Każdy miastowy lubi se latem odpocząć na łonie. Tak i teraz było. No i wyobraźcie wy sobie, że na mnie tym razem padło. Taka jedna po dziwnej znajomości, przejazdem do mnie wpadła. Dlaczego dziwnej? A bo to było tak.
Wracając z wieczornej mszy weszłam przypadkiem do biblioteki, żeby sprawdzić, czy nic złego się tam nie dzieje. Ale nie działo się. Dzieciaki młodsze i starsze gazety se przeglądały, książki na półkach pomagały układać , a niektóre to siedziały przed komputerami i w internecie szuflowały. Stanęłam se za Beatrycze, średnią córką Dobrochny Zając i patrzę jak ona tymi paluszkami po klawiszkach przebiera i co i raz się zatrzyma i coś tam czyta uważnie , no to i ja zaczęłam se czytać za dziecka plecami. A tu moi kochani, same interesujące tematy. I o gotowaniu fasolki było i o kupowaniu mebli, różne takie ciekawe ciekawostki. No to poprosiłam małą żeby poczekała aż sobie tę stronkę do końca doczytam . A ona na to, że mi zaraz pokaże co i jak i że se sama będę mogła wybierać co mi tam ze świata potrzebne będzie. No i pokazała mi raz, drugi, a potem to już poleciało. A znowuż Zdobka odkryła raz przed moimi oczami czaty i pokoiki na pogadanki z ludźmi. I w tenże wlaśnie sposób poznałam Jolarwencję, kobitkę z kraju sąsiedniego, która tu do mnie do Fujarek na wypoczynek czasem znienacka wpada.
Nie powiem kobieta przyzwoita jest i czysta, no i religijna bardzo! Jak tu już u nas jest to do kościoła co wieczór biega. Mówi , że mądry i przystojny ksiądz i że dlatego właśnie wszystko, co on mówi to ona zrozumie dokładnie. I ze szczegółami. Nawet raz na herbatę ją nasz księżulo zaprosił. A to już jak wiadomo zaszczyt wielki. No bo popatrzcie sami, za każdym razem jak Joalarwencja do mnie do Fujarek przybywa , nie omieszka odwiedzić swojej ulubionej parafii w Łasku i tam ponoć dwa, albo trzy dni krzyżem leży. Póki jej nie przejdzie. Tak to i jest.
Żal tylko, że nie wszystkie moje znajome i kolegówny tak religijne są.
Oj wielki zal!
Wracając z wieczornej mszy weszłam przypadkiem do biblioteki, żeby sprawdzić, czy nic złego się tam nie dzieje. Ale nie działo się. Dzieciaki młodsze i starsze gazety se przeglądały, książki na półkach pomagały układać , a niektóre to siedziały przed komputerami i w internecie szuflowały. Stanęłam se za Beatrycze, średnią córką Dobrochny Zając i patrzę jak ona tymi paluszkami po klawiszkach przebiera i co i raz się zatrzyma i coś tam czyta uważnie , no to i ja zaczęłam se czytać za dziecka plecami. A tu moi kochani, same interesujące tematy. I o gotowaniu fasolki było i o kupowaniu mebli, różne takie ciekawe ciekawostki. No to poprosiłam małą żeby poczekała aż sobie tę stronkę do końca doczytam . A ona na to, że mi zaraz pokaże co i jak i że se sama będę mogła wybierać co mi tam ze świata potrzebne będzie. No i pokazała mi raz, drugi, a potem to już poleciało. A znowuż Zdobka odkryła raz przed moimi oczami czaty i pokoiki na pogadanki z ludźmi. I w tenże wlaśnie sposób poznałam Jolarwencję, kobitkę z kraju sąsiedniego, która tu do mnie do Fujarek na wypoczynek czasem znienacka wpada.
Nie powiem kobieta przyzwoita jest i czysta, no i religijna bardzo! Jak tu już u nas jest to do kościoła co wieczór biega. Mówi , że mądry i przystojny ksiądz i że dlatego właśnie wszystko, co on mówi to ona zrozumie dokładnie. I ze szczegółami. Nawet raz na herbatę ją nasz księżulo zaprosił. A to już jak wiadomo zaszczyt wielki. No bo popatrzcie sami, za każdym razem jak Joalarwencja do mnie do Fujarek przybywa , nie omieszka odwiedzić swojej ulubionej parafii w Łasku i tam ponoć dwa, albo trzy dni krzyżem leży. Póki jej nie przejdzie. Tak to i jest.
Żal tylko, że nie wszystkie moje znajome i kolegówny tak religijne są.
Oj wielki zal!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz