Obserwatorzy

środa, 17 marca 2010

Kupa

Zima była jak nie tylko ja twierdzę, stanowczo za długa to i post się ludziskom dłuży jak makaron spagetti. Dziś na zebraniu koła gospodyń ustaliłyśmy, żeby w pierwszy dzień wiosny zrobić niewielkie spotkanie, a na nim zaserwować zaproszonym gościom jakieś zielone i żółte jedzonka. Ot tak , żeby było i słonko i trawka. No i od razu zrobiło się wesoło, bo zaczęłyśmy robić listę naszych gości i ustalać kto koło kogo może siedzieć, a kto absolutnie. No i moi drodzy wyszło na to , że możemy zaprosić tylko jedenaście osób, nie licząc rzecz jasna członkiń naszego koła gospodyń. Bo reszty po prostu pousadzać bez problemów się nie da i tyle. Ja tam plotek nie lubię, ale między nami mówiąc ja to bym koło Cichoszowej nie siadła, bo sapie straszliwie, Adalberg cuchnie kwaśnym piwem, Stara Karpa opowiada plotki z Organów Grzmiących, a ja tam mało kogo znam (niestety!) . Koło Pawłowskiej może bym i nawet siadła, bo nie powiem na nią złego słowa, ale ją zaraz dzieciarnia z całych Fujarek obsiądzie, bo dzieciska ją lubią jakby co najmniej z cukru była. A jak obsiądą to będą gadać wszystkie na raz jak stado wróbli na jaśminie Kondejowej. Ja zaś moi kochani stara już jestem ciut gorzej słyszę i co ja będę miała z tej całej imprezy. Nic. Nalatam się tylko i narobię i tyle mojego. O nie! Może bym siadła koło Róży Rychlik, ale ta zaraz zacznie gadać o trudnościach z transportem towaru, a mnie takie tematy to ani grzeją, ani ziębią. Borgowa nosi chińskie buty i nogi jak z nich wyjmie, to nawet zakatarzony Dopierała smród by poczuł. Znowuż Ciesielska zaczęła jęczeć i szlochać , żeby jej nie sadzać koło Szybilskiej, bo będzie ją o przyszłość wnuczki pytać, ani koło posterunkowego, bo on wciąż o swojej Marzance opowiada. Karpowa też Ciesielskiej nie odpowiada, bo podobno dziwnie na nią patrzy. Z kolei Karpowa pokłóciła się w zeszłą środę z Dopierałową, bo jej pies nasrał Karpom pod samiuteńką furtką i nikt z Dopierałów sprzątnąć po psie nie chciał. Twierdzili , że to nie ich pies tylko ten mały futrzak Pani Jeżowej. Kupa jednak była wielka jak nie przymierzając gar do gotowania bigosu na święta, no i zresztą córka Karpów, ta co na poczcie pracuje na przerwę do domu leciała i całe zajście z daleka na własne oczy widziała.
I tylko żal serdeczny serce mi ściska, że nie możemy na to spotkanie zaprosić pań z kółka różańcowego, bo koło nich to z całą pewnością każda by siedzieć chciała. I Dopierała i Karpa i Ciesielska. Pawłowska i Jeżowa też. Nawet i Borgowa. No, ale jak wiadomo członkinie naszego kółka różańcowego, to my, czyli kobiety z fujareckiego koła gospodyń.
I co by dalej nie gadać, to sami moi drodzy widzicie, ile się człowiek musi napocić , żeby „mleko nie wykipiało“, a i tak jak znam życie to ani się wszystkim nie dogodzi, ani nawet marnego słowa dziękuję żadna z nas nie usłyszy. Ale gdyby nam się w końcu udało dojść jakimś cudem do jakiego takiego porozumienia, to ja siadam koło naszej katechetki. Już ja ją moi drodzy wymacam.
I w przenośni i...dosłownie.

Brak komentarzy: