Obserwatorzy

piątek, 5 marca 2010

Nic na siłę?

Echomiła.
Jak wam się podoba takie imię? Bo mnie bardzo. Tak jakoś ciepło się robi na duszy i chce się iść przed siebie. I tak ładnie można je zdrabniać. Szkoda, że nie znam żadnej dziewczyny, ani żadnej kobiety o tym imieniu. Małej dziewuszki też. Może któraś z was da to piękne imię swojej córce, albo wnuczce? Pomyślcie o tym. Aby nic na siłę.
A tymczasem do Fujarek wróciła zima. Nawet stawek na podwórzu u Dopierały pokrył się lodem , a jej kaczki łażą w koło bardzo zdziwione. Może wy jeszcze o tym nie wiecie, ale młodsza córka Dopierałów za mąż jakoś iść nie chce. Co to się ją nie naprosiliśmy wspólnie to już nawet zliczyć się nie da. Bo to i matka i ojciec i sołtys i wójt prosili. I koło gospodyń i kółko różańcowe , a i komendant straży też. Wszyscy. O księdzu to już nawet nie wspomnę, bo on to kiedyś był najczęstszym gościem u Dopierałów. A i z ambony Agaficie o małżeństwie przy wszystkich parafianach wspominał. I to nie raz. A ona nie i nie, nic na siłę mówi. Mało tego, tak się w sobie zacięła jakoś , że pieniądze co jej dziadek ze strony matki kiedyś zapisał z kasy wyjęła i kupiła se mały domek po drugiej stronie Harmonijek. No i zajęła się hodowlą kaczek. Na razie ma ich 29, ale jak to ona gada, poszerzy swoje stado już na wiosnę. Może nawet już kaczaki dziury w skorupkach wydziobują, żeby na świat się wydostać? Kto tam to wie?
Ja tak daleko to zbyt często nie chodzę , bo mnie cała prawa noga od tych moczanów rwie. Jak się poskarżyłam kiedyś Pawłowskiej, gdy ją w kolejce do apteki spotkałam, to wiecie co ona mi na to? Że mi się pańskiej choroby zachciewa! Widzicie jaka małpa? Zero współczucia dla cierpiącego człowieka. Jakbym ja była taka jak ona, oho ho! To by dopiero było! No, ale ja wszędzie gdzie trzeba zajrzę, o wszystko każdego dokumentnie się wypytam i dla każdego mniej albo bardziej skuteczny sposób na kłopoty znajdę. I tylko od ludzi zależy czy mnie posłuchają i zastosują się do tych rad czy nie. Przecież wam też tu czasem coś doradzę. I też tylko od was samych zależy , czy te mądre rady wykorzystacie. Nawet ksiądz proboszcz i jego gospodyni czasem mojej pomocy potrzebują. No, ale o tym to wam przecież pisać nie będę, bo to już jest tajemnica parafialna i tyle. Dobrze wiecie, że ja plotek nie lubię, a już tajemnica parafialna, albo i nawet gminna, to dla mnie święta rzecz i tyle. Nikomu o niej nie wspomnę , ani na jawie, ani nawet przez sen, ani memu nieboszczykowi, jak go na mogiłkach odwiedzam tez słowa nie pisnę.
A wczoraj idąc na cmentarz koło naszej szkoły przechodziłam . Akurat dzieciaki po lekcjach wybiegały. Wiecie, aż się za głowę chwyciłam, jak to dobrobyt i nowe czasy szkodę wielką tym młodym umysłom robią. Jeden taki stanął se pod samymi drzwiami na wysokiej stercie śniegu i tak klął na kolegę, że ja się nieboga jak ta osika zatrzęsłam i ze zgrozy i ze strachu. Bo to przecież co by nie mówić ku złemu zmierza nie tylko cały świat, ale i nasze kochane Fujarki też. Dzieci? Nasze dzieciaki? To ja po to łzy rzęsiste leję na każdym chrzcie i na każdych przyjęcinach? Po to się głupia wzruszam aż serce mi łomoce, patrząc na te białe , „niewinne" aniołki? A one pewnie sukni, albo garnituru za sześćset złotych nie zdąża nawet zdjąć, a już na podwórku klną i papierosy może nawet podpalają? Kto ich tam wie?
Trzeba będzie pilnie zwołać i koło gospodyń i kółko różańcowe też. Coś trzeba z tym zrobić i to jak najszybciej, bo nam zagłada kulturowa grozi, jak nic. I co? Znowu nic na siłę? O nie.
Świata całego to ja niestety nie zbawię, ale to co moje, to co nasze, ratować trzeba i tyle. Jeszcze tym razem nie poddam się. Nie mam takiego zamiaru.

A wy tam u siebie, to róbta sobie co chceta.
Zapomniałam dodać, że na ślub Agafity Dopierały to najbardziej ze wszystkich nalega czwórka jej małoletnich dzieciaków i ten jej długoletni konkubent Justus.
Na próżno!

Brak komentarzy: