Obserwatorzy

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Rodzinna solidarność

Kiedyś mój pan doktór od wstępnego kontaktu powiedział, że codzienny nieuzasadniony optymizm wskazuje na chorobę psychiczną. Ale nie do mnie to powiedział, o nie, ja w tym względzie to okaz zdrowia jestem. Powiedział to do jednej takiej kobitki, o której wam chyba jeszcze nigdy nie opowiadałam. No bo sami powiedzcie, co ciekawego jest w babie, której wszystko, absolutnie wszystko się podoba? I wszyscy.

Rzepica Bodaj- Rosińska, ma dwie siostry i jednego brata rodzonego i jednego brata przyrodniego od strony swojej matki. Ten jej brat jest synem Edwina Nowakowskiego, notabene jakiegoś pociotka, czy postryjka Rzemka , co to ostatnio Magnolii kiosk na zielono malował. A propos , a wiecie, że on do tej pory nic od Magie za to malowanie nie chce? Dziwne prawda? Tego bym się po nim nie spodziewała, zresztą reszta pań z koła gospodyń też nie.

Ale wracając do tego brata, to nie mieszka on wprawdzie w Fujarkach, tylko w Trombitach, ale często tu z żoną swoją Benigną do sióstr i braci przyjeżdża. Aż dziw, że tak się ta rodzina trzyma mimo tylu dziwnych zdarzeń i życiowych zawirowań, jakie ich przez lata całe dopadały . No bo to na początku ojce jej jak i jego nie chciały za nic dać zgody na ślub. Jedni z powodu łysiny pana młodego, a drudzy z powodu seplenienia panny młodej. Twierdzili, że to wszystko się w dzieciach odezwie. Ja tam w takie gadki nie wierzę, ale fakt faktem, że syny ich są łyse jak kolano. No, ale za to żadne z dzieci nigdy nie sepleniło, a wręcz przeciwnie, bo wyszczekane wszystkie jak ratlerki, to i każda wada wymowy zaraz by na wierzch wyszła. Potem jak już dzieci im się rodzić zaczęły ( o, wtedy to wszystkie łysiusieńkie były!) to się okazało, że nie mają się gdzie podziać, bo im się chałupa po prababce spaliła. A znów, jak się wynieśli na mieszkanie do Trombitów, to choć teście niby daleko byli, to niestety zbyt często ich nawiedzali, tak, że o mało co do rozbicia małżeństwa by nie doszło. Teściowe zaczęły im się do kuchni wtrącać i z wegetariańskim jedzeniem się nie zgadzały. Ja tam plotek nie lubię, ale tu stoję murem za teściowymi, bo co to za wychowywanie dzieci bez mięsnych paróweczek? Teście za to chciały się im na siłę w obejściu i sadku rządzić. Raz to nawet jeden z nich wszystkie róże co to je koło płota Beńka sadziła wykopał, twierdząc, że ich płatki zaśmiecają ulicę, której potem nie będzie miał kto sprzątać.

No i jak się już z teściami , co do częstych i niezapowiedzianych wizyt dogadali, to znów ich własne dzieciaki dorosnąć zdążyły, a ich pierworodny Bazyliusz postanowił założyć hodowlę jedwabników. Pomysł może i byłby godny pochwały, gdyby nie to, że ani u nas w pobliżu, ani w promieniu kilkudziesięciu kilometrów żadna morwa niestety nie rośnie, a jak wiadomo powszechnie, te smoki tylko to zielsko chcą żreć i żadne inne. Bazyliusz jednak uparł się jak muł i zaczął w internecie szukać dostawcy tych liści. I wyobraźcie sobie moi drodzy, że nie raz oszukany został, ale trzy razy. Za pierwszym ktoś mu makulaturę przysłał i pieniądze zainkasował, za drugim razem trawę lekko podsuszoną w przesyłce dostał i znowu za nią słono zapłacił, a za trzecim to nawet lżej się obyło, bo co prawdę znowu pieniądze wpłacił, ale część mu się zwróciła, bo oszust mu zeschłe zajęcze skóry przysłał. Ale tu Benigna się do biznesu włączyła, skórki grabarzowi zhandlowała i jak powiedziałam straty mniejsze się okazały. Ale ja to wszystko wam opowiadam, nie żeby zaraz obgadywać bliźnich , albo co. Ja jak wiecie plotek nie lubię i tylko wam chciałam pokazać, jak rodzina może sobie w ciężkich chwilach pomagać. Bo potem jeszcze ojciec kredyt zaciągnął i na koniec Bazyliusz myśl o jedwabnikach porzuciwszy zajął się produkcją drewnianych spodów do obuwia, a wspierają go solidarnie siostra Kaszmaria i młodszy brat Radogost. I wszystko co robią, robią z uśmiechem na ustach, a ja stale się zastanawiam i zastanawiać się nie przestanę, czy taka rodzinna solidarność aby na pewno normalna jest.

Brak komentarzy: