Podejrzewam, że Róża Rychlik w skrytości czyta mojego bloga, albowiem jak weszłam dziś rano do sklepu, od razu zauważyłam wyższe ceny cebuli, czosnku i innych warzyw. Nie, żeby na mnie jakoś szczególnie patrzyła, to tego nie zauważyłam,. Nawet się uśmiechnęła , ale tak trochę krzywo. A ja moi drodzy, co by o moich latach nie gadać to intuicję mam jak szesnastka. A, że się już trochę nażyłam to i doświadczenie swoje mam, więc jak czuję, że Róża czyta, znaczy czyta i tyle.
A ceny dla mnie ważne są, bo ja na serio wzięłam się za oszczędzanie, od kiedy nasz wójt podniósł ceny na wodę, co to nam już od lat kilku z kranów cieknie. Niby pompa na podwórku stoi, ale tak jakoś nasza nowa kranówka nie mnie jedynej we wsi, lepiej niż stara studzienna woda smakuje. A w dodatku nie trzeba jej dźwigać. No, ale płacić za nią sporo trzeba i jak tylko Kosowski z kwitariuszem po wsi chodzić zaczyna , to ja zaraz boję się ile metrów wody naciągnęłam i na ile mi ten nasz wioskowy „wodnik” kwit nowy wystawi. Dlatego też w tym roku , ogródek mój już uboższy nieco będzie, a na warzywa i czosnek to mogę liczyć wyłącznie w sklepie , albo od jakieś mniej oszczędnej sąsiadki. Co? Zdziwione pewno jesteście czemu znowu o czosnku wspomniałam? Bo ja moi drodzy czosnek używam do wszystkiego. Lubię i już. I na zdrowie i na chorobę i do wewnątrz i na zewnątrz, o kuchni już nie wspominając. O, Kondejowa ta to czosnku wprost nie znosi i nawet jak coś z żarcia spróbuje to zaraz nosem kreci i oczy jej w słup stają. I na wymioty ją w dodatku zbiera. A ja takim ludziom to powiem wam współczuje serdecznie, bo to i leczyć się domowymi sposobami trudniej, ciśnienie skacze jak wróbel na skakance, no i jedzenie już by mi tak nie smakowało, o nie! No bo spróbujcie na ten przykład galaretę z nóżek, albo żur na zakwasie bez czosnku przyrządzić. I co? Ano nico.
I dlatego ja , wszystkie ceny do cen czosnku zaraz porównuje. To mój osobisty, a i osobliwy wzorzec . Tyle, że nie z Sevres, a z rodzinnych Fujarek.
Na ostatnim spotkaniu kółka różańcowego, to mi nawet taka myśl przez głowę przeleciała, żeby może jakoś dorobić do renty? No, bo patrzę i patrzę na tę naszą Szybilską i nadziwić się jej nie mogę . Wymalowana, utapirowana i taka wyfiokowana jak lalka Barbie, a pazury to ma na kilka centymetrów(dolepiane!). No i stale zalatana, stale ma coś na głowie. Chyba wam już kiedyś mówiłam, że ona założyła firmę jednoosobową? „Ostatnia posługa” ją nazwała. Oj, sprytna ta nasza Szybilska, sprytna. Przed każdym kościołem w gminie, a nawet powiecie rozdawała starym ludziom swoje ulotki. I dlatego teraz pracę ma do końca żywota. A na każdej , ślicznie wydrukowanej przez nasza bibliotekarkę Krysię ulotce uświadamia starszych, samotnych ludzi, że za niewielką opłatą pomoże im w przygotowaniach do przejścia na ten lepszy ze światów. Znaczy się na łono Abrahama, jak to dawniej się mówiło. Nie, żeby ich spowiadała, to łaskawie naszym księżom pozostawia, ale jak kto pomocy potrzebuje, to Szybilska zaraz tam idzie, albo i jedzie i pomaga i strój i trumnę piękną wybrać, miejsce na cmentarzu, czasem i pomnik za życia postawić pomoże. No i z księdzem, względem pochówku godnego wszystko razem z interesantem wszystko dokumentnie obgadują i podpisują. Tak to i jest. Nawet podobno, że jedna jej klientka to już teraz trumnę sobie kupiła i w piwnicy trzyma . Tylko chyba pilnować musi, żeby jej pleśń na ten mebel nie weszła, no nie?
Tak , tak, nieźle zarabia na tym swoim biznesie, bo z nikim się dzielić nie musi, stary jej to aby miał pełną miskę i trzy konie w stajni, a reszta go nie obchodzi. I wiecie? Chyba nikt jej tego zarobku nie zazdrości. No, może oprócz jej sąsiadki Borgowej, ale o tym to ja wam moi drodzy gadać nie będę, bo jak wiecie plotek się brzydzę jak pająków!
p.s. Spotkałam dziś rano przed sklepem Sygitową, wesoła taka jakaś, radosna, więc ja musowo spytałam czy się coś aby nie stało u jej sąsiadki Baranowej. Ale okazało się, że nawet nie. Ot, Sygitowa czterdziestki właśnie dobiega i zamówiła u Róży tort z bitą śmietaną. Z miasta ma jej go Różyczka przywieźć! Oj, musi ten tort duży będzie, żeby się Sygitowej, te wszystkie świeczki na nim pomieściły.
Ale jednak miałam rację. W Fujarkach "byków" więcej niż krów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz