Pamiętam, że jak się urodziła druga z kolei córka Ciesielskich, to fujareckie kobity otworzyły gęby ze zdziwienia, gdy się okazało, że jej ojciec Jaczewoj Ciesielski zapisał ją : Kwiryna. Jako żywo ani w jej ani w jego rodzinie żadna kobita nie nosiła takiego imienia. No i okazało się, że właśnie wtedy Ciesielska, już w ciąży będąc zaocznie szkołę podstawową kończyła i tam czytając lekturę nadobowiązkową, w jakiejś tam powieści to imię wynalazła. Powiem wam, że nawet mi się to imię spodobało. Dźwięczne takie jest. Zaraz też do Krysi, bibliotekarki naszej pobiegłam, żeby tę powieść osobiście przeczytać, ale gdzie tam! Krystyna powiedziała, że ma ją i owszem, ma nawet kilka egzemplarzy, ale gdy tylko wieś dowiedziała się jak Ciesielscy nazwali dziewuszkę, to wypożyczyli wszystkie książki co do jednej. Wypożyczyły. Baby znaczy się. Widzicie jakie to ciekawe? A może i dobrze?
Popatrzcie no, jak to różnymi sposobami kultura pod strzechy trafia.
Ja tam plotek nie lubię, ale Pawłowska to wtedy postawiła sprawę twardo. Uważała ona , że dziecko powinno dostać imię po babce. Scholka dostała po jednej, to młodsza powinna być Hildegarda, po matce Jaczewoja. E tam. Pawłowska zawsze wsadza nos w nie swoje sprawy, a żadne jej dziecko nie nosi imienia nie tylko po babce, ale i po prababce.
Przypomniałam sobie teraz, że z dzieciństwa to ja pamiętam jeszcze jedną z prababek Pawłowskiej. Po ojcu. Miała na imię Kolombina i była żoną najlepszego we wsi masarza Lutogniewa. Rzecz jasna najlepszego, ale z tamtych czasów. Ej, dawno to było, moi drodzy, dawno.
No, a Ciesielscy to już potem więcej takiej szansy nie dostali, bo potem to już im się sami synowie rodzili. I dobrze im tak.
Jak już mówimy o chłopakach, to wspomnę jaka to straszna awantura koło płotu Pawłowskich niedawno była. Synowi jej rower ukradli.
To znaczy wydawało mu się, że ukradli. Pod wieczór Krupkowa rower do Pawłowskich odprowadziła. Okazało się, że Adalberg znowu w ciągu będący z knajpy wieczorem wracał.
A, że w knajpie nad półką z trunkami telewizor wisi i każdy pijak głowę przechylając musowo w ekran patrzy, no to i Adalberg też patrzył. A tam akurat jakiś wyścig kolarski leciał. Więc wracający, na rower Pankracka się nadziawszy, wsiadł na siodełko i prosto do domu pojechał. No i koniec sensacji.
Swoją drogą ciekawe co by chłopina zrobił, jakby tam akurat w tej telewizji obrady z sejmu pokazywali? Skąd by u nas w Fujarkach posła jakiegoś znalazł, żeby go dosiąść, a ?
Popatrzcie no, jak to różnymi sposobami kultura pod strzechy trafia.
Ja tam plotek nie lubię, ale Pawłowska to wtedy postawiła sprawę twardo. Uważała ona , że dziecko powinno dostać imię po babce. Scholka dostała po jednej, to młodsza powinna być Hildegarda, po matce Jaczewoja. E tam. Pawłowska zawsze wsadza nos w nie swoje sprawy, a żadne jej dziecko nie nosi imienia nie tylko po babce, ale i po prababce.
Przypomniałam sobie teraz, że z dzieciństwa to ja pamiętam jeszcze jedną z prababek Pawłowskiej. Po ojcu. Miała na imię Kolombina i była żoną najlepszego we wsi masarza Lutogniewa. Rzecz jasna najlepszego, ale z tamtych czasów. Ej, dawno to było, moi drodzy, dawno.
No, a Ciesielscy to już potem więcej takiej szansy nie dostali, bo potem to już im się sami synowie rodzili. I dobrze im tak.
Jak już mówimy o chłopakach, to wspomnę jaka to straszna awantura koło płotu Pawłowskich niedawno była. Synowi jej rower ukradli.
To znaczy wydawało mu się, że ukradli. Pod wieczór Krupkowa rower do Pawłowskich odprowadziła. Okazało się, że Adalberg znowu w ciągu będący z knajpy wieczorem wracał.
A, że w knajpie nad półką z trunkami telewizor wisi i każdy pijak głowę przechylając musowo w ekran patrzy, no to i Adalberg też patrzył. A tam akurat jakiś wyścig kolarski leciał. Więc wracający, na rower Pankracka się nadziawszy, wsiadł na siodełko i prosto do domu pojechał. No i koniec sensacji.
Swoją drogą ciekawe co by chłopina zrobił, jakby tam akurat w tej telewizji obrady z sejmu pokazywali? Skąd by u nas w Fujarkach posła jakiegoś znalazł, żeby go dosiąść, a ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz