Obserwatorzy

wtorek, 21 lipca 2009

Co mają włosy do rządzenia?

Podobno, któregoś dnia nasze chłopy ustaliły na swoim cotygodniowym zebraniu OSP, że czas wziąć wreszcie władzę we własne ręce. A że u nas w Fujarkach jakoś źle się nie dzieje , robota dzięki Bogu jaka taka jest, nikt głodny po wsi nie chodzi ( chyba, że mu się nie chce wejść do świronka z nożem i chleba ukroić ), to postanowili, że na razie będzie to władza we własnej zagrodzie.
Wiadomo, jak w głowie zaszumi, to każdy i wojewodą chciałby zostać. A mówię o tym dlatego, że jak wracałam wieczorem od Gałkowskiej, to widziałam Junonę z Ksawerym jak się ze sobą pod płotem żegnali. I to wam powiem, że nawet ślepy gołym okiem widzi jak ta dziewczyna Ksawusiem rządzi. Ot, do zapowiedzi jeszcze daleko, a już chłopak robi wszystko czego ona zażąda. Na ten przykład weźmy włosy : miał je Ksawery najdłuższe w calutkiej gminie. Nosił je przeważnie rozpuszczone, a gdy wiatr po świecie hulał, to zaraz zaczynał z nimi zabawę. Gdybyście tak szli akurat drogą, to zobaczylibyście nie zwykłego człowieka, ale wyrwaną z korzeniami starą rosochatą wierzbę, co rośnie na miedzy dzielącej pola Idziego Więckiewicza i Napoleona Salwowskiego. Tylko w niedzielę, jak Ksawek do kościoła szedł, to sobie tę swoja plerezę w warkocz zaplatał, bo by go ksiądz Sykstus do środka nie wpuścił. Na próżno matka prosiła, żeby tę swoją strzechę choć o połowę skrócił, na próżno ojciec groził, że w nocy mu te kołtuny do goła zetnie. Kończyło się na tym, że chłopak kilka nocek w stodole przesypiał, aż staruszkom nie przeszło. A potem wszystko wracało do normy, aż do następnego razu. I tylko Ksantypa Cichosz żona naszego posterunkowego, co ma kiosk obok komisariatu, to tylko ona była z tego wszystkiego zadowolona. Bo co by o włosach Ksawerego Kozłowskiego nie mówić, to jednego powiedzieć nie można było : że są brudne. Co to, to nie. Wykupywał on wszystkie szampony jakie tylko w telewizyjnej reklamie zobaczył i prał te swoje loki co drugi dzień. Terencjusz Maciasz z żoną Teodozja przechodzili kiedyś latem koło płotu Kozłowskich i co zobaczyli ? Ciemnobrazowa przędzę, która się na nim suszyła. Maciaszowej spodobał się jej kolor, miała nawet chęć Kozłowska spytać, gdzie taką ładną farbę kupiła. Ale Maciaszowa nie byłaby Maciaszową, gdyby owej przędzy w ręce nie wzięła, nie pomacała. Musiała wtedy nieźle szarpnąć, bo Ksawery, który siedzac pod płotem włosy sobie na słonku suszył zawył jak nasza strażacka syrena, oczywiście jak jeszcze działała !

No więc teraz tylko pomyślcie, co dziewczyna może z chłopakiem zrobić ! Ksawery obciął hodowane przez tyle lat włosy. Akurat razem z Fruzią Przyborkowa wracałyśmy od chorej na grypę Loretty, a tu naprzeciw nas idzie jakiś mężczyzna. Myślałyśmy, że to jakiś ekoturysta od Klemy Borkowskiej idzie oglądać emaliowane pokrywki Lengiewicza. Dopiero jak się z nami zrównał i "dzień dobry" ze śmiechem zawołał, tośmy obie z Fruzią gębusie rozwarły jak ksiądz proboszcz wrota w wielkanocna niedzielę. Bo wyobraźcie sobie miałyśmy oto przed sobą ostrzyżonego Ksawusia ! Powiedziałam ostrzyżonego ? A gdzie tam ! Ksawery Kozłowski był ogolony na zero, jak brat mojego starego Walencjusz, gdy go milicja jeszcze w stanie wojennym do swojego "salonu fryzjerskiego" zabrała, bo po godzinie milicyjnej na piwko do kumpla biegł. Wtedy też obie żeśmy zobaczyły, że przed nami nie chłopak, a mężczyzna stoi. I to w sile wieku. Popatrzcie tylko dobrzy ludzie, matka prosiła , więcej , błagała ! I to nie raz, nie dwa, ale lata całe ! Ojciec groził, nożyce ostrzył i w nocy po cichaczu do stodoły chodził, żeby syna jak ochwaconego ogiera derką nakryć. Ksiądz palcem przed nosem wygrażał . I nic. Aż nagle dziewczyna, z którą jeszcze niedawno po łąkach biegał i w stogu siana baraszkował, dziewczyna, w której nagle zobaczył kobietę, radę mu dała. Czy to nie jest prawdziwe życie ? Ja Annabella mówię wam, że jest. A więc moi drodzy, jeśli Junona sobie z chłopem tak szybko i sprawnie poradziła to znak, że my kobiety z Fujarek możemy naszym chłopom spokojnie pozwolić, żeby tę władzę w swoje własne ręce wzięli. Niech trochę porządzą, niech na własnej skórze poczują co to znaczy, jak na rampę wagon z węglem przed zimą, na czas nie dojedzie. Jak nie ma za co pomalować w szkole lamperii, bo malarz by się i znalazł, ale ani grosza na farbę nie ma. Ciekawe jak im pójdzie , gdy zechcą poinformować nasza bibliotekarkę Krysię Gizównę, że pieniędzy na kupno nowych książek nie będzie, bo trzeba na porodówce dziurę w dachu załatać. Ba, nawet na prenumeratę jej ulubionego kwartalnika " Kultura w twojej gminie" nie wystarczy. Już widzę jak się kłaniają panu staroście Hektorowi Pawińskiemu prosząc go o dotacje na zimowe opony do naszego strażackiego Żuka. A my kobiety będziemy cichutko stały z boku. Do czasu ! Bo kiedy chłopom już rączyny od tego dźwigania władzy całkiem i ze wszystkim ścierpną, to my wtedy do przodu i ich od tego ciężaru łaskawie uwolnimy. Niech znają nasze dobre i wrażliwe serca, które przecież biją tylko dla nich !

Calutki świat żyje złudzeniami, to i nasze fujareckie chłopy też mogą.

Brak komentarzy: