Ziemniaki jak wiadomo różne są . Orliki twardsze i dłużej się gotujące, ale smaczne. Lordy i bryzy to te żółte; na wybrzeżu ludzie je jedzą i nie narzekają . Może być, że przywykli. Ale u nas w Fujarkach to ani anielki, ani amerykany, ani nawet aster tylko oczywiście irysy, białe, podługowate, gotują się krótko i jak przy odparowaniu garnkiem potrząśniesz to otwierają się jak rozkwitające róże. Tylko kłaść między te płatki wiórki świeżutkiego masła, posolić i jeść i jeść i jeść.
No, ale do pieczenia to irysy są za delikatne, więc sadzimy też irgi, bo po połowie zimy to prawdę powiedziawszy irga jest lepsza. No i ognisk się nie boi. A u nas o tej porze wieczorami to nad każdym kartofliskiem snuje się dym z pieczenia ziemniaków i tyle.
A wiecie wy ze u nas w kraju to nie wszędzie ziemniak ziemniakiem nazywają? Plotek nie lubię, ale przecie to żadna plotka prawda? Więc wam tu napiszę czego się dowiedziałam o tych kartoflanych nazwach.
- barabola – gwara kresowa – Lwów
- kompera – język łemkowski
- kartofel (z niem. Kartoffel) – zwłaszcza dialekt śląski, ale także w całym kraju
- pyra – gwara poznańska
- grula – gwara góralska (wschodnie Podhale)
- bulwa – język kaszubski
- perka (dawniej) od Peru
- rzepa – Orawa, zachodnie Podhale
- swapka – Orawa
Ślicznie, prawda? Ano ślicznie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz