Obserwatorzy

wtorek, 25 maja 2010

Mamuśki

„Życie jest jak papier toaletowy - długie, szare, do dupy i w pewnym momencie gwałtownie się urywa” , powiedziała moja Kisielińska po powrocie z pogrzebu swojej prastarej ciotki. No i miała rację . A w tym maju to jeszcze będziemy mieli pogrzeb maleństwa od Chudzików, bo Lewizja urodziła martwe dzieciątko. Co prawda nie u nas , tylko w Fujarkach Dolnych, ale na pogrzeb iść musowo, bo to i rodzinie miło , no i spotka się tych co to się ich dawno nie spotkało i jakaś odmiana będzie w tym codziennym życiu. Plotek to ja nie lubię, ale jak spotkam tam kogoś o kim warto wam opowiedzieć, to oczywiście nie omieszkam.

A swoją drogą to te młode matki nie szanują się jak kiedyś. Palą papierosy jak chłopy, a bywa że i piją piwsko o dzieciaku zapominając. No, ale takie nauki i ostrzeżenia to sprawa doktorów i naszej Kozaryny, a nie moja. Na szczęście zresztą. Zaraz by się gadanie zaczęło , że się wymądrzam jak nie przymierzając ta Środa z telewizji, co to kobiety stale dyscyplinuje. Po cichu wam powiem, że ja to się z nią prawie całkiem zgadzam, no chyba , żeby ksiądz proboszcz uwagę mi zwrócił, no to wtedy to się wycofam; ale póki co się zgadzam i tyle.

Ja to w ogóle uważam, że kobiety u nas we władzy to za mało się udzielają. W gminie to tylko w kasie i w okienkach, wójt chłop, sołtys chłop, dyrektor szkoły też, że już o policji i straży nawet nie wspomnę. Jedynie w bibliotece, ale co to tam za władza nad Panem Tadeuszem i Don Kichotem? A jak już która dzieciakami się obłoży na dwa boki, to tylko o domu , praniu i krupniku myśli. Powiadam wam moi drodzy, że to matki muszą decydować o życiu jakie jest i jakie będzie, bo to przecież ich dzieci przyszłość, czyż nie? Ja tam plotek nie lubię, ale to by tym naszym fujareckim matkom tyle samo czasu zajęło co gadanie o niczym pod sklepem Róży, albo w kolejce do fryzjera, czy nawet na plotkach pod szkolną szatnią. Nie dalej jak tydzień temu słyszałam jak takie dwie mamusie Barbie obrabiały dupę jakiejś nauczycielce, że latem w kozakach chodzi. A co ich to obchodzi pomyślałam? No i teraz to już nie jestem taka pewna, czy bym chciała którąś z nich widzieć w jakiejkolwiek władzy, bo jakby tak się którejś mój berecik nie spodobał, to co?

A wracając do Kozaryny to dostała kobita skierowanie do sanatorium aż na sam kraniec kraju. Tam gdzie diabeł dobranoc mówi. Do Sopotu. Ona to się cieszy i szykuje bardzo, ale ja to bym się nawet i bała taki szmat drogi od własnej chałupy jechać. Tak daleko to i ludzie pewnie inaczej od naszych wyglądają. A może i gadają inaczej?

Ej, pośmiać się dobra rzecz!

A jak już o matkach wspominam, to wam powiem, że te nie najmłodsze też nie zawsze mądre, jakby ktoś z was oczekiwał. No bo jak się tak uważnie wkoło rozejrzeć, to np. taka Ciesielska. Zamiast zacierkową na ogień nastawiać, to ona kuzynce kabałę stawia, albo w szklaną kulę wpatrzona jakby tam widziała całe dobro tego świata. Miała najmłodszej dać na wycieczkę do teatru, ale pożałowała. To znaczy gadała, że teatr to ona i jej dzieciaki mogą mieć co dzień przed sklepem Róży Rychlik. Za darmo. A tymczasem na allegro ktoś sprzedawał mało używaną szklaną kulę, no to Ciesielska sobie ją nabyła. No i szczęśliwa, jakby świętego Franciszka koło karmnika zimą spotkała. A jeszcze takie dyrdymały przy tym opowiada, że nie wiem sama czy śmiać się czy płakać. Mówi ona mianowicie, że poprzedni właściciel oddał kulę na aukcję bo własną śmierć w niej zobaczył. A znów dziś rano klarowała Dopierale, że w tej kuli jest wielka moc zamknięta i każdy co jej pomocy zapotrzebuje, to trochę tej mocy do siebie wciąga.

No nie wiem. Ja tam nic nie wciągam i jakoś żyję na tym świecie, zgodnie z przykazaniami.

No, a znowu Pawłowska, otóż powiedziała mi ona wreszcie w wielkiej tajemnicy czemu jej tak bardzo zależy na tym OHP. Ona po prostu chce odciążyć własne dzieci. Stwierdziła mianowicie, że szkoła coraz więcej wymaga, a dzieci muszą się rozwijać nie tylko psychicznie, ale i fizycznie niestety. W zwykłych szkołach garbią się, ślepną, głuchną nawet! Więc Pawłowska zdecydowała, że nie będzie swoich do niczego zmuszać, ale jakby tak w Fujarkach zaczęło działać OHP, to ona swojej rodzinie sprawę tego wolnego wyboru naświetli. Osobiście.

Dopierała nic nie mówi, ale ja wiem, że jak złapała najmłodszą na paleniu to nawet jej po łapach nie dała, tylko peta dzieciakowi zabrała i sama palenia dokończyła. Oszczędna taka więcej jest. Ale nie w słowach niestety, bo jak przed nocą wracałam od Kisielińskiej, to średni Dopierała na ławce przed domem skulony siedział, a jak go zapytałam czemu nie śpi, to tylko warknął, że matka skrzeczy i lulać nie daje. Nooo!

Powiem wam, że i w Fujarkach , jak i dalej w świecie to matki różne bywają. Młode i stare, grube i chude, wysokie i niskie, mądre i durne. No, ale co by o nich nie gadać, to przecież to MATKI są, nieprawdaż?

A matkę, to jaka by tam nie była szanować i kochać należy i tyle.

Brak komentarzy: