Obserwatorzy

piątek, 1 stycznia 2010

Nowy Rok

Pranie mózgów.
Pierwszy raz usłyszałyśmy to określenie na jakimś zebraniu naszego koła gospodyń. Właściwie miała przyjechać do nas siostrzenica Euzebiusza Gawryszczaka , tego co to skórki królicze przerabia na błamy z norek. Otóż siostrzenica ta mieszka w wielkim mieście, kończy szkołę muzyczną i pisze jakąś tam pracę, która to powiązana jest z naszym regionem. A mianowicie, zainteresowało ją, że wszystkie nasze wioski i miasteczka, górki, rzeczki i jeziora mają takie muzykalne nazwy. Przyjechać więc do nas zachciała, żeby się tego i owego od nas wywiedzieć.
Ale nie przyjechała. Coś tam jej wypadło i nie przyjechała. I już.
Więc, by i czasu i zebrania koła nie tracić Fortunata Wacikowska raz raz skoczyła na posterunek i przyprowadziła Fabrycego Cichosza, który to akurat nic lepszego do roboty nie miał jako, że jeszcze przed wypłatą było i żaden nasz degustant do aresztu nie trafił. Wawrzek Turek, jak go kiedyś nasz stróż prawa pode płotem plebani znalazł, wymawiał się, że pijany to on wcale nie jest, ale jak do sklepu nowe alkohole dowieźli, to on za degustanta się został i przedobrzył. No to teraz na tych chłopów co kiepsko im pod wiatr iść mówimy u nas “degustanty“.
Ale, ale, nie wiem czy zauważyliście , ze stary rok się właśnie był zakończył i nowy jego miejsce zajmować zaczyna.
Nie wiem czy będzie to coś całkiem nowego, czy tylko kontynuacja, bo to u nas różnie mówią i jeszcze różniej myślą. Jak to we Fujarkach.
W każdym bądź razie ja dzisiaj więcej czasu na pisanie nie mam, bo jak kto pierwszy dzień nowego roku spędza, taki i on cały rok będzie. Nie będę więc wam już głowy zawracać, pójdę se lepiej podgrzać porcję pieczonej kaczki, co to mi jeszcze z Godów została.
A o praniu mózgów opowiem kiedy indziej.
Kochani! Na szczęście i zdrowie na ten Nowy Rok: aby się Wam rodziła kapusta i groch, ziemniaki jak pniaki, bób jak chodaki, a i jeszcze proso, byście nie chodzili boso.

Brak komentarzy: