No i sprawa się rypła. Ja jak wiecie plotek nie lubię, ale muszę od początku wszystko opowiedzieć, żebyście pojęli o co mi chodzi. Otóż na jednym z zebrań naszego kółka różańcowego Pawłowska rzuciła pomysł wycieczki do stolicy, z obowiązkową wizytą na Krakowskim Przedmieściu. I tak się tego swego pomysłu uczepiła, że nieznanym mi sposobem przekonała do niego i księdza proboszcza i komendanta straży, który to miał załatwić autokar, jako środek lokomocji. Ksiądz, to ksiądz, ale Pawłowska przekonała prawie wszystkie panie z naszego kółka! No tylko jedna jej się oparła. Dopierała. Ale ona zawsze staje okoniem jak co do czego dochodzi i jakby nie wiem o co komukolwiek i kiedykolwiek chodziło. Wyobraźcie sobie, że jak już wszystko prawie na ostatnią agrafkę było zapięte, a Kondejowa z Bezatową zabierały się do plecenia ofiarnego wieńca, okazało się, że z naszej wyprawy … nici! No bo dziś rano w telewizji pokazali, że nie będzie gdzie tego naszego wieńca położyć i już. A już bez tego to nie ma po co do tej stolicy jeździć, bo tam tylko miastowy smród i tłok jak w kościele na Rezurekcji. No i nie jedziemy. A kwiaty co miały kobiety w wieniec wpleść, Pawłowska ustawiła w kościele.
Przy obrazie Świętego Krzysztofa je ustawiła!
Ale dlaczego tam, skoro z tej naszej wycieczki nic nie wyszło, to ja już nie wiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz