Obserwatorzy

środa, 17 lutego 2010

Spotkania

Koło zakładu szewskiego wpadłam na Konsuellę Petke, siostrzenicę Johany. Była bardzo zdenerwowana z powodu zupy w proszku. A mianowicie dlatego, że Konsuella ma dwie lewe ręce do gotowania, a jej narzeczony Jasmin, zażyczył sobie zupy ogonowej. W sklepiku Róży natomiast wzmiankowanej zupy nie było. Owszem była pomidorowa, żurek i czerwony barszcz, a nawet krupnik po kaszubsku. Niewiele przeterminowany, ale przecież był. Natomiast ogonowej nie było, mimo, że zdesperowana dziewczyna przejrzała i zwaliła z półek wszystkie inne zupki, budynie i kisiele, jak również torebki z przyprawami w proszku.
A swoją drogą czy to nie dziwne, że ten durny Jasmin na ogonową się uparł? Pawłowską nawet o to zapytałam, jakeśmy się spotkały koło magla i ona mi powiedziała, że „ być możliwe, że ogony, a zwłaszcza świńskie to afrodyzjak“. Na tym to ja już tak bardzo nie znam się niestety. Znaczy na tych afrodyzjakach. Nigdy w Afryce nie byłam i pewno już za tego życia tam nie pojadę. Niestety. Ale jak tylko po śmierci rozmowę ze Św. Piotrem odbędę, to może i na czarny ląd sobie pofrunę. Kto wie? Na ten przykład zawsze chciałam zobaczyć jak to na tym safari jest. Bo to podobno takie polowanie, ale jednak nie polowanie. A propos polowania. Wychodząc z poczty nadziałam się na grabarza Ildefonsa Gałkowskiego, który niósł najprawdziwsze na świecie wnyki. Rzecz jasna, że go o nie zapytałam, a on mi odpowiedział, że nasz gajowy w lesie za Szałamają je znalazł i zaniósł na posterunek, a nasz posterunkowy Fabrycy Cichosz kazał mu te wnyki gdzieś zakopać. Tak, żeby nikt nie znalazł. No i rzecz jasna , że gajowy te wnyki Gałkowskiemu dał. No, bo kto lepiej od grabarza z takiego zadania się wywiąże? Tak, Fabrycy to jednak sprytny chłopak, mimo, że mi trochę z wyglądu taki jakiś mydłkowaty się wydaje. Ja tam plotek nie lubię, ale usłyszałam kiedyś, gdy siedziałam w poczekalni pod zabiegowym, jak Borgowa gadała o Cichoszu z Bezatową. I wyobraźcie sobie Johana powiedziała wtedy tak głośno, że nawet kapelusza z prawego ucha ściągać nie musiałam ( bo ona akurat po prawej mojej stronie siedziała), że Fabrycy ma...zgrabny tyłek! Słyszeliście ludzie? O policjancie ona tak. O władzy.
No, ale Johana wcześniej od nas w Europie była, więc może dlatego taka z niej demokratka? I teraz to ja durniejsza niż przed miesiącem jestem. Bo sama już nie wiem czy ta demokracja to dla kobiet taka całkiem bezpieczna jest. Zwłaszcza dla nas kobiet fujareckich. Może tak, a może nie. Jedno tylko pewne jest, że jak w Okarynie będę to sobie tych zupek ogonowych kilka nabędę.

Brak komentarzy: