Obserwatorzy

poniedziałek, 20 września 2010

Nie w porę?

No i wydało się !!! Cała prywata starej Pawłowskiej ukazała się nam członkiniom naszego kółka różańcowego w pełnej okazałości. Otóż zapewne pamiętacie, jak wam opowiadałam o naszym nieudanym wyjeździe do stolicy. Wspomniałam wam też , że nie wiem czemu kwiaty co miały do wieńca iść Pawłowska ustawiła przed obrazem Św. Krzysztofa. Ale teraz wiem, bo właśnie się wydało, że Pawłowski wrócił z arbajtu od Helmutów, w nowej pomarańczowej taksówce. Plotek to ja jak wiecie nie lubię, ale nie bardzo ona nowa ta ichnia taksówka, tak przynajmniej powiedział mi Ciesielski, a Dopierała dodał, że będzie Pawłowskich sporo kosztowała, bo dużo pali. No ja tam nie wiem czy dużo czy mało, wiem tylko, że z nas wszystkich to Pawłowska najwięcej z nas tu Fujarkach na letnikach zarobiła. A wszystko dzięki najstarszemu , co to przed sezonem nie tylko dwa stawki oczyścił i mostkiem je połączył, ale i prawdziwnego piachu wiślanego nawiózł, tak, że tam u nich to się najprawdziwsza plaża zrobiła. Co jak co, ale dzieci to ta Pawłowska robotne ma, jak żadna u nas! Już od świtu słychać ich rozmowy i śmiechy w kurniku, w obórce albo gdziekolwiek w obejściu, tak, że nim siądą do śniadania, to cały już obrządek przy żywiźnie mają skończony. Ale z drugiej strony patrząc mieć aż tyle dzieciów? Akurat dziś spotkałam Ciesielską z siatami jak ze sklepu wracała, to samych chlebów dźwigała aż pięć. A po ziemniaki to już jeżdżą ze starym wózkiem co to po najmłodszych bliźniakach Fabioli i Syriuszu Ciesielskim się został. Ale Pawłowska gadała do Borgowej, że oni teraz to taksówką będą do sklepu jeździć. Oj powiem wam, ze obśmiałam się jak mrówka po puszce zimnego Lecha. Toż Pawłowscy do spółdzielni mają nie więcej niż ze sto metrów! No, ale ta ich taksówka jak już wspomniałam pomarańczowego koloru jest. To i widać ją będzie aż w Burczybasach! A i muszę dodać, że Ciesielska jak ją dziś spotkałam okrutnie smutna była, bo podobno jej najstarsza zakochała się w synu naszego listonosza Ezechiela Karpy. No, zezłościłam się na babinę i gadam, że to nie smutać, a cieszyć się trzeba kiedy dwoje młodych na raz szczęście spotka i to w dodatku wzajemne. To Ciesielska na to, że ona może i by się cieszyła, ale ta miłość jakoś tak nie w porę nadeszła. No moi drodzy, jak ja to usłyszałam, to taka złość mnie wzięła, że zaraz na pięcie się odwróciłam i prosto do swojego domu poczłapałam. Ale zanim odeszłam to wykrzyczałam babie, że nie w porę to może przyjść czkawka, okres, śmierć lub sąsiadka, ale nigdy nie miłość.

Nigdy.

Brak komentarzy: