A wiecie wy skąd pochodzi nazwa sierpnia? Jasne że wiecie. wcale nie od księżyca, jak myślą młodzi, miastowi na wieczornych randkach. U nas to jeszcze po chałupach można spotkać nieduże zakrzywione narzędzie z krótką drewnianą rączką. Dawniej to sierpem się żęłło zboże, a dziś? Niektórzy trzymają je dla ozdoby. A Stella Pawłowska, szwagierka Borgów z Burczybasów, to tym sierpem pokrzywę świeżą rżnie . I to nie tylko dla kurek, żeby zdrowsze jaja dla jej miastowych wnusiów niosły, ale i na zupę wiosenną , co zawsze mocy na przednówku ludziom dodawała. Dziewanna , nasza zielarka to te pokrzywę gołymi rękami zbiera i w przewiewnym , cienistym miejscu suszy. Kiedyś przed wieczorem, jak wracałam z lasku z kobiałeczką żółciusieńkich kurek, widzialam Johannese od Henszelów jak wiązką świeżych pokrzyw tłukła po gołych plecach swego wnusia Doriana. Ona gada , że to apetyt pobudza i posłuszeństwa dla starszych uczy. Może i tak? Ale mnie jak pamiętam nikt po plecach ani pokrzywą, ani ostem, ani inną zieleniną nigdy nie tłukł, a grzeczna jestem do dziś , jak nieprzymierzając córka anioła.
Celestyn Karpiński zawsze gadał o swojej siostrze Gracji, że jest grzeczna jak córka anioła. Ja tam plotek nie lubię, ale przecież każdy w Fujarkach wie, że ojciec ich stary Karp (bo stary tak właśnie miał na nazwisko), to był opój jakich mało i że po każdym piciu bijał żonkę swą Wenerę i dzieciaki regularnie. I biłby ich pewno, aż do swojej śmierci, gdyby nie czysty przypadek. Otóż wracał kiedyś ów Karp z popijawy przez cmentarz. Noc była widna, księżyc w pełni wisiał se nad mogiłkami, gdy nagle z naprzeciwka pojawiła się przed Celestynem mara ohydna . Cała utytłana , w poszarpanym i mokrym ubraniu i z połamanymi kawałkami wierzbowych gałązek w poczochranych włosach. A i na dodatek jęcząca. Chłop otrzeźwiał w jednej chwili i prędzej do domu dotarł, niżby ktokolwiek mógł się spodziewać. Co od tej mary wtedy usłyszał i co dokładnie wtedy widział tego nikt nie wie, ale co by nie gadać, od tamtej, nocy pić i bić przestał. I tylko tyle dobrego z tego było.
No bo reszta...., ale o tym opowiem kiedy indziej.
Celestyn Karpiński zawsze gadał o swojej siostrze Gracji, że jest grzeczna jak córka anioła. Ja tam plotek nie lubię, ale przecież każdy w Fujarkach wie, że ojciec ich stary Karp (bo stary tak właśnie miał na nazwisko), to był opój jakich mało i że po każdym piciu bijał żonkę swą Wenerę i dzieciaki regularnie. I biłby ich pewno, aż do swojej śmierci, gdyby nie czysty przypadek. Otóż wracał kiedyś ów Karp z popijawy przez cmentarz. Noc była widna, księżyc w pełni wisiał se nad mogiłkami, gdy nagle z naprzeciwka pojawiła się przed Celestynem mara ohydna . Cała utytłana , w poszarpanym i mokrym ubraniu i z połamanymi kawałkami wierzbowych gałązek w poczochranych włosach. A i na dodatek jęcząca. Chłop otrzeźwiał w jednej chwili i prędzej do domu dotarł, niżby ktokolwiek mógł się spodziewać. Co od tej mary wtedy usłyszał i co dokładnie wtedy widział tego nikt nie wie, ale co by nie gadać, od tamtej, nocy pić i bić przestał. I tylko tyle dobrego z tego było.
No bo reszta...., ale o tym opowiem kiedy indziej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz