Ja nie wiem czy to jest normalne.
No bo, żeby bar mleczny to rozumiem. Klubokawiarnia, albo i kurczak z rożna też. Powiem wam, że i może nawet hoddogi bym jakoś przełknęła, chociaż najbardziej ze wszystkich zwierzątek, to ja psy lubię ( a szczególnie to już mojego burego kundla). No to, to to wszystko jestem właściwie w stanie pojąć.
Ale żeby jakieś tam suszi do naszych Fujarek sprowadzać, no to już chyba gruba przesada, prawda?
No. A właśnie dowiedziałam się od Borgowej, że córka Szybilskiej, podnajęła od Henszelów letnią kuchnię i zamierza tam właśnie jakąś wietnamską garkuchnię prowadzić. Albo koreańską, czy tam chińską, czort ja tam wie.
Ja tam plotek nie lubię, ale skoro u nas we wsi i kurczaków i kaczek i indyków nie brak, to chyba należy to wykorzystać, a nie aż hen znad morza jakieś ryby i inne morskie dziwonogi sprowadzać. Pamiętam, że dawniej to mój razem ze starym Cichoszem i Krupką, chodzili nad naszą Fletnię i tam godzinami potrafili siedzieć , czasem tylko słowo. albo zanętę do rzeki rzucając. I z połowem do domu wracali, nie powiem, ze nie. Nasza Fletnia czysta wtedy była, nurt miała bystry to i klenie srebrzyste często sie wtedy jadało. Nawet i raki były, znaczy , że woda pierwszej klasy. A teraz?
Nie powiem, strażacy raz , albo i dwa rady w roku pomagają nam dno czyścić, ale i tak, a to gumiaki, a to dętka od roweru zawsze się w wodzie znajdzie.
Raz to nawet łachudra jakaś zdechłego wieprzka nam podrzuciła. Jestem pewna, że to był podrzutek, mam nawet podejrzenia, że to był Adonis Nowak z Fujarek Skrajnych, bo tylko on jeden w całej okolicy hoduje do dziś świnie rasy puławskiej (zwanej kiedyś gołębską), a te zwłoki u nas znalezione były bardzo mocno łaciate.
No ale ja nie o tym wcale gadać chciałam, tylko o tym suszi. Bo ciekawe kto to u nas jadł będzie? W każdym razie, jak wspomniałam o tym na kółku różańcowym, to wszystkie baby przysięgały , że nie. A tak przy tym kułakami w piersi waliły, że aż syn Ciesielskiej do nas wpadł, bo myślał, że to ta jego kapela z Afryki już przyjechała i instrumenty stroi. A bo widzicie zapomniałam wam wspomnieć, że ten Rocco syn najstarszy naszej jasnowidzącej przez internet zaprosił do nas, do naszych Fujarek muzyków z Afryki. Już nawet myślałam co robić mam, czy ostry protest, czy chałupę oflagować, ale mi gospodyni księdza udowodniła, że własnoręcznym podpisem zobowiązałam się kiedyś osobiście, że będę wpłacać część renty na misje afrykańskie. No i sprawa się rypła. Nie tylko, że nijakiego protestu mi robić nie wypada, ale jeszcze trzeba będzie siąść na tym koncercie w samym środku pierwszego rzędu. Na szczęście sama tam siedzieć nie będę, bo i inne kobity z kółka różańcowego będą, no i oczywista ksiądz proboszcz, że o sołtysie i wójcie nie wspomnę.
Jedno tylko mnie martwi. Bo na zebraniu koła gospodyń, kilka bab stwierdziło stanowczo, że jak tylko ten "lokal" z suszi otwarty zostanie, to one pierwsze tam polecą. Na spróbunek. Takie zaprzańce niesolidarne w naszym kole ja cierpieć muszę.
Ale pewnie i tak się od którejś dowiem czy to żarcie jadalne jest.
No bo, żeby bar mleczny to rozumiem. Klubokawiarnia, albo i kurczak z rożna też. Powiem wam, że i może nawet hoddogi bym jakoś przełknęła, chociaż najbardziej ze wszystkich zwierzątek, to ja psy lubię ( a szczególnie to już mojego burego kundla). No to, to to wszystko jestem właściwie w stanie pojąć.
Ale żeby jakieś tam suszi do naszych Fujarek sprowadzać, no to już chyba gruba przesada, prawda?
No. A właśnie dowiedziałam się od Borgowej, że córka Szybilskiej, podnajęła od Henszelów letnią kuchnię i zamierza tam właśnie jakąś wietnamską garkuchnię prowadzić. Albo koreańską, czy tam chińską, czort ja tam wie.
Ja tam plotek nie lubię, ale skoro u nas we wsi i kurczaków i kaczek i indyków nie brak, to chyba należy to wykorzystać, a nie aż hen znad morza jakieś ryby i inne morskie dziwonogi sprowadzać. Pamiętam, że dawniej to mój razem ze starym Cichoszem i Krupką, chodzili nad naszą Fletnię i tam godzinami potrafili siedzieć , czasem tylko słowo. albo zanętę do rzeki rzucając. I z połowem do domu wracali, nie powiem, ze nie. Nasza Fletnia czysta wtedy była, nurt miała bystry to i klenie srebrzyste często sie wtedy jadało. Nawet i raki były, znaczy , że woda pierwszej klasy. A teraz?
Nie powiem, strażacy raz , albo i dwa rady w roku pomagają nam dno czyścić, ale i tak, a to gumiaki, a to dętka od roweru zawsze się w wodzie znajdzie.
Raz to nawet łachudra jakaś zdechłego wieprzka nam podrzuciła. Jestem pewna, że to był podrzutek, mam nawet podejrzenia, że to był Adonis Nowak z Fujarek Skrajnych, bo tylko on jeden w całej okolicy hoduje do dziś świnie rasy puławskiej (zwanej kiedyś gołębską), a te zwłoki u nas znalezione były bardzo mocno łaciate.
No ale ja nie o tym wcale gadać chciałam, tylko o tym suszi. Bo ciekawe kto to u nas jadł będzie? W każdym razie, jak wspomniałam o tym na kółku różańcowym, to wszystkie baby przysięgały , że nie. A tak przy tym kułakami w piersi waliły, że aż syn Ciesielskiej do nas wpadł, bo myślał, że to ta jego kapela z Afryki już przyjechała i instrumenty stroi. A bo widzicie zapomniałam wam wspomnieć, że ten Rocco syn najstarszy naszej jasnowidzącej przez internet zaprosił do nas, do naszych Fujarek muzyków z Afryki. Już nawet myślałam co robić mam, czy ostry protest, czy chałupę oflagować, ale mi gospodyni księdza udowodniła, że własnoręcznym podpisem zobowiązałam się kiedyś osobiście, że będę wpłacać część renty na misje afrykańskie. No i sprawa się rypła. Nie tylko, że nijakiego protestu mi robić nie wypada, ale jeszcze trzeba będzie siąść na tym koncercie w samym środku pierwszego rzędu. Na szczęście sama tam siedzieć nie będę, bo i inne kobity z kółka różańcowego będą, no i oczywista ksiądz proboszcz, że o sołtysie i wójcie nie wspomnę.
Jedno tylko mnie martwi. Bo na zebraniu koła gospodyń, kilka bab stwierdziło stanowczo, że jak tylko ten "lokal" z suszi otwarty zostanie, to one pierwsze tam polecą. Na spróbunek. Takie zaprzańce niesolidarne w naszym kole ja cierpieć muszę.
Ale pewnie i tak się od którejś dowiem czy to żarcie jadalne jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz