A w niedzielę mieliśmy bardzo uroczysty Dzień Strażaka. To znaczy tak naprawdę strażacy, mają swoje święto kilka dni wcześniej, ale u nas w Fujarkach od kilku lat przekładamy je na sobotę, albo na niedzielę. Prawdę wam powiem, że tyle co wczoraj, to już dawno się nie naśpiewałam, a gardło to mam jak tarka do czyszczenia okoni. Bo było tak, że w kościele nasze kółko różańcowe śpiewało razem z chórkiem dziecięcym różne pieśni kościelne, a po południu koło gospodyń dało w remizie koncert piosenek i przyśpiewek ludowych związanych z wiosną i majem. W tym roku święto urządzaliśmy w niedzielę, bo wyobraźcie wy sobie, że do proboszcza zadzwonił biskup Patalas i oznajmił, że stęsknił się za Fujarkami, a że lat kilka już u nas nie był, to i przy okazji potrzebujących sakramentu bierzmowania osobiście po buzi obije. Może tak to powiedział, a może ciutkę inaczej, no ale przyjechał. Takim długim białym autem przyjechał i akurat w sam czas na śniadanie do proboszcza się załapał. A tym razem calutkie nasze kółko różańcowe pomagało dzielnie gospodyni Chałupczyńskiej w sprzątaniu i gotowaniu na plebani. Śniadanko więc trwało znacznie dłużej niż zwykle, ale co żeśmy podały na stół, to o tym wam jednak nie napiszę, bo kogo to właściwie obchodzi? To nasze wioskowe sprawy.
Nadmienię tylko, że dań było sporo, bo każda zrobić miała jednaą potrawę, ale tak jakoś żeśmy się rozkręciły, że wyszło znacznie więcej. Sama żona gajowego Milaria, przygotowała sześć tac pełnych różności z dziczyzny, o rozmaitych grzybkach ( no i rzecz jasna naleweczkach) własnej roboty nie wspominając. Nawet Aureliusz Kurzaj przyniósł salaterkę ze skorzonerą polaną obficie złotym masełkiem i pięknie ozdobioną jarmużem. Przyjęcie udało się wspaniale, a biskup Patalas wyjeżdżał bardzo zadowolony i solidnie obdarowany. Ale wyobraźcie wy sobie, że twarz miał czerwoną jak pomidor ! Cichoszowa śmiała nawet podejrzewać, że to po mieszaninie rozmaitych nalewek, ale przypomniało się nam po niewczasie, że biskup ma uczulenie na raki, których całą paterę przydźwigała osobiście Pani Jeżowa. No cóż, mieszka kobiecina u nas od niedawna, to i nie wszystkie fujareckie sekrety zna. Ale żeby Cichoszowa? Wstyd.
Biskup też po śniadaniu odpocząć nie mógł, bo już w kościele młodzi do bierzmowania w szeregu stali i w nerwach z nogi na nogę przestępowali. A tym razem sporo się ich zebrało, bo to i bliźniaki Kosowskich i średnia Dopierałów i najmłodszy syn Ciesielskiej, wnuk starego Matadka, i chorowity Nataniel i Meggi no i Rzemek Nowakowski na końcu. A nie , widzicie całkiem bym zapomniała, bo na samym końcu stał Euzebiusz Gawryszczak, ten sam co to jak wiecie zajmuje się przerobem króliczych skórek na błamy z norek. Mówił, że się długo z myślami i sumieniem swoim w pojedynkę bił i że walka była ostra jak zielony japoński chrzan, ale się wreszcie namyślił i przekonał no i chce się pojednać z Panem Bogiem, albo raczej, że przynajmniej spróbuje. Dobre i to. Tylko bardzo mnie ciekawi czy na spowiedzi świętej otwarcie powiedział księdzu o swoim procederze. Nasi księża, zarówno proboszcz jak i wikary, obaj doskonale wiedzą jak zarabia na życie Euzebiusz Gawryszczak, no ale spowiedź to całkiem co innego. Jak mawia Laurencja Kisielińska: „stary, dobry Bóg nawet jak mu się zdarzy przymknąć oczy, to zawsze, ale to zawsze nastawia ucha podczas spowiedzi grzesznika”.
Nadmienię tylko, że dań było sporo, bo każda zrobić miała jednaą potrawę, ale tak jakoś żeśmy się rozkręciły, że wyszło znacznie więcej. Sama żona gajowego Milaria, przygotowała sześć tac pełnych różności z dziczyzny, o rozmaitych grzybkach ( no i rzecz jasna naleweczkach) własnej roboty nie wspominając. Nawet Aureliusz Kurzaj przyniósł salaterkę ze skorzonerą polaną obficie złotym masełkiem i pięknie ozdobioną jarmużem. Przyjęcie udało się wspaniale, a biskup Patalas wyjeżdżał bardzo zadowolony i solidnie obdarowany. Ale wyobraźcie wy sobie, że twarz miał czerwoną jak pomidor ! Cichoszowa śmiała nawet podejrzewać, że to po mieszaninie rozmaitych nalewek, ale przypomniało się nam po niewczasie, że biskup ma uczulenie na raki, których całą paterę przydźwigała osobiście Pani Jeżowa. No cóż, mieszka kobiecina u nas od niedawna, to i nie wszystkie fujareckie sekrety zna. Ale żeby Cichoszowa? Wstyd.
Biskup też po śniadaniu odpocząć nie mógł, bo już w kościele młodzi do bierzmowania w szeregu stali i w nerwach z nogi na nogę przestępowali. A tym razem sporo się ich zebrało, bo to i bliźniaki Kosowskich i średnia Dopierałów i najmłodszy syn Ciesielskiej, wnuk starego Matadka, i chorowity Nataniel i Meggi no i Rzemek Nowakowski na końcu. A nie , widzicie całkiem bym zapomniała, bo na samym końcu stał Euzebiusz Gawryszczak, ten sam co to jak wiecie zajmuje się przerobem króliczych skórek na błamy z norek. Mówił, że się długo z myślami i sumieniem swoim w pojedynkę bił i że walka była ostra jak zielony japoński chrzan, ale się wreszcie namyślił i przekonał no i chce się pojednać z Panem Bogiem, albo raczej, że przynajmniej spróbuje. Dobre i to. Tylko bardzo mnie ciekawi czy na spowiedzi świętej otwarcie powiedział księdzu o swoim procederze. Nasi księża, zarówno proboszcz jak i wikary, obaj doskonale wiedzą jak zarabia na życie Euzebiusz Gawryszczak, no ale spowiedź to całkiem co innego. Jak mawia Laurencja Kisielińska: „stary, dobry Bóg nawet jak mu się zdarzy przymknąć oczy, to zawsze, ale to zawsze nastawia ucha podczas spowiedzi grzesznika”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz