Obserwatorzy

środa, 26 sierpnia 2009

Zmora

Zmora. No właśnie. Pora mi wracać do opowiadania o cudownym uzdrowieniu bitnego Karpa z choroby alkoholowej.
Jak już wam wspominałam Hortensja ze swoim Narcyzem żyli nad podziw zgodnie, a tak do siebie przywykli, że jedno bez drugiego samotrzeć wysiedzieć w chałupie nie mogło. Nawet jak on po gazetę to kiosku szedł, to ona na niego we furtce czekała i gdy wracał ręką mu machała, a potem zaraz do kuchni szła, żeby śniadanie szykować. A jak pranie robili to on przy sznurach stał i kolorowe klapki do bielizny z koszyczka żonce podawał. No i potem razem te niezliczone stosy bielizny i skarpet z jej codziennych prań, razem ze sznurów zbierali i do domu układać szli.
Tak, tak we Fujarkach, to nie jedyne takie małżeństwo (widać nasz klimat spokojności małżeńskiej sprzyja), no ale to to już nadzwyczajnie wzorcowe było. Nadzwyczajnie i na zawsze.
No więc, jak kiedyś sam, bez żonki, Narcyz Baran do miasta do urzędu się wybrał , a tam taksówka go na przejściu śmiertelnie potrąciła to i nikt u nas jakoś za specjalnie zdziwiony nie był. Wiadomo, sam był, bez Hortensji.
Co poniektóre tylko dziwiły się, bo im się wydawało, że z Hortensją i z Baranem to będzie jak u Kraszewskiego, i że śmierć weźmie ich oboje razem. Widać jednak komin u nich niedrożny, bo zabrała tylko jego.
Hortensja , bardzo mocno się wtedy podłamała, nie powiem.
A najbardziej to bolała nad tym, że w niebie, to nikt już o czystość i higienę jej małżonka tak jak ona dbał nie będzie.
Tak jej to w głowę weszło, że ani jeść , ani spać nie mogła. A więc którejś z kolei nocy (dobrych kilka dni po pochówku!), wzięła czyste skarpety i płócienny ręcznik i poszła na cmentarz. Tam spotkała się z Kalasantym, zięciem grabarza Dezyderiusza Ferenca, któremu sporą sumkę za pomoc fizyczną dała.
On to bowiem zgodził się grób rozkopać i trumnę otworzyć.
Ej.
Ludzie moje kochane!!! Dopiero jak Hortensja twarz i ręce męża z trupiego osadu przetarła..., dopiero jak mu na nogi czyste skarpety wzuła...! Dopiero wtedy pomiarkowała co się stało. Z mogiły wyskoczyła i nie bacząc na nic przez wertepy, groby i pomniki popędziła do wyjścia. No i jak się słusznie domyślacie, właśnie taką ją pijany Rufus Karp, w tę straszną noc na cmentarzu spotkał.

Brak komentarzy: