Zarówno Leonia jak i Zybert są ludźmi niebywale łatwowiernymi, zdolnymi uwierzyć w każdą gadaninę. Od kiedy u nas w Fujarkach, nawet na byle chałupinie zamontowana jest satelita, to każdy zamiast lejców ściska w garści pilota i po tych kanałach lata w tę i z powrotem. Ludziska się napatrzyli o tych różnych giełdach, akcjach, parkietach to i nie patrząc co złego może z tego wyniknąć gotowi dać się nabrać. Jak Sielczak nabajerował, co też mógłby zwojować jakby tylko miał gotówkę, to tamci uwierzyli i wpadli w kłopoty jak upity Kołodziejski w szambo. Ja to myślę, że w całej naszej gminie powinni zabronić brania tych wszystkich pożyczek, dopóki nie sprawdzą czy będzie z czego oddać. A swoją drogą, to Kępka i Kurek mogliby być roztropniejsi. Nasz sołtys Bonawentura Bojarowski żartuje, że gdyby ich odpowiednio podejść zgodziliby się wykupić cały prawy brzeg naszej nie wiadomo czemu leniwie płynącej rzeczki Fletni. Pewnie spytacie dlaczego właśnie prawy ? To oczywiste. Cały lewy brzeg od skraju lasu, aż do wzgórza należy do Eleonory Wojcieskiej i jej siostry Eufrozyny Przyborek, a one za żadne skarby nie sprzedadzą ani nawet nie wydzierżawią swojego pola. Od wielu lat sieją tam soczewicę. Jak był tu z nami Ewaryst Małysza, to mówił, że im chodzi o to, która z nich pierwsza ten nasz najlepszy ze światów zobaczyła. Bo te siostry wpierają w ludzi, że są bliźniaczkami. Ja jak wiecie plotek nie lubię, ale takie z nich bliźniaczki, jak z Małyszy bezdzietny wdowiec. Wystarczy tylko na nie spojrzeć : Nora wysoka i chuda jak szczapa, z wysuniętymi do przodu, żółtymi, długimi zębami. No i poważna jak kondukt w deszczowy dzień. Fruzia przeciwnie niziutka, pulchna i okrąglutka jak drożdżowe bułeczki ciotki Makulskiej. I wesolutka. Wesolutka taką wiosenną wesołością ; a już swoich zębów to ona w ogóle nie ma. Za to ma w kredensie za szklannym dzbanuszkiem w różyczki schowany nowiusieńki garniturek trzecich ząbków, ale ich nie nosi. Mówi, że jej za gorąco. A jak już mówimy o Małyszy, to muszę powiedzieć, że ma on ze swoją żonką Penelopą dziewięcioro dzieci, a i to pewnie nie koniec. Laurencja Kisielińska zwykła mówić, że Lopka jest jak grusza i może rodzić co roku. No, ale teraz to będzie dłuższa przerwa, bo Ewaryst poleciał na roboty do USA, żeby zarobić trochę dolarów dla tych dzieciaków co to już są. Tak więc w chałupie Małyszów długo nic nie zapiszczy, chyba, że Ewaryst listem żonce nasionka przyśle. Jak tylko wspomniałam bułeczki ciotki Rozalindy, to tak mi się zachciało coś słodkiego, że zjadłam całą lyżkę cukru. Dawniej trzymałam słodkości w kuchennym kredensie, ale jak się dowiedziałam, że u Maciaszów byli fałszywi kolędnicy i nie dość, że żadnej kolędy do końca nie dośpiewali, to jeszcze z serwantki sześć złotych skradli i wszystkie pierniki, co to je Teodozja na Gody piecze zżarli, to ja teraz co lepsze mam w sionce. A jak chłody się zaczną, to do ogrodu wynoszę i żeby się tam myszy nie dostały, wszystko dużą miednicą (tą, co w niej mój stary nogi przed kiszeniem kapusty moczy) przykrywam. Swoją drogą ciekawe ile ci "kolędnicy" zębów stracili zanim pierniki zjedli, bo Todzia z Terencjuszem zaczynają piec swoje miodowniki zarutko po Zaduszkach.
Obserwatorzy
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz