Obserwatorzy

niedziela, 17 stycznia 2010

Zabobony i nie tylko

Dzisiejszą pisaninę zacznę od opowieści tak prawdziwej jak moje nadciśnienie i tak wiarygodnej jak bardzo krótkoterminowa prognoza pogody.
Otóż moja stara przyjaciółka Hedwiga ma malusią 3 -letnią wnuczkę, która jak wszystkie wnuczki zakochanych babć dostarcza im powiedzonek, które pamięta się przez długie lata.
Są jednak historyjki i powiedzonka godne szczególnego polecenia, dlatego też wam ją opowiem. Otóż we Wiliję, cała licznie zgromadzona przy wieczerzy rodzina wstała by wysłuchać słowa bożego. I gdy senior zaczął czytać fragment pisma, mała Adzia zakrzyknęła nagle czystym dziewusznym głosikiem: “o nie, nie, nie, ja poproszę o LOKOMOTYWĘ“.
Bardzo mi się to spodobało.
A jeśli już wspomniałam o dzieciach, to podobno w Fujarkach Skrajnych urodziła sie dziewuszka z zębem. Ci Skrajniacy to czasem są skrajni do zatraty, daję słowo. Na szczęście ząb jest na dole, bo jak to dawniej nasze babki gadały : ząb na dole znaczy będzie się dzieciak w górę ciągnął. Ale jak pierwszy górny się wyrżnie, to albo dziecina się będzie źle chować, a już najpewniej to się wcale nie uchowa. Ech było kiedyś tych takich zabobonów wiele, może więcej niż myszy w stodole. Na ten przykład nie wolno było ciężarnej zająca na drodze spotkać, bo się dzieciak mógł urodzić z zajęczą wargą, a jak się na rudego zapatrzyła....
Ja tam do końca to nie wiem czy to tylko babskie gadanie, bo w każdym jest kwaterka prawdy. Sama jestem najlepszym przykładem; jak moja mamusia z siostra chodziła , zapalił jej się tłuszcz na patelni. Złapała się ręką za prawy pośladek i siostra moja Tomira ma na prawym pośladku rękę maminą odciśniętą. A znowu jak ze mną chodziła, to se zaskórniaka czy inne świństwo przed lusterkiem wyduszała i ja do tej pory mam dziurkę maleńką , identycznie w tym samym miejscu co mama miała po tym wyciskaniu . Siostra moja natomiast na targ idąc pod żelazną barierką przechodziła i w plecy, w łopatkę się walnęła. No to siostrzeniec mój Jacenty ma na łopatce miejsce jasne, co nawet we żniwa, nigdy się mu opalić go nie udało. Dlatego ja, jeśli o zabobony chodzi, to w nie wcale, ale to wcale nie wierzę, ale jak mi czarny kot drogę przebiegnie, to sobie wolę przeczekać aż inny nieszczęśnik przede mną tą droga pójdzie. I jeszcze na koniec nowinę wam opowiem.
W Fujarkach Dolnych chłop jeden swoją babę za zdradę tak ukarał, że ją w środku nocy w cienkiej koszulinie za drzwi wypchnął i drzwi na trzy klucze za nią zamknął. Te polskie chłopy to ani za grosz taktu , ani fantazji nijakiej nie mają. Przecież jak by chwilkę dłużej pomyślał, to by jakąś ciekawszą karę wymyślił, żebym wam o tym dokumentnie mogła napisać, a wy dalej i dalej tę opowieść moglibyście przekazać. No trudno. Za to opowiem mniej wesołą historię.
Otóż, za czasów komuny wójt nasz do kościoła chodził. Mimo, że mu różni tacy z powiatu i województwa zakazywali, i stale musiał na ich dywanikach stawać, to on chodził. Musiał wybierać miedzy karierą i żoną , a bardziej jeszcze matką swojej żony, bo obie te niewiasty wymogły na nim przysięgę , że mszy w niedzielę świętą nie opuści, chyba żeby bardzo chory pod pierzyną był zległ. No to nasz wójt, tęga fujarecka łepetyna powiedział tym , co to wtedy w fotelach siedzieli, że pilnuje fujareckich organów. Sam ze starych gazet litery powycinał i sam do siebie list wysłał, że potomek Arsena Lupina właśnie w niedzielę na sumie organy nasze podpali. Musicie wiedzieć, że nasze organy starutkie i słynne na cały kraj, więc mu w końcu spokój dali. A księżulo, za dobry pomysł, kropił mu odtąd głowę podwójna dawką święconej wody.
Ta baba z Fujarek Dolnych, co to ją stary za drzwi nocą wystawił, to okazuje się wcale w te drzwi się nie dobijała, tylko prosto do kochanka se poszła. I to nie tylko na te jedną noc, ale na całe trzy dni. A mąż musiał się przez ten czas dzieciakami zająć i cały obrządek miał na swojej rogatej łepetynie.
A ja zła jestem, bo do dziś nie wiem , czy on temu wszystkiemu podołał.

Brak komentarzy: