Powiem wam moi drodzy, że do żywizny, to moi krajanie serca mają, a mają Czy to będzie szczeniak, czy też słoń, to nikomu z mieszkańców Fujarek nie robi żadnej różnicy. Nad każdym się pochylą, lub podniosą na niego wzrok. Jeśli nawet nie pogłaszczą, to chociaż uszczypną, ale obojętnie to nikt nie przejdzie. Powiecie, że zapomniałam o Safonie ? Nie zapomniałam, ale ona te indyczki napycha tylko raz w roku, a to chyba można wybaczyć. Jeśli zaś chodzi o Adalberga, to pijak z niego okrutny i ukryć się tego nie da, bo jak go ktoś z naszych ludzi zobaczy trzeźwego, to potem jest o czym gadać przez kilka dni. Ale, że kopnął psa, to zdarzyło mu się raz w życiu. Nigdy przedtem, ani nigdy potem takie coś nie miało miejsca. Możecie mi wierzyć. Annabela nigdy nie kłamie, a jak już ją co przymusi to woli zachorować.
Nawet schronisko dla tych biednych bydlątek mamy, ot co ! Tak samo zresztą jest i z dzieciarnią( nie nie ochronki u nas nie ma, bo i po co!). I to wcale nie o to chodzi, że sporo drobiazgu przeszło ostatnio przez ręce Adolfiny Kisling i księdza Sykstusa. Dzieciska się u nas rodzą to fakt. Sporo ich mimo, że wcale lekcej się nam obecnie nie żyje. Życie jakie jest każdy co dzień widzi sam i nie ma o czym gadać. Ale chyba w całym powiecie nikt tak dzieciaków nie szanuje, jak ludzie z Fujarek. Jeszcze się nie zdarzyło (przynajmniej ja o tym nie wiem ), żeby któraś z trzech pracujących w naszej szkole nauczycielek, którego zwymyślała, albo i przetrzepała. Tak samo zresztą i nasz dyrektor Kordek. Raz tylko pamiętam nie strzymał, a było to dawno i delikwentem był mały Achim. Trzeba wam bowiem wiedzieć, że Joachim Jekiel to było prawdziwe półdiablę. Kiedy komu gęsi z zagródki uciekły- to Achimek ; gdy Książkową ktoś w jej własnym sklepie zamknął - to Achimek , nawet jak ktoś proboszczowi brewiarz podprowadził to nasz posterunkowy poszedł prosto do Ostachowiczów. Albowiem wszystkim u nas wiadomo, że matka wrzeszczała na chłopaka od rana do nocy, ojciec nie jedną rózgę na jego grzbiecie połamał. Oboje chcieli dobrze. To babka Dziewanna, choć zdawałoby się kobieta rozsądna i stateczna, co niejednemu z nas swoimi ziółkami do zdrowia dojść pozwoliła, jakąś dziwną i głupią miłością do starszego wnuka zapałała. Dziadek zresztą nie był dużo mądrzejszy. Oboje chłopaka przed rodzicami bronili. To do Ostachowiczów pisała uwagi wychowawczyni klasy, do dziadków szedł rozeźlony Gałkowski jak mu raz Achim łopatę w świeżym grobie zakopał. Nic więc dziwnego, że i księżowską zgubę posterunkowy znalazł u Rocha. A najlepsze z tego wszystkiego było to, że brewiarz leżał w skrzynce z narzędziami, zamknięty na klucz, a klucz miał Roch w kieszeni odświętnych spodni. I to przesądziło sprawę, bo jak już Cichosz "zaginiony przedmiot" odnalazł, to został się za idola małego Jekiela. Ani rodzice, ani szkoła nic nie wskórali. Możecie mi nie wierzyć ale od tego czasu (choć parę ładnych lat od tego przypadku minęło), Joachima jakby kto zaczarował. A i to wam powiem co sam chłopak gada, że jak już samochodówkę skończy, to do policyjnej szkoły pójdzie.
A ja już sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle ?
Nawet schronisko dla tych biednych bydlątek mamy, ot co ! Tak samo zresztą jest i z dzieciarnią( nie nie ochronki u nas nie ma, bo i po co!). I to wcale nie o to chodzi, że sporo drobiazgu przeszło ostatnio przez ręce Adolfiny Kisling i księdza Sykstusa. Dzieciska się u nas rodzą to fakt. Sporo ich mimo, że wcale lekcej się nam obecnie nie żyje. Życie jakie jest każdy co dzień widzi sam i nie ma o czym gadać. Ale chyba w całym powiecie nikt tak dzieciaków nie szanuje, jak ludzie z Fujarek. Jeszcze się nie zdarzyło (przynajmniej ja o tym nie wiem ), żeby któraś z trzech pracujących w naszej szkole nauczycielek, którego zwymyślała, albo i przetrzepała. Tak samo zresztą i nasz dyrektor Kordek. Raz tylko pamiętam nie strzymał, a było to dawno i delikwentem był mały Achim. Trzeba wam bowiem wiedzieć, że Joachim Jekiel to było prawdziwe półdiablę. Kiedy komu gęsi z zagródki uciekły- to Achimek ; gdy Książkową ktoś w jej własnym sklepie zamknął - to Achimek , nawet jak ktoś proboszczowi brewiarz podprowadził to nasz posterunkowy poszedł prosto do Ostachowiczów. Albowiem wszystkim u nas wiadomo, że matka wrzeszczała na chłopaka od rana do nocy, ojciec nie jedną rózgę na jego grzbiecie połamał. Oboje chcieli dobrze. To babka Dziewanna, choć zdawałoby się kobieta rozsądna i stateczna, co niejednemu z nas swoimi ziółkami do zdrowia dojść pozwoliła, jakąś dziwną i głupią miłością do starszego wnuka zapałała. Dziadek zresztą nie był dużo mądrzejszy. Oboje chłopaka przed rodzicami bronili. To do Ostachowiczów pisała uwagi wychowawczyni klasy, do dziadków szedł rozeźlony Gałkowski jak mu raz Achim łopatę w świeżym grobie zakopał. Nic więc dziwnego, że i księżowską zgubę posterunkowy znalazł u Rocha. A najlepsze z tego wszystkiego było to, że brewiarz leżał w skrzynce z narzędziami, zamknięty na klucz, a klucz miał Roch w kieszeni odświętnych spodni. I to przesądziło sprawę, bo jak już Cichosz "zaginiony przedmiot" odnalazł, to został się za idola małego Jekiela. Ani rodzice, ani szkoła nic nie wskórali. Możecie mi nie wierzyć ale od tego czasu (choć parę ładnych lat od tego przypadku minęło), Joachima jakby kto zaczarował. A i to wam powiem co sam chłopak gada, że jak już samochodówkę skończy, to do policyjnej szkoły pójdzie.
A ja już sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz