Obserwatorzy

poniedziałek, 8 lutego 2010

Sąsiedzkie staranie

Jak byłam całkiem młoda to latałam na każdy pogrzeb. I prawie na każdym serdecznie płakałam, czasem to nawet bardziej niż pogrążona w żałobie rodzina. Słowo daję! Ale jak powiadam to było dosyć dawno. Teraz to ja już nie jestem taka całkiem młoda i na pogrzeby nie latam. Ale na chrzty i śluby to i owszem. Podoba mi się o wiele, wiele bardziej. Weselej jakoś jest i kolorowo. A już szczególnie to na ślubach.
O, właśnie nie dalej jak pół roku temu Ciesielska wydawała swoją córkę. Nawet nie zgadniecie za kogo. Sama bym chyba nie zgadła aż do rana, jakby mnie tak ktoś znajomy albo i nawet nieznajomy o to zapytał. (Teraz dopiero, jak wam o tym wszystkim opowiadam, to dociera do mnie taki fakt mianowicie, że mnie o to jednak nikt, a nikt nie spytał !!!)
Po ślubną suknię i po bolerko to młodzi jeździli aż pekaesem, żeby nikt inny w Fujarkach całych podobnego stroju nie miał. No i napewno by nie miał. Bo powiem wam moi drodzy, że pierwszy raz jak na świecie tym rozumnie przebywam widziałam karminowe bolerko do sukni ślubnej dopasowane. A spod tego bolerka jeszcze różowo-wrzosowy gorset sznurowany wystawał. A sznurówka, ta różowa ciągnęła się za młodą jak jaki welon.
Całość była, bardzo, ale to bardzo mocno dopasowana. Teraz to tak sobie myślę, ze ten gorset różowy ściągnięty aż do bólu, to na złość nam, wszystkim starszym mieszkankom Fujarek.
Ja jak wiecie plotek nie lubię, ale jak jakoś tak na wiosnę Ciesielska przed sklepem Róży Rychlik, czekając na podwędzaną pasztetową , głośno powiedziała, że wydaje swoją Scholastykę za mąż, to co byście wy sobie pomyśleli? No co?
Jasne, że to samo co ja. No więc niewiele myśląc powiedziałam na zebraniu koła gospodyń to, co mi wtedy przed sklepem do głowy przyszło. Ale niestety nie koniec na tym, bo powtórzyłam to potem wszystkim kobietom na spotkaniu kółka różańcowego. No i się zakotłowało. A może jeszcze gorzej. A przecież to nie były żadne plotki ! Jakby to plotki były, to Scholka już dawno by zległa, albo i przy kolebce siedziała.
A ja to wszystko z dużej troski i sąsiedzkiego starania, a i szczerego zainteresowania wtedy mówiłam i tyle. Scholastykę i jej matkę znam przecież od urodzenia , każdy ich krok śledzę przez lata całe, jak dobra i wierna sąsiadka. I jakby nie daj Boże co złego, to pierwsza bym na ratunek skoczyła. I już.

No, ale jakoś nic złego oprócz tego ślubu się nie przytrafiło, więc i skakać nie musiałam na szczęście, bo kulasy moje już nie te same co dawniej byli. I tyle. A młodzi żyją cicho o i szczęśliwie, mimo, że matka młodej co i raz jakieś tam jasnowidzenia miewa. Na szczęście nie ciurkiem.
Zapomniałabym nadmienić, że Scholastyka wyszła za mąż za najstarszego syna Penelopy i Ewarysta Małyszów, tych samych co to dziewięcioro dzieciaków spłodzili i jakoś żyją.

Brak komentarzy: