Obserwatorzy

sobota, 8 maja 2010

Zalety koziego nawozu

A jednak Róża się przyznała i powiedziała mi na ucho, że przez tydzień wsio z mego bloga od samego początku aż do końca samiuśkiego literka po literce przeczytała! I jeszcze dodała, że ja niedokładna jestem, bo piszę o Cichoszowej, a nie wszystkie ludzie co to czytają wiedzą, że ich (znaczy się Cichoszek) jest dwie. Nie pamiętam co pisałam kiedyś, ale to, że ich jest dwie, to chyba każde dziecko wie, prawda? Jedna jest po wylewie, nie mówi zbyt dużo i tylko głowiną siwą kiwa, że się zgadza.

Za to jej bratowa, Narcyza… o, ta to mówi za nich obie, albo i jeszcze za kogoś trzeciego. I lata po Fujarkach jak fryga, a i wkręci się wszędzie jak kleszcz w lesie. Wiele wie, a jak nawet nie wie, to pewno niedługo się dowie. Co? Zdaje się wam, że ona do mnie podobna??? Pani Jeżowa mi kiedyś to powiedziała, a ja jej na to, że co jak co, ale JA jak czegoś na pewno nie wiem, to nikomu niesprawdzonych wiadomości nie powtarzam. I tyle. I to mnie właśnie różni od Narcyzy Cichoszowej żony Dalibora.

Narcyza pochodzi z Kurzajów. To niewielka rodzina jak na Fujarki, zaledwie czworo ich dzieciaków w domu było. Najstarszy Aureliusz Kurzaj jest emerytowanym szyjakiem, a że jak chyba wiecie zawód ten wymaga siedzenia w jednym miejscu i jest zagrożony chorobami kręgosłupa, przeto teraz chłopina wybrał sobie zajęcie na świeżym powietrzu. Ma niewielki ogród na południowym stoku Harmonijek i uprawia tam wyłącznie skorzonerę, jarmuż, bakłażany i karczochy. Warzywa rosną mu jak głupie, a sekretem jest kozi nawóz, który Aureliusz zbiera rankami na łące Augustyna. Oprócz brata Aureliusza, Narcyza ma jeszcze dwie młodsze siostry Adolfinę i Anastazję, ale my tu w Fujarkach nijakiego pożytku z żadnej nie mamy. Obie poszły do zakonu i wyjechały na misję do Indii, gdzie opiekują się pariasami. Tak żeśmy kiedyś nawet gadały z paniami na zebraniu kółka różańcowego, że Kurzajówny wcale nie musiały jechać w taki świat, żeby szukać bezdomnych i głodnych. Bo np. Kondejowa znalazła jednego takiego pod własna furtką jakieś dwa lata temu, jak dobrze pamiętam. Na zimę już szło, no to dała mu jeść i pić , a nawet i jakieś ciepłe ciuchy po teściu. Człowiek był spokojny i grzeczny ( ten bezdomny, a nie teść Kondejowej!), w podzięce naprawił jej bramkę, zamek u drzwi i narąbał drew do kominka. Potem jak wieść się po wsi rozeszła, chodził od domu do domu i za jedzenie i spanie wykonywał różne drobne naprawy i inne prace w gospodarce. Ponoć w bójce, czy wypadku jakimś pamięć stracił, ale kto go tam wie? Bezdomny, to bezdomny, ale zawsze to chłop!

I tak może łaziłby po Fujarkach od domu , do domu, ale pech chciał, że kiedyś zaszedł do obejścia wdowy po stryjecznym bracie Justusa Dopierały (tego co żyje w konkubinacie z Agafitą , nie z własnej zresztą winy) nieboszczyku Dezyderym, no i wsiąkł u niej z kretesem. Bo ta wdówka jeszcze całkiem nie stara, ciepła i spragniona uczucia , więc nie wiele myśląc chłopa raz dwa usidliła i u siebie zatrzymała …na dłużej. No, mieszkał on u niej chyba z półtora roku, nie dłużej, bo jakoś tak kolejnej wiosny tego właśnie wspomnianego wyżej bezdomnego własna , najrodzeńsza małżonka odnalazła. Po czym chłopa spakowała i wywiozła ze sobą autobusem pospiesznym w siną dal, adresu, ani numeru telefonu nie zostawiając.

Wdowa zaś popłakała jakiś trzy miesiące, a po kolejnych czterech urodziła ślicznego chłopaka o wadze blisko pięć i pół kilograma, a któremu na pamiątkę po ojcu dała imię Janus.

Bo zapomniałam wam powiedzieć, że jak żona tego włóczęgę rozpoznała to okazało się, że on się nazywa… Jan Nowak. Na szczęście nasz dorodny Janusek imię ma jak należy, a nazwisko dostał po mamusi i jej zmarłym dawno mężu. Teraz nazywa się Janus Dopierała syn Dezyderego. I tyle.

A o bezdomnym i to w dodatku bez pamięci wszelaki słuch zaginął.

Ja jak wiecie plotek nie lubię, ale powiedzcie sami, czego można się spodziewać po kimś, kto nazywa się Jan Nowak? No, czego?

p.s. A piłki szyte przez Aureliusza Kurzaja kopali podobno Diego Maradona, a i sam Boniek też !

Brak komentarzy: