Obserwatorzy

środa, 10 lutego 2010

Tato mój

Tato mój świętej pamięci, to bardzo dowcipny człowiek był. Czasem to tak coś powiedział, tak zażartował, że człowieka z tydzień, albo i i więcej brzuch ze śmiechu bolał. Pamiętam dobrze , jakby to dziś było, zdarzenie następujące. Mama siadła se na krzesełku, gazetkę naszykowała, wielki kubas z herbatą na stole postawiła, a to znak , ze na popołudniową lekturę nadszedł czas. Tato zaś na kanapie siedział i na mecz jakiś w telewizji czarno-białej patrzył. A musicie wiedzieć, że mamine okulary do czytania , służyły tatowi do oglądania telewizji. No więc mama do taty zawołała, żeby jej okulary oddał. Tato, że nie może bo mecz ogląda i okulary mamine nadzwyczaj potrzebne mu są i to w dodatku właśnie w tym momencie. No to mama, żeby se „co innego wziął“. a tato wtedy bez namysłu żadnego ripostuje: “tak, wezmę sobie parasol“.
Powiem wam moi kochani, że jak se tę rozmowę moich staruszków wspomnę to mi i radośnie i ciepło jakoś tak na duszy się robi, jakbym przy gorącym piecu siedziała. I mimo, ze minęło lat ponad 40, stale oczyma wyobraźni widzę tatula jak w pidżamie na wersalce siedzi. Rzecz jasna pod parasolem. Pod dużym, czarnym parasolem.
I jak na dziś, to moi kochani, to by było na tyle.

Brak komentarzy: