Obserwatorzy

niedziela, 16 maja 2010

Miecz Damo(sic!)klesa

„Deszcz majowy, chleb gotowy” . Tak mówi ludowe przysłowie o majowej pogodzie. Ale inne z kolei przysłowie, mówi: "Gdy maj jest przy pogodzie, nie bywają siana w szkodzie". No i co wy na to? Bo ja myślę, że ci co je wymyślali zawsze planowali od razu dwa, jedno na tak, a drugie na nie. Dlaczego? Nie wiem, ale chyba po sprawiedliwości. Benita i Iweta Kisielińskie, to bratanice męża Laurencji Kisielińskiej. Zamiast we własnym domu w Multankach, stale przesiadują u stryjny w Fujarkach i zapisują wszystkie przysłowia, przypowiastki no i oczywiście przepowiednie. Najwięcej to się z tego cieszy nasza bibliotekarka , no i oczywiście nasz sołtys Bonawentura Bojarowski, który w swoich mowach, jakie lubi wygłaszać z różnych okazji, korzysta ze zbiorów Kisielińszczanek. Jeśli już mówię o Bonku, to po prostu nie mogę się go nigdy nachwalić . Znam go prawie od zawsze, ale drugiego takiego to ze świecą szukać. Nie na darmo wszystkie okoliczne wioski zazdroszczą nam takiego mądrego i statecznego sołtysa. Już jako nieletni chłopak pomagał ojcu w pracy zakładzie szewskim, a potem wyjechał do miasta wojewódzkiego i tam przez kilka lat był wyklepywaczem damskich tyłków. No, ale potem fabrykę zamknęli, zapasy butów wyprzedali po dziesięć złotych za parę i Bonek wrócił do domu. Wrócił , ale już nie sam tylko z żonką, która zapoznał w kinie w mieście. Elwira miała bardzo niebezpieczną pracę. Była wybieraczką monet, zatrudnioną przez właściciela dwustu automatów do gier, rozstawionych w różnych, nie zawsze bezpiecznych miejscach. Odetchnęła więc z ulgą, kiedy teściowie dali im dwa pokoje na górce swego domu. Ej , ludzie jak to dawno było, toż ich dzieci już prawie wszystkie dorosłe, no i przyznać trzeba, wszystkie solidnie wykształcone. Żaden na bezrobociu nie jest, a i zarabiają nie najgorzej, bo ich rodzice pchnęli na nieprzetarte ścieżki. Najstarsza Lenora jest zmywaczką grafitti, Wróciwoj składaczem sprzętu spadochronowego, Eligiusz cudownym bańczarzem, Ludomira dogoterapeutką, a Jaropełk rozbieraczem-wykrawaczem. Najmłodsza Euzebia jeszcze chodzi do szkoły, ale już widać, ze zna się na makijażu jak mało kto. A że wcale, ale to wcale nie boi się zmarłych, to jej siostry wynalazły w internecie kursy dla tanatopraktorów. I tyle wam powiem, że ja chociaż plotek nie lubię, to wspomnicie moje słowa: Euzebia zajdzie najdalej z całego rodzeństwa i pociechą dla rodziców na starość będzie. Bo nie każdy musi mieć telefon i modne buty, ale jeść i umrzeć to już raczej każdy.

Jeśli już o jedzeniu wspomniałam, to muszę jeszcze dodać, że po otwarciu restauracji "Suszarnia" , w której każdy może skosztować suhi i zielonej budki z włoskimi lodami o ślicznej nazwie „Bella Italia”, czeka nas teraz otwarcie kiosku z dewocjonaliami. A mianowicie gospodyni naszego proboszcza Telimena Chałupczyńska weszła w spółkę z Klaudyną Kuśmierczykową bratową naszego księdza i będą sprzedawać różne poświęcane drobiazgi, książki religijne, a zgodnie z sugestią pań z kółka różańcowego będą tam również mieć komis ze strojami komunijnymi. Chcecie wiedzieć gdzie jest to „tam”? Otóż moi drodzy nigdy, przenigdy byście nie zgadli. Pamiętacie jak wam opowiadałam o byczku księdza Michałowskiego Henrysiu? I o stodółce, którą Wacikowski z komóreczki, co przy świetlicy parafialnej stała dla byczka na dom przerobił? No!

No to teraz znowu kilku zdolnych chłopów, będzie tę komóreczkę restaurować , powiększać , malować i ozdabiać tak, żeby i Klaudynie i Telimenie pasowała. A to wcale takie łatwe nie będzie, bo jak mawia Lukrecja Kisielińska jednej babie dogodzić nie każdy da radę, a co dopiero dwóm?

Nasz komendant straży podczas święta zakończył swoje przemówienie tak: „ a teraz idziemy wszyscy popróbować co dobrego przygotowały nam dziś nasze baby”. Najpierw zaległa cisza; tylko jakaś jedna idiotka zachichotała. No, ale potem wszystkieśmy na siebie popatrzyły i ja już wiedziałam jaki los sobie nasz nieszczęsny Ireneusz Pietura zgotował na kolejne miesiące. Co wam będę więcej gadać, nic. Jedno jest pewne , nikt mu tego co go teraz ze strony fujarczanek czeka, zazdrościć nie może. Jedno tylko mogłoby go uratować, albo solidny pożar, albo solidna powodź. No, ale tego to już w fujarkach nikt by sobie na pewno nie życzył. A najmniej to już komendant OSP.

Brak komentarzy: