Nagle doszłam do wniosku, że Zieliński to „jemioł”. Gdyby Zieliński, był Zielińską, to może byłby jemiołą. No, ale Zieliński jemiołą być nie może i tyle. Ja nie wiem czy ja wam już mówiłam o tak zwanych „stonkach” czy nie, ale jak nawet i mówiłam to nie o Zielińskim.
Bo my Fujarecczanie z dziada pradziada, czyli aż od topoli Moniuszki, takich co do nas przyjeżdżają na wczasy pod …, a potem często zostają nawet na stałe (jak choćby Dyrektorka, czy Pani Jeżowa), wrastając w nasze fujareckie sioła, nazywamy czasem stonkami, jako że owady te były ponoć kiedyś zrzucone tam gdzie nikt ich się nie spodziewał, przez niewiadomo dokładnie do dziś dnia kogo.
Ja tam plotek nie lubię, ale z tymi naszymi stonkami, to na ogół mamy więcej szczęścia niż rozumu i niż ma je zwykłe pole ziemniaczane Delfiny Gryzik. Ci co się do nas dotychczas dokleili zaczynają już gadać podobnie jak my, a i podczas śpiewania pieśni w kościele zaczynają tak samo fałszować jak na przykład Pawłowska, Ciesielska, Bezatowa, czy Dopierała. A Pani Jeżowa to już zioła do suszenia wiąże taką samą tasiemką jak nasza zielarka Dziewanna Ostachowiczowa.
A właśnie teraz nasza dobroduszna Dziewanna postanowiła ratować Rzemka Nowakowskiego, a właściwie jego pryszczata gębusię. Bo i zamiast jak chłopak w męski wiek wchodzi ona się miała wygładzać, to ta jego gębusia już coraz bardziej i bardziej krostowata jest. Mówię wam moi kochani, że jak na niego patrzę to mi węgiel w piwnicy kiełkuje. Bez żartów! I jeszcze do tego tak jakoś od zimy nos mu się zaczął dziwnie wydłużać. Laurencja Kisielińska, co Rzemka dawno nie widziała, jak się na niego przy remizie znienacka natknęła, to wrzasnęła na całe gardło: „Chłopcze gdzie ty się pchasz z tym nosem!? Całe powietrze nim wessiesz!!!”
E tam, ja wiem, że ona żartowała, ale powiem wam szczerze, taki dowcip to jednak nie na miejscu był. Dawno się nie poczułam taka zniesmaczona! No bo moi kochani, co to za ptak , co własnego gniazda nie ceni? Co by tam o naszych Fujarkach nie gadać, to powietrza u nas w bród i dla nikogo go nie zabraknie. No i jakie ono jest, moi drodzy! Rześkie jak dropsy miętowe i pachnie świeżością jak ubikacja ministra środowiska i wszelkiej pomyślności.
Powiedziała mi dziś rano Nowakowa, że Karpa jej w tajemnicy zdradziła, że nasza bibliotekarka dostała od wójta dwieście złotych na zakup książek o tematyce seksualnej! No moi drodzy, już ja sobie wyobrażam co o tym powie nasz proboszcz, jak mu o tym wspomnę mimochodem przed wieczornym nabożeństwem! Ale Pawłowska, której o tym szepnęłam pod nowym warzywniakiem stwierdziła, że za te dwie stóweczki to nasza Krystyna za dużo tych książek nie nakupi.
A propos nowego warzywniaka, to nie myślcie żeby to aż sklep był, co wy! Po prostu Róża ze swoją wspólniczką Wilhelminą Książek postawiły obok spółdzielni pomalowany na żółto bufet, rozpięły kolorowy parasol i ustawiły wszędzie gdzie się da skrzynki i kosze z warzywami i owocami. I taki to moi drodzy warzywniak. No, ale gdzieś trzeba cebulkę do śledzia i korniszonka do tatara kupić, prawda? Nie każdy ma takie szczęście, że mu wskutek kwaśnych deszczów wyrosły w ogródku kiszone ogórki ( jak zwykła mawiać Laurencja Kisielińska ).
Jakie to nasze życie poplątane bywa jednak. Nasza sklepowa ma na nazwisko Książek, a znowuż Krystyna , ta z biblioteki po ojcach ma Kiełbasa, a po mężu Oliwa.
Powinny się chyba dla porządku zamienić, no nie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz