmy same to rozmowa zeszła z demokracji na prywatę, bo omawiałyśmy nauki przedmałżeńskie tych parafian, co to u nas zaczęły właśnie spadać z ambony. O ósmej się rozeszłyśmy i tyle było naszych ustaleń. Zaś na zebraniu koła gospodyń, które odbyło się następnego popołudnia to i owszem problem demokracji został podniesiony i to nawet wielokrotnie, bo za każdym razem trzeba było przy okazji rozwiązać jakiś inny mniejszy problemik. A to nie koszone rowy wzdłuż domostwa Bezatowej i Szybilskiej, a to nowy przepis na zapiekankę co to go Pawlicka rozdawała, a to skarga Ciesielskiej na nauczycielkę matematyki, co to uziemiła jej najmłodszego na trzeci rok. Ta jasnowidząca to sama nie wie czego chce, chłopakowi wąs się już puścił, a tabliczkę mnożenia zna tylko przez dwa i przez dziewięć (i to na kłykciach w dodatku!).
Na samym końcu zebrania jak już miałyśmy zamiar do demokracji wrócić i sprawę kandydata podsumować, wpadła do nas córka Dopierały, że pies Pani Jeżowej pogonił ich kota na stary słup telegraficzny, kot sam zleźć nie umiał i pobiegłyśmy wszystkie do komendanta po wysoką drabinę, żeby nieboraka ratować.
Oj nie miałam ja potem spokojnej nocy i to bynajmniej nie przez kota, ale przez to, że przecież ksiądz prosił mnie, jako tę co to mir i poszanowanie we wsi ma, żeby sprawę wyboru do szczęśliwego końca doprowadzić. No i sprawę demokracji ma się rozumieć, też .
Więc rano , zaraz po mszy, kupiłam w sklepie u Róży gruby kajet w kratkę i zaczęłam zapisywać głosy naszych Fujarczan. Wpadłam też na pomysł, żeby każdy koło mego zapisu swój czytelny podpis złożył. No bo demokracja, demokracją, a jak podpis jest to już nikt się potem nie wymiga, żadne wykręty nie pomogą, a jak on w dodatku czytelny to i nie do obalenia będzie i tyle.
Ja jak wiecie plotek nie lubię, ale ze wszystkich mieszkańców, to tylko kilka osób tego wyraźnego podpisu czepnęło się. Nawet byście moi drodzy nie pomyśleli kto! A mianowicie: Pawłowska, Ciesielska, Kondejowa, Borgowa i Karpowa. Ale jak odrobinę prawdę nagięłam, że te podpisy, to proboszcza zalecenie jest, to wszystkie oponentki pomału z protestu zrezygnowały i mogłam już swobodnie po wsi poruszać się i swój demokratyczny obowiązek do szczęśliwego zakończenia poprowadzić. Pod wieczór to już mi coraz ciężej było, a nogi napuchnięte miałam jak balony. Potem to już nastąpiła cisza wyborcza i mogłam wreszcie kulasy obolałe w wodę z sodą do szaflika wsadzić.
No, ale teraz to już można z czystym sumieniem stwierdzić, że demokracja i w Fujarkach zwyciężyła. Wybory zaś zakończone pełnym sukcesem, z czego ja jako najbardziej zainteresowana i najwyżej w rankingach ustawiona kandydatka, zadowolona jestem nadzwyczaj.
I już.
1 komentarz:
Ha, a ja umiem dawać komentarze a Ty nie :)
Prześlij komentarz