A wracając do Zielińskiego, to jakoś tak po stanie wojennym przyjechał on do Fujarek na letniaki. Facet był i wieku i wzrostu słusznego, więc nasze fujareckie wdowy, panny, a i mężatki nawet, na wyścigi rzuciły się do fryzjerki i w głąb swoich szaf, żeby przyodziać jakieś dawno nie noszone ciuchy. Ja chociaż plotek nie lubię , to wam powiem, że miałam wtedy wielką przyjemność siedząc w oknie i obserwując te wszystkie zabiegi moich kum.
Ciesielska kupiła se spodnie trzy czwarte z błyskotkami i wymalowała paznokcie u nóg, Dopierała zrobiła trwałą na zimno, Pawłowska wymalowała brwi jak krucze skrzydła, Bezantowa z Borgową poszły do solarium, Szybilska chciała nawet powiększyć piersi, a Róża zamówiła do sklepu serca z lukru i piernika. Żadna się Zielińskiemu nie spodobała na tyle żeby ją wybrał, więc stwierdziły jednogłośnie, że chłopina ma odmienne zainteresowania, ale moi drodzy to wszystko jak się domyślacie jedynie z urażonej dumy. A Fujarki nasze tyle na tym wszystkim zyskały, że u nas jakoś ładniej pachnieć zaczęło (bo to i baby chłopom naszym porządki w obejściu i przed domami kazały robić, a co poniektóra to nawet przemysławkę swojemu nabyła!). Co by o nas nie gadać to u nas zamiłowanie do piękna szybko się zakorzenia, bo do tej pory jedna przed drugą chce się pokazać i przez to przed domami coraz to ładniejsze i nowsze rośliny podziwiać można.
A Stefan Zieliński sam się został. Sam jak palec. I w dodatku nikt od razu nie domyślił się dlaczego. No bo u nas ludzie niby mądrzy i niby sprytni jak mało gdzie, ale co do takiego bystrego pomyślunku, to raczej kiepsko.
No bo na ten przykład Kordek , człowiek uczony jak mało kto, dyrektor podstawówki, ale jak Zieliński zaczął do niego na karty w piątki przychodzić, to się nawet nie bronił, ani nie widział w tym nic złego. Dopiero jak się o tym proboszcz niechcący ode mnie dowiedział, to tak Kordkowi dał popalić, że się poczuł jak przed pierwsza spowiedzią! No bo kto to słyszał w karty rżnąć! I to w dodatku w piątki! I często przy otwartym oknie.
Albo posterunkowy Cichosz Fabrycy . Nawet nie zauważył jak mu Zieliński zaczął nadawać jakieś wymyślone przez siebie teorie spiskowe, jakoby Dopierała miał u siebie w piwnicy doskonałe warunki do hodowli jakiegoś szkodliwego zielska i trujących grzybów. I co? I nic, ale posterunkowemu komendant taki popęd zrobił, że zaraz na dom Dopierały z czarnymi poszli i taki niewinnemu człowiekowi kipisz w tej ogromniastej piwnicy zrobił, że potem z pół roku , jeśli nie więcej chłopina budował tam od nowa te swoje kolejowe linie i miasteczka z klocków.
Swoją drogą ciekawe kto o tym pociągu naszego poczciwego Dopierały do kolejnictwa wiedział? Być może jego żonka wiedziała, bo ja bynajmniej nie.
Z kolei Adalberg, jak tylko dopadł go znienacka okres trzeźwości łaził za Zielińskim jak szczeniak za suką. Podobno Zieliński obiecał mu, że go nauczy pędzić krzakówkę o smaku najprawdziwszej angielskiej whisky. No, ale moi kochani w to, to ja już w ogóle nie wierzę, zresztą prawdę mówiąc to w tamtych czasach nasz Adalberg prawie wcale nie trzeźwiał.
Jeśli zaś chodzi o męża Wilhelminy Zygfryda, to ilekroć zostawał w sklepie sam, zaraz proponował Zielińskiemu zakupy na kreskę, choć ten wcale o to nie prosił, bo nie miał takiej potrzeby. Emeryturę tu u nas odbierał, co miesiąc po nią spokojnym krokiem na naszą pocztę spacerkiem szedł i inkasował wcale niezłą jak się przypadkiem dowiedziałam sumkę. A propos tego wspomnianego przeze mnie przypadku, to kosztował mnie on kawę i sporych rozmiarów bombonierkę.
Więc wyobraźcie wy sobie jaka była moja wściekłość, kiedy okazało się, że to wszystko było na nic. Bo Zieliński okazał się po prostu „jemiołem”, czyli takim wampirem co żre życiowe soki innych ludzi, tamte potem słabują , a taki jemioł siły ma do ciągle to i nowych pomysłów.
Zieliński na całe nasze szczęście wielkiego apetytu nie miał, to i szkód dużych nie narobił. Od tamtego czasu sporo lat upłynęło, ale ja osobiście stale tego jemioła na oku mam. Gadałyśmy nawet z kobitami na kole gospodyń, żeby go ze wsi raz na zawsze wygnać, jak te Jagnę z książki Reymonta, ale panie z kółka różańcowego po szczerej rozmowie z naszym proboszczem, postanowiły, że trzeba grzesznikowi szansę dać. No więc daliśmy. I na koniec to wam tyle powiem, że nasz ksiądz proboszcz to człowiek wielkiej dobroci i przenikliwości i tyle. Kto wie nawet czy nie większą ma on moc od naszej jasnowidzącej Ciesielskiej?
A Zieliński wyprowadził się do Burczybasów Niedużych, tam nad stawem zbudował sobie spory dom i hoduje konie. A ! I żonę aż spod Sulejówka do siebie ściągnął, bo okazało się, że jak do nas przyjechał, to już od dwudziestu paru lat żonaty był.
A nie mówiłam wam , że to jemioł ???
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz