Obserwatorzy

wtorek, 2 lutego 2010

Konkurent

Właśnie się dowiedziałam , że do jednej z moich sąsiadek zaczął przychodzić wdowiec z Fujarek Skrajnych niejaki Jakubisiak Ziemowit. Niestety, o którą sąsiadę chodzi tego się na razie nie dowiedziałam i to mi prawdę mówiąc spokojny sen odbiera. No bo tak: z jednej strony, tej od zagajnika to stoi dom Pawłowskich. Oliwia niby wdowa jest, ale plociuch i papugaj, jakich mało. Bywa, że garów to i tydzień nie szoruje , bo na deszcz czeka, a jak już padać zacznie, to całą brudną zastawę koło zepsutej studni ustawia i czeka, aż się jej wszystko samo umyje. Syn jej bardziej o swój rower dba, daję słowo! Ja tam plotek nie lubię, ale z drugiej strony sąsiaduję z Ciesielskimi, a o tych to już w ogóle mówić nie warto. Bo ona to ani uszyć , ani haftować, ani nawet na drutach , czy na szydełku nic nie potrafi! Nawet szalików dzieciskom na zimę sama nie zrobi, po wszystko do sklepów lata i to w dodatku nie na butach, a pekaesem. Za grosz oszczędności. A mąż jej z kolei to stale u fryzjera siedzi i a to się ogoli, a to wąsy przystrzyże, a to brylantynę na czuprynę se kłaść każe. Za grosz oszczędności. Prawda! Toż Ciesielska ma swego własnego chłopa i wątpię, żeby na stare lata bigamistką się chciała zostać.
Na tyłach mego ogrodu tam gdzie mam krzaki czarnej porzeczki jest siedlisko naszego młodego posterunkowego Cichosza, prawnuka starej Cichoszowej. No, ale ten ożeniony nie za dawno z Ksantypą, co nam we Fujarkach kiosk prowadzi, taki w niej zakochany jeszcze, że zamiast w komisariacie, więcej czasu pod okienkiem spędza. Śmiejemy się często z Pawłowską z tego Fabrycego.
No, ale lepiej jak się młodzi kochają, niż jakby się mieli wyzywać i prać po buzi. Prawda?

Dziwicie się, że napisałam, że z Oliwią się śmiejemy? No cóż wprawdzie to plociuch , fleja i papugaj, ale najbliższa moja sąsiada. A sąsiadów szanować i poważać się należy, bo on tak bliski, że prawie jak swój. A swój to jak moi ojce gadali, gdy cię krzywda jakaś spotkać zechce „jak nie zapłacze, to bodaj się skrzywi“. I to jest moi drodzy prawda nad prawdami! A w dodatku ja do mojej Pawłowskiej sentyment jakiś dziki posiadam i tyle.
Jeśli zaś o Ziemowicie wspomniałam, to musi on do innej jakiejś baby przychodzi, co mnie do tej pory do głowy nie wpadła? Ale mówię wam to pod słowem i wierzcie, że dotrzymam,bo ja i tak się prędzej czy później wszystkiego dokumentnie dowiem i tak. A chociaż jak wiecie plotek nie lubię, to zaraz wam o tym opowiem. Niestety, ale jak się coś zaczęło to i dokończyć trzeba.
Pamiętam dawno, dawno temu obiecałam Wenicji Wendkowskiej , że jej małej wnuczce czapkę i szalik na szydełku udziergam. No, ale jak to zwykle bywa nie miałam czerwonej włóczki na paseczki i pomponiki. Powiedziałam Wenicji , żeby się postarała, i .... tyle. Co by nie gadać mała Anulda Wędkowska, w tym roku gimnazjum kończy, a zaczęty szalik gdzieś głęboko w mojej komorze leży. Może doczeka na następne pokolenie Wędkowskich? Kto wie. W każdym bądź razie mojej winy w tej sprawie nie ma i nikt rozsądny jej się tu nie dopatrzy. Nawet sejmowa komisja.
Teraz mi nagle do głowy weszło, że przecież Wenicja wdową jest już chyba ponad dziesięć lat, a nawet i blisko dwadzieścia, więc może do niej uderza w konkury Ziemowit Jakubisiak? Kto go tam wie? Przecież Wenicja też moją niedaleką sąsiadką jest. Tyle, że trochę bardziej na ukos.
Zaraz wezmę torebkę i pójdę na spacer pod dom Wędkowskiej pochodzić. A może lepiej najpierw tamtej włóczki poszukam i pójdę jej oddam? Jak myślicie? Może jej się na coś przyda? A co ma u mnie wieki leżeć i mole kusić?

Brak komentarzy: