Obserwatorzy

piątek, 19 lutego 2010

Rozmowa

Sieciech i Petronela Ślubowscy mieszkają na samym skraju Fujarek Skrajnych. To bardzo cisi i niezbyt zamożni ludzie, nigdy i niczym się nie wyróżniający. No może tylko jednym. Mają czworo dzieci. Niby nic w tym niezwykłego, ale Petronela zamiast uczciwie cztery razy zaciążyć i cztery razy Adolfinę Kisling, położną naszą zatrudnić, to wszystkie swoje dzieciaki naraz na ten nasz najciekawszy z ciekawych świat sprowadziła. Bliźniąt jak pamiętam sporo u nas było, trojaczki chyba ze trzy razy, ale żeby cztery naraz? No to jak tylko się dowiedziałam , że Sieciech przywiózł żonkę i dzieciaki do chałupy, pilnie się do nich wybrałam.
Na rozmowę.
Nie nikt ani mi nie kazał, ani mnie o nic nie prosił, niestety. Sama z siebie do nich poszłam. Ale uważam , że to nasza, wspólna, gminna sprawa jest i tyle. A skoro nikt się nie rusza i inicjatywy jakiejkolwiek nie wykazuje, to znaczy się co? Mam siedzieć w domu i podlewać pelargonie? Po moim trupie .
Ja jak wszyscy wiedzą plotek nie lubię, ale w tym przypadku to zawiodłam się na wszystkich Fujarczanach. I na wójcie i na komendancie straży i na położnej, a co mnie najbardziej dotknęło, że nawet na kobietach z koła gospodyń i z kółka różańcowego też. No bo kto jak kto , ale to baby powinny załatwić tę sprawę , bo sprawa do babskich zalicza się i tyle.
No, ale nie. Żadna tyłka nie ruszyła. Och jaka ja byłam zła, mówię wam. I jak już wspomniałam skoro to stało się u nas , w naszej gminie , a ja od obowiązku nigdy się nie wykręcałam, no to poszłam.
Najpierw, żeby sprawy za bardzo nie zaogniać do średniej izby poszłam, dzieciaki obejrzeć. Nie powiem nawet ładne. Zaokrągliły się już i patrzyły na mnie szeroko otwartymi , niebieskimi oczyskami. Trzech rudych chłopaków (po matce) i łysa dziewunia (chyba po dziadku). Telesfor, Teofiliusz , Terencjusz i Tolisława. Musicie przyznać,że imiona piękne, no i wszystkie odziedziczone po bliższych, albo i dalszych przodkach z obu rodzin Ślubowskich i Rozwodowskich (bo Petronela pochodzi z Rozwodowskich, co to w osadzie Multanki, położonej za Harmonijkami żyją).
Muszę tu dodać, że Rozwodowscy to straszne odludki są. Choćbyście nie wiem ile po Multankach spacerowali, to nikogo z tej dziwnej rodziny nie spotkacie ani w żadnym sklepie, ani w aptece , ani nawet u lekarza! Myślałby kto, że tacy zdrowi, a przecież każdy gołym okiem widzi, że ich szwagierka krótszą rękę ma. Którą to wam teraz nie powiem, bo nie pamiętam, ale mieć to ma. Z kolei mąż ich siostrzenicy (jej, albo jego) zeza ma. I to w dodatku rozbieżnego. No więc jak widzicie, tak całkiem zdrowi to oni nie są. Po prostu odludki i już.
No ale mniejsza o to.
Wracam do sedna sprawy. Jak już dzieci obejrzałam, herbatę wypiłam i szarlotki dwa kawałki zjadłam nadszedł czas, żeby rozmowę zacząć na poważnie i nie owijając w bawełnę. A tak nawiasem mówiąc to w rodzinie Ślubowskich przepis na rodzinną szarlotkę przechodzi z matki na córkę i jest ich rodzinną tajemnicą. Kiedyś to poświęciłyśmy całe jedno zebranie koła gospodyń, żeby rozgryźć na czym polega niezwykły smak tego ciasta. Pawłowska twierdziła, że to jaja, Cichoszka, że jabłka z drzewek co na wzgórzach rosną, a Pani Jeżowa uparła się, że przez mąkę z Ciechanowca. Mnie to żadna nowina, że młyny w Ciechanowcu słyną w całym kraju i zdradzę wam, że od roku, żadnej innej mąki do wypieków nie nabywam. Zwłaszcza do wypieków świątecznych.
No więc jak mówię, usiadłam wygodniej i zaczęłam tłumaczyć tym niedoświadczonym rodzicom, że czworaczków u nas w Fujarkach nie było i prawdę mówiąc lepiej by było, jakby tak i dalej zostało. Może gdzieś tam w mieście to i ciekawostka by była, ale u nas? Potem jak kto sie bardziej zastanowi, to dojdzie do wniosku, że u nas baby jak królice jakieś, całe stadko naraz na ten świat powołują. A to już spora dla wsi poruta. I nie dla jednej wsi, ale i dla wszystkich okolicznych nawet. Coś tam jeszcze gadałam i gadałam, już nie bardzo pamiętam co, ale pewne jest, że z sensem (jak to zawsze ja!). Ślubowscy na początku słuchali uważnie siedząc na brzegu małżeńskiego łóżka, ale potem dzieci piszczeć zaczęły i jakoś tak umknęli mi do drugiej izby żeby je dojrzeć. No i sami widzicie, że miałam racje. Bo jakby Petronela jedno, no powiedzmy nawet i dwoje tylko urodziła, to mogliby w spokoju mnie wysłuchać. A tak? Przy czwórce? Szkoda gadać.
A swoją drogą ciekawe jak widzi człowiek z rozbieżnym zezem?


Brak komentarzy: