No i się stało!
Ciesielska mówi, że to było do przewidzenia. Może było, może nie, ale już powyżej uszu mam biadolenia tej kobiciny. Cokolwiek i kiedykolwiek by się nie zdarzyło, w którychś Fujarkach ona zawsze przewidywała i przewiduje najstraszliwsze tego następstwa.
Tak samo było jakieś osiem lat temu jak narzeczona syna kowala, Saturnina Kondeja postanowiła zapisać się do wieczorowej szkoły tańca towarzyskiego. I wtedy Ciesielska powiedziała , że Dalida jak nic złamie na tych tańcach nogę. I wiecie co? Złamała.
Co prawda nie tak zaraz i nie na tańcach, bo dwa lata później, jak jechała z kuźni do córki Kondeja na panieński wieczór. No, ale jednak złamała tę nogę. Jeszcze potem jak wnuk naszej aptekarki kupował w kiosku coca colę, Ciesielska tak gderała, że chłopiec popsuje sobie zęby, jakby to ona miała płacić za leczenie. Co prawda nie popsuł, tylko wybił sobie górne jedynki, jak jeździł na desce po cokole pomnika Lenina. Lenina juz dawno nie ma , ale cokół stoi i czeka na następnego kandydata, a jego podstawa służy okolicznym dzieciakom za letnią ślizgawkę. Co by nie gadać to Ciesielska z jej wizjami znowu triumfowała na całe Fujarki.
Tym razem jednak sprawa była bardzo, ale to bardzo poważna. Okazało się , że karetka pogotowia zabrała Hortensję Baran do odległego o 129 kilometrów szpitala psychiatrycznego. Na obserwację. Że ją prędzej czy później wezmą, to było do przewidzenia, ale czemu stało się to właśnie później? Przecież incydent ze skarpetkami wydarzył się jakieś osiem miesięcy temu! A może nawet i dziewięć? Toż nawet dziecko zdążyłoby się urodzić! Ta nasza służba zdrowia to się spieszy tylko wtedy jak trzeba styropian na strajk głodowy rozkładać. Prawie cała, bo co jak co; ale ja osobiście nie dam ani złamanego słowa przeciw naszej Lutosławie powiedzieć. Taką położną jak Kozaryna to na rękach trzeba nosić i tyle. I wszyscy ją szanują i starzy i młodzi, a już osobliwie ci, których Bóg bliźniakami a i trojaczkami pobłogosławić raczył. No bo i z trojaczkami przyszło się jej zmierzyć, jak to jeszcze w stanie wojennym żona krawca Niteczki nagle bóle poczuła. A krawiec tak naprawdę to nie Niteczka, ale Benon Kosowski się nazywa, ale on taki biedaczysko chudzieńki jest, że go dzieci szkolne, po jakiejści tam lekturze tak przezwały, no i mu nieborakowi tak już pozostało.
Co jednak ma Ciesielska z jej wizjami do przypadku Hortensji? Chyba jedynie to, że Ramona zawsze krytykowała zamiłowanie Baranowej do prania w zagranicznych proszkach. Takich z zapachem na całe podwórze. Kiedyś nawet stojąc pod kioskiem ruchu wykrzyczała , że z tego jeszcze jakieś wielkie nieszczęście będzie. Nieszczęście jak nieszczęście, ale znakiem tego to mi się widzi, że Ciesielska znowu triumfować we wsi będzie!
Ciesielska mówi, że to było do przewidzenia. Może było, może nie, ale już powyżej uszu mam biadolenia tej kobiciny. Cokolwiek i kiedykolwiek by się nie zdarzyło, w którychś Fujarkach ona zawsze przewidywała i przewiduje najstraszliwsze tego następstwa.
Tak samo było jakieś osiem lat temu jak narzeczona syna kowala, Saturnina Kondeja postanowiła zapisać się do wieczorowej szkoły tańca towarzyskiego. I wtedy Ciesielska powiedziała , że Dalida jak nic złamie na tych tańcach nogę. I wiecie co? Złamała.
Co prawda nie tak zaraz i nie na tańcach, bo dwa lata później, jak jechała z kuźni do córki Kondeja na panieński wieczór. No, ale jednak złamała tę nogę. Jeszcze potem jak wnuk naszej aptekarki kupował w kiosku coca colę, Ciesielska tak gderała, że chłopiec popsuje sobie zęby, jakby to ona miała płacić za leczenie. Co prawda nie popsuł, tylko wybił sobie górne jedynki, jak jeździł na desce po cokole pomnika Lenina. Lenina juz dawno nie ma , ale cokół stoi i czeka na następnego kandydata, a jego podstawa służy okolicznym dzieciakom za letnią ślizgawkę. Co by nie gadać to Ciesielska z jej wizjami znowu triumfowała na całe Fujarki.
Tym razem jednak sprawa była bardzo, ale to bardzo poważna. Okazało się , że karetka pogotowia zabrała Hortensję Baran do odległego o 129 kilometrów szpitala psychiatrycznego. Na obserwację. Że ją prędzej czy później wezmą, to było do przewidzenia, ale czemu stało się to właśnie później? Przecież incydent ze skarpetkami wydarzył się jakieś osiem miesięcy temu! A może nawet i dziewięć? Toż nawet dziecko zdążyłoby się urodzić! Ta nasza służba zdrowia to się spieszy tylko wtedy jak trzeba styropian na strajk głodowy rozkładać. Prawie cała, bo co jak co; ale ja osobiście nie dam ani złamanego słowa przeciw naszej Lutosławie powiedzieć. Taką położną jak Kozaryna to na rękach trzeba nosić i tyle. I wszyscy ją szanują i starzy i młodzi, a już osobliwie ci, których Bóg bliźniakami a i trojaczkami pobłogosławić raczył. No bo i z trojaczkami przyszło się jej zmierzyć, jak to jeszcze w stanie wojennym żona krawca Niteczki nagle bóle poczuła. A krawiec tak naprawdę to nie Niteczka, ale Benon Kosowski się nazywa, ale on taki biedaczysko chudzieńki jest, że go dzieci szkolne, po jakiejści tam lekturze tak przezwały, no i mu nieborakowi tak już pozostało.
Co jednak ma Ciesielska z jej wizjami do przypadku Hortensji? Chyba jedynie to, że Ramona zawsze krytykowała zamiłowanie Baranowej do prania w zagranicznych proszkach. Takich z zapachem na całe podwórze. Kiedyś nawet stojąc pod kioskiem ruchu wykrzyczała , że z tego jeszcze jakieś wielkie nieszczęście będzie. Nieszczęście jak nieszczęście, ale znakiem tego to mi się widzi, że Ciesielska znowu triumfować we wsi będzie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz