Obserwatorzy

sobota, 4 grudnia 2010

Machorka

Wspomniałam wam o pubie naszym fujareckim, ale nie dodałam, że nasz pub całkiem inny od tych miastowych jest, bo w miastach to w nich więcej młodych przychodzi, a u nas odkąd to mąż Borgowej ma tam wieczorne dyżury, to raczej nie. Znaczy się młodzi zaglądają, owszem, ale jak Beniamin Borg siada z kawą przy barze , to młodzi rozchodzą się zaraz do domów. No, a jak już młodzi ruszają w swoja stronę, to do pubu zaczynają się schodzić nasze chłopy. I baby też, owszem. Bo nasz pub jak to lubi gadać stary Dopierała, to taki bardziej irlandzki był. Calutkie rodziny czasem tam spotkać można było. Śpiewy i tańce niekiedy nawet zobaczyć i usłyszeć można było. A i guinnessa się w nim napić szło. Albo i żywca !
Dobrze było, ale się skończyło.
Ja tam plotek nie lubię, ale tyle wam powiem, że ja też nie raz tam zachodziłam i teraz to jednego mi żal. Wiecie czego? Zapachu (czy tam smrodu jak to poniektórzy chcą!?) machorki. Ot, co. Te chmurki dymu pod czarnym sufitem to była ozdoba i znak rozpoznawczy tego miejsca. Nie do podrobienia nawet przez photoshop. I dlatego, jak teraz zakaz palenia w naszym pubie panowie w stolicy nam uchwalili, a sami sobie w swoim zakładzie pracy palą bezkarnie, to ja na znak protestu do pubu chodzić nie będę i już!
Nie wiem jak inne baby i chłopy postanowią i nikogo buntować nie zamierzam, ale moja noga tam nie postanie i już.
Niech już sobie młodzi to miejsce zaludnią jak zechcą.
Nam starym pora umierać, daję słowo!

Brak komentarzy: