Obserwatorzy

wtorek, 16 marca 2010

Sukces władzy

E tam.
Strasznie na wiosnę czekamy . My to znaczy ludzie z Fujarek. Zima latoś może nie tak ostra, co okropnie upierdliwa była, jak mówi nasz dzielny posterunkowy. Czemu dzielny? A bo w tym tygodniu jakoś wyjątkowo mu się wiodło. Po pierwsze kota Czapelskiej z wysokiego drzewa zdjął. Sam. Drabinkę od Róży pożyczył i zwierzaka na dół ściągnął. I co dziwne, że ten wstrętny kocur nawet go nie zadrapał, chociaż wszyscy u nas doskonale wiedzą co to za tyran. Każdy pies w Fujarkach omija tego kocura szerokim łukiem, a Pani Jeżowa, swojego Bubka zaraz pod pachę bierze i w pierwszą lepszą dróżkę skręca. A posterunkowego kocur nie tknął. Ciekawe, czy to z poszanowania władzy, czy ze strachu jednak?
Po drugie nasz policjant portfel Bezatowej odnalazł. I to wcale nie pusty, caluteńka renta na swoim miejscu, czyli w tym portfelu była. No i żaden złodziej go nie ukradł, jak baby w sklepie krakały, tylko Bezatowa portfel na skrzynce pocztowej położyła, jak chciała list do swojej siostry do środka wrzucić. A swoją drogą to ich siostrzane stosunki znane są już nie tylko u nas, ale i w całym powiecie. Bo to moi kochani ciekawostka taka regionalna, że nie wstyd i komuś o tym opowiedzieć. Bezatowa, z siostrą swoją Dezyderią nie gada już od dwudziestu trzech lat! Nie gada. Fakt. No, ale poczta w Fujarkach dość dobrze dzięki temu prosperuje. Bo obie siostrzyczki żyć bez siebie nie mogą i piszą do siebie, nie przesadzając, przynajmniej dwa razy na tydzień. I co wy na to? Aha, dodam tylko , że Dezyderia nie mieszka na końcu świata, tylko w Fujarkach Dolnych. Florencja Karpa starsza córka Karpów, co na naszej poczcie siedzi, to ma nadzieję, że one się jeszcze długo nie pogodzą, bo dzięki temu pracę ma niedaleko domu i zawsze może dzieciaków dojrzeć. Ja tam plotek nie lubię, ale bardzo byłam kiedyś ciekawa, co one we dwie do siebie piszą. Ale jak kiedyś w maglu rozmowa zeszła na nową jesionkę starej Szybilskiej, to Bezatowa wysłuchawszy wszystkiego, szybko swój tłomok z pościelą zwinęła, na ramię przerzuciła i do domu pognała. Ale nie, nie bez słowa pognała! Na odchodnem, w progu magla się do nas odwróciła i rzekła: do domu muszę szybko, żeby nie zapomnieć i wszystko dokumentnie Dezyderii opisać. I już . I tyleśmy ją widziały. I teraz to ja już wiem o czym ona do siostry pisze. O wszystkim. Po prostu o wszystkim.
A wracając do posterunkowego. Trzecią rzeczą, która mu się w tym tygodniu udała, to córka, którą mu żonka przedwczoraj urodziła. Marcowa dziewuszka, śliczna jak malowanie, więc jej dwa imiona na raz dali. Marzanna Malwina. Może niezbyt oryginalnie, ale też niebrzydko.
Prawda?

Brak komentarzy: