Trzy lata temu, jak jeszcze byłam bardzo, bardzo młoda, pojechałam z wizytą do ciotecznej siostry mojego niedoszłego szwagra Eljasza Kosowskiego, tego co to jego brat remontował teraz u nas starą kuźnię. Tej Tereski to powiem wam szczerze za bardzo nie lubię. Nie, żeby mi coś zrobiła, albo była co winna. Po prostu nie ufam ludziom o takich niespotykanych w naszych okolicach imionach i tyle!
No, ale pojechałam, bo prosił mnie o to nasz ksiądz i nasz wójt. Otóż doszli oni przeglądając stare dokumenta kościelne i świeckie, że cioteczna prababka tejże Tereski, Letycja, była właścicielką gruntów leżących tuż przy kościele w Fujarkach Mszalnych. Niektórzy wprawdzie gadali, że to całkiem niemożliwe, ale ja uważam, że jednak tak. Imię nieboszczki mi podpasowało. Musowo, że to nasza krajanka i tyle. No więc pojechałam. W pekaesie spotkałam sąsiadkę Ciesielskiej i do samego końca podróży gadałyśmy o jej kolejnej przepowiedni. No bo okazuje się, że ostatnie widzenie naszej jasnowidzącej spełniło się co do joty.
A mianowicie : z czwartku na piątek śniło jej się , że idzie sama przez pole, gdzie ludzie ziemniaki kopią, a wkoło całe góry tych wykopanych kartofli leżą. A wszystkie czyściuchne, jakby je kto w wanience kąpał. Tak jej się śniło ponoć, że dorodne i czyste. No i ona od razu wołała , że to się na złe obróci, mimo, że się baby przed sklepem w czoło na to jej mówienie pukały. I co?
Ano jakoś tak kilka dni potem, całą sobotę i niedzielę deszcz lał, że świata przez szybę w oknie widać nie było, a w poniedziałek nasza mała rzeczka Szałamaja wylała nagle i.......
Ej, co to się wtedy działo, tego język nie opowie. Dość, że całe pola Cichoszów, Szybilskich, Ostachowiczów, Gizów, Kołodziejskich, no i inne co w dorzeczu leżą pod wodą się znalazły. I jak się słusznie domyślacie ziemniaki nasze wspaniałe kremowe lordy zgniły na amen!
A Ciesielska z brodą do nieba uniesioną po Fujarkach w tę i we w tę się przechadzała i na nasze ukłony czekała. Tak to i wtedy było, szczerą prawdę wam gadam.
A propos brody, do księdza Kuśmierczyka kuzyn przyjechał. Ten to ma dopiero brodę!
No, ale pojechałam, bo prosił mnie o to nasz ksiądz i nasz wójt. Otóż doszli oni przeglądając stare dokumenta kościelne i świeckie, że cioteczna prababka tejże Tereski, Letycja, była właścicielką gruntów leżących tuż przy kościele w Fujarkach Mszalnych. Niektórzy wprawdzie gadali, że to całkiem niemożliwe, ale ja uważam, że jednak tak. Imię nieboszczki mi podpasowało. Musowo, że to nasza krajanka i tyle. No więc pojechałam. W pekaesie spotkałam sąsiadkę Ciesielskiej i do samego końca podróży gadałyśmy o jej kolejnej przepowiedni. No bo okazuje się, że ostatnie widzenie naszej jasnowidzącej spełniło się co do joty.
A mianowicie : z czwartku na piątek śniło jej się , że idzie sama przez pole, gdzie ludzie ziemniaki kopią, a wkoło całe góry tych wykopanych kartofli leżą. A wszystkie czyściuchne, jakby je kto w wanience kąpał. Tak jej się śniło ponoć, że dorodne i czyste. No i ona od razu wołała , że to się na złe obróci, mimo, że się baby przed sklepem w czoło na to jej mówienie pukały. I co?
Ano jakoś tak kilka dni potem, całą sobotę i niedzielę deszcz lał, że świata przez szybę w oknie widać nie było, a w poniedziałek nasza mała rzeczka Szałamaja wylała nagle i.......
Ej, co to się wtedy działo, tego język nie opowie. Dość, że całe pola Cichoszów, Szybilskich, Ostachowiczów, Gizów, Kołodziejskich, no i inne co w dorzeczu leżą pod wodą się znalazły. I jak się słusznie domyślacie ziemniaki nasze wspaniałe kremowe lordy zgniły na amen!
A Ciesielska z brodą do nieba uniesioną po Fujarkach w tę i we w tę się przechadzała i na nasze ukłony czekała. Tak to i wtedy było, szczerą prawdę wam gadam.
A propos brody, do księdza Kuśmierczyka kuzyn przyjechał. Ten to ma dopiero brodę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz