Jeśli już o triumfie sie zgadało, to wam i to jeszcze powiem, że ja tam od wszelkich triumfów daleka jestem. Oj daleka. A tak prawdę powiedziawszy, to znalazłyby się powody i to nie jeden i nie kilka. Wiele.
Na ten przykład nie chwalący się wcale, nie ma we wsi naszej , a może i dalej nawet, takiej babiny co umiałaby ładniej i sprytniej niż ja wiązać chusteczkę na głowie. I obojętne jaka by ona była, czy tam mała, czy duża. I obojętne czy pod brodą, do tyłu, czy też składana. A nawet czy na przetłuszczone włosy czy tez na świeżo myte, to też obojętne. Bo to wydaje się , że to wszystko jedno i ze żadna sztuka, prawda? A nie!
Przyszła raz do mnie kuzynka Figlewicza z wnuczką, żeby małej chusteczkę na występ folklorystyczny ładnie zawiązać. Próbowała i ona i jej córka i sama Cichoszowa, ale matka dzieciaczynie świeżo głowinę wymyła i chustka nijak na czystych włosach się nie trzymała. A dzieciaczyna cała spłakana , główka prawie że podziurawiona, bo jej spinkami tę chuścinę na siłę przypinały. I tak, że do kowala po gwoździe nie poszły kwoki stare. A ja się zaraz odwinęłam raz, raz i myk chusteczka pięknie zawiązana i ani myśli spadać!
Teraz u nas to mało kto już niestety chusty nosić chce i umie. Każda, jedna przed drugą damę chce grać i kapelusze jak ta Bielicka, albo inna jaka artystka na głowę wciska. Co wam powiem, to wam powiem, że kapelusz to jak chustka, nie do każdej głowy pasuje i nie na każdą bezkarnie go wciskać można. Ja tam plotek nie lubię, ale jak na ten przykład żona aptekarza kapelutek malutki włoży to aż miło popatrzeć. A jak wdowa po piekarzu Erneście Pigule, Dolores wielki jak koło ratunkowe fioletowy kapilinder ze zwisająca z ronda gałęzią kwitnącej akacji na czubek głowy nasadzi i czarna gumkę pod brodę se strzeli, to....
No nie powiem. Chyba niektórym to się nawet ta Dolores podoba, ale mnie nie. Zwłaszcza po naszej ostatniej scysji w punkcie aptecznym.
A punkt apteczny to mamy dzięki bibliotekarce.
Nie powiem zaraz po wojnie, jak mała byłam to i apteka poniemiecka u nas była. A jakże! No i lekarstwa rozmaite ma się rozumieć też były, ale potem komuna aptekarce przed nosem palcem pomachała i tyleśmy ją we wsi widzieli. No i z każdą receptą czy to od felczera czy od nie daj boże lekarza , trzeba było do powiatu jeździć. Jeśli zaś się o felczerze zgadało, to on dawno na emeryturze i teraz czas spędza na cmentarnej ławeczce koło kaplicy i przewodzi stowarzyszeniu „dziadków kościelnych“. Ale kiedyś wielki mir w całym powiecie miał. I poszanowanie.
A naszej zielarki ojce to z kolei znachorską praktykę w okolicy uskuteczniali no i też ani się nikt nie skarżył, ani na próżno nie umierał. Nawet nieboszczyk ksiądz Michałowski ich porady zasięgał, zamiast po próżnicy do miasta jeździć i chabetę ojca sióstr Przyborkówien na darmo ochwacać.
A miał ów Eljasz konie w stajni jak malowane! Prawie same jabłkowite, tylko jeden niewielki konik polski, taki więcej ryszawo bury był. I za nim to dzieciaki z okolicy jak za słoniem z cyrku latały, ilekroć go stary Przyborek do rzeki wieczorem prowadził. A Fruzia i Norka, jak jeszcze dziewczynkami były, to tym koniom ogony i grzywy rozczesywały, a i warkocze z nich pletły. A teraz?
Same motory i taksówki we wsi, a w stodołach to nawet duch wałacha nie zarży.
I tyle folkloru zostało, co z tego mojego wiązania chustek.
Na ten przykład nie chwalący się wcale, nie ma we wsi naszej , a może i dalej nawet, takiej babiny co umiałaby ładniej i sprytniej niż ja wiązać chusteczkę na głowie. I obojętne jaka by ona była, czy tam mała, czy duża. I obojętne czy pod brodą, do tyłu, czy też składana. A nawet czy na przetłuszczone włosy czy tez na świeżo myte, to też obojętne. Bo to wydaje się , że to wszystko jedno i ze żadna sztuka, prawda? A nie!
Przyszła raz do mnie kuzynka Figlewicza z wnuczką, żeby małej chusteczkę na występ folklorystyczny ładnie zawiązać. Próbowała i ona i jej córka i sama Cichoszowa, ale matka dzieciaczynie świeżo głowinę wymyła i chustka nijak na czystych włosach się nie trzymała. A dzieciaczyna cała spłakana , główka prawie że podziurawiona, bo jej spinkami tę chuścinę na siłę przypinały. I tak, że do kowala po gwoździe nie poszły kwoki stare. A ja się zaraz odwinęłam raz, raz i myk chusteczka pięknie zawiązana i ani myśli spadać!
Teraz u nas to mało kto już niestety chusty nosić chce i umie. Każda, jedna przed drugą damę chce grać i kapelusze jak ta Bielicka, albo inna jaka artystka na głowę wciska. Co wam powiem, to wam powiem, że kapelusz to jak chustka, nie do każdej głowy pasuje i nie na każdą bezkarnie go wciskać można. Ja tam plotek nie lubię, ale jak na ten przykład żona aptekarza kapelutek malutki włoży to aż miło popatrzeć. A jak wdowa po piekarzu Erneście Pigule, Dolores wielki jak koło ratunkowe fioletowy kapilinder ze zwisająca z ronda gałęzią kwitnącej akacji na czubek głowy nasadzi i czarna gumkę pod brodę se strzeli, to....
No nie powiem. Chyba niektórym to się nawet ta Dolores podoba, ale mnie nie. Zwłaszcza po naszej ostatniej scysji w punkcie aptecznym.
A punkt apteczny to mamy dzięki bibliotekarce.
Nie powiem zaraz po wojnie, jak mała byłam to i apteka poniemiecka u nas była. A jakże! No i lekarstwa rozmaite ma się rozumieć też były, ale potem komuna aptekarce przed nosem palcem pomachała i tyleśmy ją we wsi widzieli. No i z każdą receptą czy to od felczera czy od nie daj boże lekarza , trzeba było do powiatu jeździć. Jeśli zaś się o felczerze zgadało, to on dawno na emeryturze i teraz czas spędza na cmentarnej ławeczce koło kaplicy i przewodzi stowarzyszeniu „dziadków kościelnych“. Ale kiedyś wielki mir w całym powiecie miał. I poszanowanie.
A naszej zielarki ojce to z kolei znachorską praktykę w okolicy uskuteczniali no i też ani się nikt nie skarżył, ani na próżno nie umierał. Nawet nieboszczyk ksiądz Michałowski ich porady zasięgał, zamiast po próżnicy do miasta jeździć i chabetę ojca sióstr Przyborkówien na darmo ochwacać.
A miał ów Eljasz konie w stajni jak malowane! Prawie same jabłkowite, tylko jeden niewielki konik polski, taki więcej ryszawo bury był. I za nim to dzieciaki z okolicy jak za słoniem z cyrku latały, ilekroć go stary Przyborek do rzeki wieczorem prowadził. A Fruzia i Norka, jak jeszcze dziewczynkami były, to tym koniom ogony i grzywy rozczesywały, a i warkocze z nich pletły. A teraz?
Same motory i taksówki we wsi, a w stodołach to nawet duch wałacha nie zarży.
I tyle folkloru zostało, co z tego mojego wiązania chustek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz