W Środę Popielcową ostatni raz widziałam córkę Janiszewskich i naszą katechetkę Scholastykę. Siedziały na ławce na przystanku pekaesu i jadły pestki z dyni. Ciekawe prawda? Ja to wiem jeszcze od mamusi, a może nawet od babci, że pestki z dyni na robaki są niezastąpione. No to, że na robaki to ja wiem, ale żeby na coś innego?
Nie pamiętam już, czy opowiadałam wam kiedyś o córce Janiszewskich Magnolii ? Ta właśnie Maggie, jak ją w naszych Fujarkach wszyscy nazywają, skończyła w zeszłym roku i to wyobraźcie sobie z wyróżnieniem, kurs obsługi automatów do wyrobu włoskich lodów „Italiano“ i podobno już niedługo zacznie je u nas sprzedawać . Wynajęła od Kondejowej budkę, w której kiedyś jej teściowa Stella Kondej miała punkt repasacji pończoch i artystycznego cerowania dziur wszelakich. No i właśnie tę budkę odmalowała Meggie na zielono, a właściwie nie sama malowała. Zatrudniła tego małego Nowakowskiego, jak to go ja nazywam i podobno, że jak już całą budę pomalował, to ani grosza od dziewuchy nie wziął. Barabasz, dwojga imion Rzemysław Nowakowski, bo o nim wam mówię, jest ciotecznym wnukiem przybranej, stryjecznej siostry naszej wioskowej jasnowidzącej. W jego rodzinnym domu było dzieciaków dwanaścioro i mąż Ciesielskiej, z wielkiej litości zaczął zapraszać chłopaka do nas, do Fujarek na wakacje. Było to już dość dawno temu , na pewno więcej niż dziesięć lat , albo i jeszcze więcej, może? Chłopak był śmiały, szybki i stale robił stryjkom jakieś durnowate kawały. A to schował Ciesielskiemu sztuczna szczękę, a to posklejał Ciesielskiej kartki w książeczce do nabożeństwa, a i babuli też nie darował, raz np. przybił jej chodaki do podłogi . Oj wyrżnęła biedaczka wtedy jak długa , twarzą wprost w świńskie żarcie, co to je wizjonerka dla prosiaków w kuchni szykowała. Pamiętam , że wrzask był wtedy u Ciesielskich taki, że aż Pawłowska wezwała straż pożarną. Myślała pewno, że albo się pali, albo, że się ziemia fujarecka trząść zaczęła. Strażacy przyjechali a jakże, ale nie mogli wejść do domu, bo tam w środku nadal był taki wrzask, jakby ktoś rodził słoniową nogę. Więc chłopaki raz raz wywalili drzwi, a za drzwiami zobaczyli Ciesielską jak waliła młodego krewniaka dyscypliną po gołym tyłku. A, że były to czasy kiedy dzieci jeszcze legalnie wolno było lać ile wlezie, więc ochotnicy zabrali swój lewarek, błyskawicznie zrobili w tył zwrot i tyle ich widzieli. No i co na to powiecie? Ciesielska stała w wywalonych drzwiach z dyscypliną w łapie jak zasolona żona Lota, Pawłowska pogasiła światła, żeby nikt nie widział, że jest w domu, bo bała się Ciesielskiej, a Barabasz wyrwał się ciotce i jak poleciał w dal, to ze trzy dni go u nas nikt nie widział. Niektórzy gadali wtedy, że go Pawłowska w świronku przechowała, razem z własnymi dzieciakami dla niepoznaki mieszając.
No, ale potem się znalazł, i dzięki temu teraz , po latach mógł pomalować Maggie budkę. Na zielono. Że to niby mają być lody z zielonej budki! Jakie te młode teraz durne, to świat nie widział. Ze trzy razy pewno Magnolia w stolicy była, a tu udaje taką oblataną, jakby tam z rok co najmniej na stancji była. No i skąd niby italiańskie lody z automatu w zielonej budce? Pani Jeżowa powiedziała mi , że to niemożliwe. A, że Jeżowa mądra kobita jest, a w dodatku ze stolicy tu do nas przybyła, to ja jej wierzę i już.
Plotek to ja nie lubię, ale wam powiem, że ja to bym Barabaszowi Rzemysławowi malować u siebie nie pozwoliła. Powtarzam wam, i wspomnicie jeszcze nie raz moje słowa, że ten łobuz na pewno będzie coś tam chciał od tej durnej Magnolii za to swoje malowanie. Tylko ciekawe co i ile na te zapłatę poczeka. Bo mi się zdaje, że nie za długo.
Nie pamiętam już, czy opowiadałam wam kiedyś o córce Janiszewskich Magnolii ? Ta właśnie Maggie, jak ją w naszych Fujarkach wszyscy nazywają, skończyła w zeszłym roku i to wyobraźcie sobie z wyróżnieniem, kurs obsługi automatów do wyrobu włoskich lodów „Italiano“ i podobno już niedługo zacznie je u nas sprzedawać . Wynajęła od Kondejowej budkę, w której kiedyś jej teściowa Stella Kondej miała punkt repasacji pończoch i artystycznego cerowania dziur wszelakich. No i właśnie tę budkę odmalowała Meggie na zielono, a właściwie nie sama malowała. Zatrudniła tego małego Nowakowskiego, jak to go ja nazywam i podobno, że jak już całą budę pomalował, to ani grosza od dziewuchy nie wziął. Barabasz, dwojga imion Rzemysław Nowakowski, bo o nim wam mówię, jest ciotecznym wnukiem przybranej, stryjecznej siostry naszej wioskowej jasnowidzącej. W jego rodzinnym domu było dzieciaków dwanaścioro i mąż Ciesielskiej, z wielkiej litości zaczął zapraszać chłopaka do nas, do Fujarek na wakacje. Było to już dość dawno temu , na pewno więcej niż dziesięć lat , albo i jeszcze więcej, może? Chłopak był śmiały, szybki i stale robił stryjkom jakieś durnowate kawały. A to schował Ciesielskiemu sztuczna szczękę, a to posklejał Ciesielskiej kartki w książeczce do nabożeństwa, a i babuli też nie darował, raz np. przybił jej chodaki do podłogi . Oj wyrżnęła biedaczka wtedy jak długa , twarzą wprost w świńskie żarcie, co to je wizjonerka dla prosiaków w kuchni szykowała. Pamiętam , że wrzask był wtedy u Ciesielskich taki, że aż Pawłowska wezwała straż pożarną. Myślała pewno, że albo się pali, albo, że się ziemia fujarecka trząść zaczęła. Strażacy przyjechali a jakże, ale nie mogli wejść do domu, bo tam w środku nadal był taki wrzask, jakby ktoś rodził słoniową nogę. Więc chłopaki raz raz wywalili drzwi, a za drzwiami zobaczyli Ciesielską jak waliła młodego krewniaka dyscypliną po gołym tyłku. A, że były to czasy kiedy dzieci jeszcze legalnie wolno było lać ile wlezie, więc ochotnicy zabrali swój lewarek, błyskawicznie zrobili w tył zwrot i tyle ich widzieli. No i co na to powiecie? Ciesielska stała w wywalonych drzwiach z dyscypliną w łapie jak zasolona żona Lota, Pawłowska pogasiła światła, żeby nikt nie widział, że jest w domu, bo bała się Ciesielskiej, a Barabasz wyrwał się ciotce i jak poleciał w dal, to ze trzy dni go u nas nikt nie widział. Niektórzy gadali wtedy, że go Pawłowska w świronku przechowała, razem z własnymi dzieciakami dla niepoznaki mieszając.
No, ale potem się znalazł, i dzięki temu teraz , po latach mógł pomalować Maggie budkę. Na zielono. Że to niby mają być lody z zielonej budki! Jakie te młode teraz durne, to świat nie widział. Ze trzy razy pewno Magnolia w stolicy była, a tu udaje taką oblataną, jakby tam z rok co najmniej na stancji była. No i skąd niby italiańskie lody z automatu w zielonej budce? Pani Jeżowa powiedziała mi , że to niemożliwe. A, że Jeżowa mądra kobita jest, a w dodatku ze stolicy tu do nas przybyła, to ja jej wierzę i już.
Plotek to ja nie lubię, ale wam powiem, że ja to bym Barabaszowi Rzemysławowi malować u siebie nie pozwoliła. Powtarzam wam, i wspomnicie jeszcze nie raz moje słowa, że ten łobuz na pewno będzie coś tam chciał od tej durnej Magnolii za to swoje malowanie. Tylko ciekawe co i ile na te zapłatę poczeka. Bo mi się zdaje, że nie za długo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz