Obserwatorzy

środa, 24 marca 2010

Okno na świat

I popatrzcie ludzie co to się w naszych Fujarkach dzieje. Okno na świat się u nas otworzyło, co by tu nie gadać. Bezatowa w świat pojechała. Podobno jak mówi stara Cichoszowa na zarobek. Ale ja w tak w to wierzę, ile widzę. Plotek jak wiecie nie lubię, ale swoje wiem. Bezatowa według tego co ja czuję, to pojechała w świat nie za chlebem, tylko za chłopem. Pamiętam jak onegdaj siedziałyśmy w kilka na przystanku pekaesu, to my o wnukach i prawnukach , a ona oczami w lewo i w prawo strzelała i tylko czekała, czy jakiś chłopina się nie napatoczy. No i napatoczył się nasz pijany Adalberg, który nie dość, że jej wcale nie poznał, to jeszcze pomylił z własną żonką i zaczął się jej gęsto tłumaczyć z pieniędzy co to je wyjął z szufladki w toaletce. A z drugiej strony to Bezatowa się chłopom podoba i podobała zawsze. Odkąd pamiętam. A ja moi drodzy pamiętam dobrze tylko to, co się stało wieeele lat temu. I już. Syn Pawłowskiej też chce w świat wyfrunąć. Mówił wczoraj pod kawiarenką internetową do wnuka Karpińskiej, że zapisze się na kurs obsługi karuzeli, potem zaciągnie się do wesołego miasteczka i fiuu w świat. Na północ. Widzicie go? Jeszcze wczoraj z pieluchą między kolanami latał po podwórku, a dziś na północ się wybiera jak jakiś biały kieł.
A jeszcze ta kawiarenka! Bo chyba wam o niej nie mówiłam? A to moi kochani bliźniaki Figlewicza wzięły sprawy w swoje ręce. Irydion Figlewicz oprócz słynnej w całym powiecie maciory (której już niestety na tym świecie nie ma), ma jeszcze dwie pary dzieci, bliźniąt, z których starsze właśnie wyremontowały ślicznie stary garaż i założyły w nim kawiarenkę komputerową. Wy rozumiecie o czym was właśnie poinformowałam? Kawiarenka internetowa w Fujarkach!!! I to jest właśnie nasze ogromne okno na świat. Można powiedzieć: weneckie!
A ja, że ciekawa wszystkich nowinek technicznych jestem, to tak spacerując tam i tu po tej naszej wiosce, pod tę właśnie kawiarenkę doszłam. I nie tylko pod. Do środka też zajrzałam. A co?! Jako członkini kółka różańcowego powinnam przecież wiedzieć, czy nasze fujareckie dzieci nie są tam narażone na kontakty z jakimś bezeceństwem, prawda? No!
Ale potem okazało się, że tam cisza i spokój jak nie przymierzając w kaplicy przedpogrzebowej. Dzieciaki i młodzież po kilkoro naraz przed komputerkami se siedzą , klikają aż miło i różne wiadomości do lekcji im potrzebne z internetu sobie ściągają. No i nawet dorośli zaglądają tam i dogladają, bo oprócz mnie była tam nasza młoda katechetka. Wiem o czym myślicie, ale to był czysty przypadek ! Możecie mi moi drodzy wierzyć. A ja sobie też (jak się tylko miejsce zwolniło) siadłam do komputerka i nowy wzór haftu kaszubskiego dokładnie obejrzałam. Że niby co? Że jak mam w domu własny, to w kawiarence nie powinnam? A właśnie, że powinnam! Jako członkini koła gospodyń muszę młodym pokazywać tradycje i kulturę ich ojców i dziadów, no nie? No! I niech tam ludzie mówią sobie co tam chcą, a ja też będę robić, co se sama będę chciała i co mi wygodne. Bo człowiek się ma rozwijać do końca, jak ten kłębek włóczki. A okno na świat tak samo się dla starych jak i dla młodych ma otwierać. I już.

A ta katechetka, jak tak siedziała w tej kawiarence, w tych obcisłych spodniach, to mi się jakoś taka jakby szczuplejsza wydała, czy coś?
Sama już nie wiem.

Brak komentarzy: