Obserwatorzy

piątek, 2 lipca 2010

Dobrana rodzina

Chyba się domyślam czym zechcą Dopierały letników zawojować. Ano jagodziankami. Powiem wam , że jak patrzę jak ta rodzina wspólnie pracuje nad tym przedsięwzięciem, to mi podziw uszami wychodzi. No bo dzieciaki już od bladego świtu po lesie łażą i z runa jagódki wybierają, stary ciasto miesi, aż patrzeć miło, a matka to ciasto jagodami napycha i do pieca. Nawet dziadki swoje zrobić muszą. A to muchy łopianowymi liśćmi wypędzają, a to drzwiami majtają, żeby klimatyzacje zrobić, a to podłogę wodą źródlaną ustami pryskają.

I tak wspólnym wysiłkiem co dzień z ich pieca wychodzi sto czterdzieści, albo i więcej rumianych i pachnących bułeczek, które najmłodsza przed domem pod jagodowym parasolem w mig sprzedaje.

Widzicie jacy nasi fujareccy krajanie pomysłowi i sprawni są?

A znowu dziś rano dowiedziałam się od Ciesielskiej, że najbliżsi sąsiedzi naszej Kondejowej Laura i Filon Głoweccy ze swoją liczną rodziną mają zamiar rozbić na swoim polu wielki namiot i będą tam pokazywać różne sztuczki cyrkowe, które już od jakiegoś czasu trenują wieczorami w stodole. Ja tam plotek nie lubię, ale jak się dowiem, że Kondejowa tam u Głoweckich za woltyżerkę robi, to uwierzę odtąd we wszystko co mi Ciesielska na ucho powie.

A jeszcze wam powiem , ze nasza katechetka chłopaka sobie podobno znalazła. Ale nie od nas niestety, ale z daleka gdzieś, nie pamiętam, ale chyba aż znad morza. A może i nawet spod Tater, kto to wie?

Podobno ten oblubieniec to ryży jest jak lisica latem. Ja tam do rudych nic nie mam, nawet powiem, ze ich lubię , a nawet może i obojętni mi są? Ale Bezatowa gada , że to wszystko fałszywce i mają chytre uśmiechy. A Borgowa potwierdza. Ponoć narzeczonego ryżego miała i porzucił ją dwa tygodnie przed zaręczynami. No to jak tak, to ja się was tu moi kochani pytam, to jaki to narzeczony? Żaden.

Za to Szybilska na zebranie koła gospodyń przyniosła nowinę najnowszą z nowin, że oto Rzemek Nowakowski oświadczył się wreszcie Meggi z zielonej budki i będzie z nią kręcić lody o nowym smaku: fujarecka nuta.

I jeszcze wiem od Szybilskiej, że Aureliusz Kurzaj kupił sobie na allegro okarynę i uczy się na niej grać różne takie znane kawałki. Podobno już całkiem nieźle wychodzi mu „Warszawianka”, „Czerwone jabłuszko” i „ Marsz pierwszej brygady”. I co wy moi kochani na to? Bo ja to jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona, nareszcie ktoś nawiązuje do tego co mi jako fu jareckiej kobicie najbliższe jest. I wcale nie wstyd jest uczyć się od podstaw w wieku dojrzałym. Jak to mówi nasza Kisielińska: „Bóg też zaczynał od zera”.

A najmłodszy Ciesielskiej promocji do szóstej klasy nie dostał i będzie ją powtarzał po raz trzeci, czego nie można powiedzieć o wnuku Kisielińskiej Owidiuszu, który przez igielne ucho oświaty się przecisnął i będzie się dalej kształcił na cieślę dekarza w OHP, które podobno na niecałe sto procent ma powstać w Organach Grzmiących, z filią w Fujarkach. No, ale tu to już jedność rodzinna do pozytywnego zakończenia roku szkolnego i świadectwa bez jedynek doprowadziła. Taka sama jedność jak i w kuchni u Dopierałów teraz jest.

Bo powiem wam teraz coś, co najważniejsze jest. Dobrana rodzina moi kochani to jest jak wygrana w toto lotka, a ojciec dużej rodziny to w każdych wyborach zwycięży.

Nawet tych na najwyższe w kraju godności.

I w tym nam Panie Boże dopomóż. Amen.

1 komentarz:

Sloneczniki pisze...

We Fujarkach najbardziej zadziwiają mnie imiona i nazwiska mieszkańców. Skąd Ty ich wszystkich bierzesz?