No i po Godach.
A na Gody przyjechało do nas, do Fujarek dużo ludzi z innego świata. Bo to do Ciesielskiej siostry bliźniaczki z Chicago, do Bezatowej syn z Kanady i Synowa z Turcji, do Pawłowskiej trzej bracia z rodzinami aż z Warszawy, do Borgowej kuzyn z Meksyku i brat z Brazylii, do Kondejowej siostra i siostrzeńcy z Australii, do Dopierałów były małżonek starej Dopierałowej ten co to na Alasce się był osiedlił, do Karpów najstarsza córka z trojgiem dzieci i wnusiem z Irlandii, do Wojtasiakowej zaś trzy córki: z Moskwy, Monachium i Jerozolimy.
No to jak na pasterkę całe to towarzystwo doszło, to mimo mrozu i śnieżycy drzwi od kościoła wcale zawrzeć się nie dało!
Nijak.
A może i dobrze?
Może i trzeba żeby te drzwi stale otwarte były?
Uzmysłowiłam to paniom z kółka różańcowego i wszystkie one przyznały mi rację.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz