Maj nie żałuje nam wody. I dobrze. Aż miło popatrzeć, jak wokoło robi się coraz bardziej zielono, żółto, no krótko mówiąc kolorowo. Pamiętam jeszcze, że jak byłam młodsza to jakieś inne pogody bywały: w dzień słońce i ciepło, a jak deszcz to tylko w nocy. Daję słowo! No, ale wtedy inna władza u nas była i porządek musiał być ! Wzorowy.
Mam dużo znajomych „byków”, tzn. urodzonych w maju. Na ten przykład moja sąsiadka Pawłowska to też byk. I każdy to pozna, jak nie za pierwszym, to już za drugim razem na pewno. Już takiej rogatej duszy jak ona, to mało gdzie spotkać się uda. Chyba, że u nas w Fujarkach. Dobrze, ze nas dzieli szeroka miedza , bo inaczej to by mnie do szczętu zabodła.
Jak się widzimy ot tak od wielkiego dzwonu, to się kochamy jak Jaś i Małgosia, ale jak by tak częściej, o.... lepiej nie gadać. Nieufna jest i tyle. Życie to nie basen z oślim mlekiem, niestety.
Ja jak wiecie plotek nie lubię, ale u nas w Fujarkach, to każdy taki jakiś inny niż tam u was w mieście. Każdy inny i każdy ciekawy, o każdym można by powieść grubą napisać, a o niektórych, tych najstarszych naszych mieszkańcach, to nawet i na sagę by się wieści zebrało.
Na przykład Rzemek, podobno do miasta pojechał, żeby swoje pryszcze leczyć. Ma ich biedaczyna na buzi sporo, ale jak dotąd wcale o to nie dbał. Dopiero jak chłopak zaczął Maggie budkę malować, a ona go potem w podzięce do Okaryny Dużej do kina zaprosiła, to chyba wtedy biedaczek uważniej się w lustrze przejrzał.
A znowu nasza Ciesielska, jak wiosenną , cieplejszą aurę poczuła, to i wieszczyć zaczęła na nowo. A mianowicie teraz, to ona twierdzi, że w naszej okolicy złoża jakieś bogate są. Gdzie one dokładnie leżą i co to za bogactwa, to tego, to ona na razie nikomu nie mówi. I powiem wam: na szczęście. Bo to co ona teraz zaczęła, to dla nas dla Fujarczan wielka niewiadoma jest, a z wielkiej niewiadomej, to może wyniknąć tylko jedno. Wielkie nieszczęście. Bo na ten przykład, jak się Ciesielskiej jakieś łupkowe złoża ropy w wizji pokażą np. pod łąką, na której się pasie Domżalskiej Mućka, to już ani ja, ani okoliczne sąsiadki, słowem nikt, a nikt już świeżego mleka nie zakosztuje. Oj, nie!
A jak już o mleku zaczęłam, to i prosto do sera przejdę. Otóż, wyobraźcie wy sobie, że Róża od razu na te czczą gadaninę Ciesielskiej zareagowała i na połowę towarów ceny podniosła. A mnie szczególnie o sery chodzi, bo ja się o swoje kości boję i sera białego dużo jem. I dlatego nie wiem, co się tej naszej Różyczce stało, bo do tej pory zazwyczaj wyśmiewała wróżby naszej jasnowidzącej. Być może tylko wykorzystała okazję? Kto wie.
Z kolei stara Cichoszowa, którą w maglu we wtorek spotkałam, powiedziała mi w sekrecie, że będąc w ośrodku zdrowia, w celu zmierzenia ciśnienia spotkała tam nasza położną Kozarynę, która szepnęła Cichoszowej do ucha, że dostała właśnie skierowanie do sanatorium i jedzie tam, żeby podleczyć skołatane nerwy. Z jednej strony to jej się całkiem nie dziwię, bo te dzisiejsze młode rodzące to się takie wymagające zrobiły, jak jakieś księżne udzielne. Co najmniej. Ale znowu z drugiej strony, to kto w tym czasie jak Kozaryna będzie dupę w leczniczych wodach moczyć, tu u nas w naszych rodzinnych wioskach będzie nasze fujareckie dzieciny na ten najlepszy ze światów sprowadzać? Ja przeciwna leczeniu nerwów nie jestem, ale jeszcze raz pytam się , no kto tu pomoże?
A na koniec się przyznam , że mi się koronka na zębie już od wierzbnej niedzieli chwiała, a dziś do końca wypadła. I jak nie patrzeć znowu plecy z tyłu, bo trzeba będzie zaskórniaka zza świętego obrazu wyjąć i do dentysty do Organów Grzmiących jechać. Bo kto z was sobie myśli , że mi dentysta coś w gębie zrobi za moje składki zdrowotne, czyli całkiem ”za darmo”, ten głupi i tyle.
Głupi jak wpis w internecie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz