Pod posterunkiem wpadłam po południu na Ciesielską. Wracała właśnie z mięsnego, a w siatce miała wołowe na rosół i mielone na klopsy. Od razu jej nadmieniłam, że na mielone to się kupuje mięso od łopatki i dobrą maszynkę z ostrymi nożykami. Niech wie. Na naukę nigdy nie jest za późno. A wiecie co ona mi na to? Że maszynka jej niepotrzebna, bo jej chłopaki mają zęby jak brzytwy i siekają mięso jak trzeba. A to mielone kupiła dla starej Cichoszki, bo ją o takie prosiła. No powiem wam moi drodzy , że mnie na chwilkę zatkało. No wyszczekana się robi ta nasza jasnowidząca, jakby co najmniej z mojej rodziny pochodziła. Ale na szczęście zaraz wróciła mi i mowa i rezon, bo zobaczyłam z daleka Kondejową. Ta z kolei taszczyła przed sobą opartą o brzuch wielką miednicę, a w niej pewno ze sto kaczych jaj.
Ja tam nikogo nie pouczam, ale natychmiast jej przypomniałam o salmonelli, co na kaczych jajach się wyleguje, ale Kondejka machnęła tylko ręką i powiedziała , że jaja niesie do inkubatora, a nie na kluski. E tam . A co mnie obchodzi co ona z tymi jajami zrobi? Nic. stara jestem i plotkami się nie zajmuję , a każda baba u nas wam powie, że jaja to plotki i tyle. Weszłam potem i ja do sklepu, żeby sobie na półki popatrzeć, co często od czasów stanu wojennego robię. Kiedy wspomnę czasy kartek na mięso i te pełne ludzi autobusy, co to wiozły do nas, do Fujarek miejską ludność, to lecę popatrzeć na sterty pokrojonych maszyną wędlin. Nie żeby zaraz kupić. Ot, tak po prostu, żeby się nacieszyć i uspokoić. A w stanie wojennym to się u nas robiło takie wyroby, że palce lizać. W co drugiej chałupie była masarnia.
Nasz Augustyn to do tej pory najlepszą w Fujarkach kiełbaskę robi. A powiem wam jeszcze, że on mięsa do niej nie miele, tylko je kroi na małe kawalątka. Może i przez to ma smak niezapomniany? Kto wie?
Ja zaś osobiście to szyneczki po uwędzeniu nie gotowałam, tylko ją ciastem z mąki i wody zrobionym mocno oblepiałam i w piecu piekłam. Wspaniała była. A jaka soczysta!
Sama nie wiem co mi się dziś stało, że tyle o dobrym jedzeniu gadam. Może dlatego, że to już półmetek postu za nami? Pewnikiem tak. Aż mi się jeść zachciało. No to już na dziś kończę moją pisaninę. Może sobie chałki z mlekiem wezmę?
p.s. Myślę i myślę i domyśleć się nie mogę co też ta nasza katechetka dzisiaj na posterunku robiła.
Ja tam nikogo nie pouczam, ale natychmiast jej przypomniałam o salmonelli, co na kaczych jajach się wyleguje, ale Kondejka machnęła tylko ręką i powiedziała , że jaja niesie do inkubatora, a nie na kluski. E tam . A co mnie obchodzi co ona z tymi jajami zrobi? Nic. stara jestem i plotkami się nie zajmuję , a każda baba u nas wam powie, że jaja to plotki i tyle. Weszłam potem i ja do sklepu, żeby sobie na półki popatrzeć, co często od czasów stanu wojennego robię. Kiedy wspomnę czasy kartek na mięso i te pełne ludzi autobusy, co to wiozły do nas, do Fujarek miejską ludność, to lecę popatrzeć na sterty pokrojonych maszyną wędlin. Nie żeby zaraz kupić. Ot, tak po prostu, żeby się nacieszyć i uspokoić. A w stanie wojennym to się u nas robiło takie wyroby, że palce lizać. W co drugiej chałupie była masarnia.
Nasz Augustyn to do tej pory najlepszą w Fujarkach kiełbaskę robi. A powiem wam jeszcze, że on mięsa do niej nie miele, tylko je kroi na małe kawalątka. Może i przez to ma smak niezapomniany? Kto wie?
Ja zaś osobiście to szyneczki po uwędzeniu nie gotowałam, tylko ją ciastem z mąki i wody zrobionym mocno oblepiałam i w piecu piekłam. Wspaniała była. A jaka soczysta!
Sama nie wiem co mi się dziś stało, że tyle o dobrym jedzeniu gadam. Może dlatego, że to już półmetek postu za nami? Pewnikiem tak. Aż mi się jeść zachciało. No to już na dziś kończę moją pisaninę. Może sobie chałki z mlekiem wezmę?
p.s. Myślę i myślę i domyśleć się nie mogę co też ta nasza katechetka dzisiaj na posterunku robiła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz