Obserwatorzy

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Dobre sny (1)

Pomyślałam dziś o żałobie. A, że dzień zimny i cichy, postanowiłam wam opowiedzieć o czymś co mi się czasem przydarza. Tym „czymś“ są sny. Mówię o nich, że są dobre, bo przynoszą mi spokój i ukojenie po śmierci kogoś bliskiego. Po jakimś czasie okazało się , że nie tylko bliskiego. Czasem opowiadam o tych snach komuś z rodziny, albo znajomych, zawsze jednak wtedy rozwijam temat starając się go po swojemu interpretować. Ale ponieważ ja jak wiecie plotek nie lubię, więc opowiadając to wszystko na piśmie, pozostawię interpretację wam. I wolno wam sobie myśleć o mnie co tam sobie chcecie, ale wiedzcie, że nie zmyślam i nie oszalałam.
Zacznę jednak od początku. Prawie od początku; no powiedzmy tyle ile pamiętam.
Najpierw ojciec. Przyszedł we śnie, siadł za stołem i jadł ryż na mleku. Zapytałam: jak ci tam jest tato? Zasłonił cześć twarzy ręką i spoglądając jednym okiem w moją stronę odpowiedział pytaniem: a co, ma być źle? Potem szwagier. Siostra bardzo przeżyła jego nagłą śmierć. I sen. Wychodzę z korytarza ich domu i jak w wizjerze kamery filmowej widzę obraz na zielony ogród , a przed "kamerą" pozuje mój szwagier. Macha do mnie reką i śmieje się, nagle tuż obok pokazuje mi sie znajoma siostry i szwagra, która dawno zmarła. Zachowuje się tak samo jak szwagier, wygląda na to, że cieszy się, że zdążyła na czas, żeby mi się “pokazać“
Potem była cisza i ...mama. Pierwsza noc po Jej odejściu. Jestem w pustym, długim autobusie przegubowym, szyby są matowe, ale za nimi jest jasno. Autobus jedzie (?) skosem pod górę, ja siedzę na samym końcu, a za kierownicą moja mama. Widzę z tyłu, że jest młoda , szczupła, ładnie uczesana. Odwraca się do mnie, uśmiecha, widzę jej srebrną koronkę na zębie (pamiętam ją tylko z dzieciństwa). I już. Koniec snu. Budzę się lekka i szczęśliwa. Nie boję się już i nie martwię, bo ja już wiem.
I od tego czasu nazywam takie sny dobrymi snami.
Tyle na dziś, ale będzie jeszcze ciąg dalszy.

Brak komentarzy: