Obserwatorzy

czwartek, 7 stycznia 2010

Na kaszance kończąc.

Niedaleko jak tuż przed adwentem poszłam do sklepu po przyprawę do piernika, no i akuratnie wpadłam tam na Panią Jeżową (wyobraźcie sobie, że kupowała kaszankę z "masarni" bratanka Santorków!). Zaczęłyśmy gadać o tym i o owym , aż doszło do żurawiny utartej z cukrem na miazgę. Jeżowa dostała ten przepis od Borgowej, a że babinie zasmakowało, to zachwala to na lewo i na prawo, jakby nigdy nic lepszego nie jadła. Prawdę mówiąc to i ja se wieczorkiem przed snem chętnie wypijam herbatę z tą surową żurawiną, jak mi język kołkiem staje. A propos staje.
Postawiłam dziś na stole dwa talerze od rodzinnego serwisu, tego w różyczki , ze złotym paskiem, bo myłam całą zastawę po niedzielnym obiedzie. A tu kocur mój, co to niby stary już i reumatyzm mu kości przegląda, jak z półki na stół nie skoczy! No nie będę się o tym wiele rozpisywać, ale z talerzy wiele nie zostało, możecie mi wierzyć. No, ale co robić mam? przecież se plastikowej zastawy nie będę kupowała. A zastawa można powiedzieć historyczna, bo dostałam ją jak jeszcze młoda byłam bardzo od siostrzenicy,,,,,,,,,,w zamian za przysługę jaką jej zrobiłam w zimę stulecia.
A było to tak, że szłam właśnie po południu do koleżanki, żeby pomóc jej lepić pierogi z kaszą, których to miała zrobić ponad setkę. Nie wiem po co jej tyle pierogów na raz , bo sama jest jak palec, no ale przecież wypytywać tak w biały dzień to jakoś nie wypada, prawda? Jak kiedyś zapytałam nieboszczyka teścia Gizówny, dokąd idzie o tak wczesnej porze, a dochodziła właśnie piąta rano, to mi tak odpowiedział.....,no krótko mówiąc poszło mi w pięty, że hej.
I teraz rzadko kiedy pytam kogo dokąd idzie. No chyba , że będzie szedł na czterech, jak nie przymierzając koziołek naszego Augustyna. A jak już wspomniałam o Guciu to jeszcze dopowiem, że jego sąsiad Ireneusz Piguła, taki zdrowo myślący młody fujarczanin, co to się całkiem niedawno do naszej wsi z żonką i dwójka dzieciaków sprowadził, to chce wyremontować starą nieużywaną kuźnię i założyć w niej zakład stolarski. Nie wiemy co będzie robił, ale na zebraniu kółka różańcowego Pawłowska szeptała do Szybilskiej, że podobno luksusowe trumny. No takie ręcznie wykańczane. Wiadomo, każdy kiedyś umrzeć musi. Zwłaszcza, gdy kupuje i spożywa kaszankę wyrabianą domowym sposobem w chałupie bratanka Santorków.

Brak komentarzy: